Echo serca

Badanie wyszło idealnie. Serce jest w bardzo dobrym, niezmienionym przez wentylację i SMA stanie. Z jednej strony kamień z serca (mojego), a z drugiej trochę niepokoju co dalej…Jest parę pomysłów co i dlaczego, ale jak było już sie nie dowiemy. Zresztą teraz najważniejsze żeby Jula wróciła do domku. Niestety jeszcze musi zostać w szpitalu parę dni bo dostała nowy antybiotyk, który można podawać tylko dożylnie. Dziś przyszły kolejne wyniki posiewów w których wyhodowały się bakterie Pseudomonas – całe szczęście do wyleczenia.

Poza tym Jula dziś mnie zaskoczyła. Ogólnie była w dobrej formie, nie gorączkowała, przyniosłam jej bajkę na telefonie, poćwiczyłyśmy nóżki, rączki. A gdy przyszło nam jechać na echo (dwa piętra wyżej), zdenerwowała się i jak tylko zobaczyła kolejną panią doktor to zamknęła oczy i udawała że jej nie ma. Nigdy wcześniej nie widziałam, że tak robi (przede mną się nie chowa). „Schowała się” do tego stopnia, że zasnęła w trakcie badania. I to nie był pierwszy raz, bo pani ordynator mówi, że Jula tak się właśnie zachowuje jak nas nie ma. Bidulka, stresuje się tym szpitalem (też ma problemy z trawieniem), ale może i dobrze, że sobie wypracowała sposób ucieczki?

Znacznie lepiej

Dzisiaj Jula była w bardzo dobrej formie. Gorączka zeszła, kontakt pełen, zainteresowanie książkami, naklejkami na maksa. My dziś przysypialiśmy przy łóżeczku, a Jula nic. W posiewie pobranym z ucha coś tam wyszło, ale antybiotyk był trafiony, więc się ucho leczy. Jutro echo… Zobaczymy.

Dziewczynkę z sali Julki Pan Bóg powołał w nocy do wieczności [*]

Senny dzień

Dzisiaj rano na sali Julki było gorąco, bo coś działo się z dziewczynką obok Julii. Rodzice mogli wejść na salę dopiero jak się stan dziewczynki ustabilizował. Niestety Julia bardzo się sytuacją zdenerwowała – podobno bardzo jej wzrosła akcja serca i wymiotowała. Podali jej relanium, po którym jak zasnęła to spała cały dzień.

Z innych informacji: trzustka jest w porządku, ale Jula dziś znów miała gorączkę i nie trawiła całego jedzenia. Bidulka, może i lepiej, że przespała ten dzień. Po południu znów działo się coś z dziewczynką obok i musiałam szybciej wyjść.

Mam nadzieję, że jutro będzie spokojniej…

Trzustka, gorączka i neurolog

Dziś Jula trochę lepiej się czuła niż wczoraj, ale ogólnie nic nie wiadomo – taki dziwny ten dzień był.Całe szczęście, że udało się jej pod wieczór porządnie zasnąć. Mam nadzieję, że w końcu odpocznie.

Wczoraj wieczorem zrobili USG jamy brzusznej, na którym nie podobała się lekarzowi trzustka Julki – kolejne badania mają wyjaśnić o co chodzi. Poza tym pojawiła się gorączka – możliwe, że od tego ucha. Dziś też Julę zbadał neurolog. Jeśli o chodzi o sprawy neurologiczne to wszystko jest ok. Pojawiły się natomiast dwie nowe spekulacje na temat „incydentu”: pierwsza to jakaś wada serca nabyta na skutek oddechu z respiratorem (to może potwierdzić echo), a druga to powikłanie związane z podstawową chorobą (chociaż przy SMA jest to dość rzadkie, z tego co przeczytałam TU). Tego drugiego nic nie potwierdzi, więc jeśli echo nic nie wyjaśni, to pewnie lekarze zwalą wszystko na SMA.

Pusto nam i dziwnie w domu, więc w nim nie siedzimy…

Coś z uchem

Dziś od rana Jula była jakby nieobecna. Kiedy przyszłam spojrzała na mnie raz, a potem patrzyła w sufit cały czas, jakby ją coś bolało. W nocy mało spała, raz zwymiotowała, w ciągu dnia przysnęła ledwie na 10 minut. Pani doktor zasugerowała, że zrobią USG jamy brzusznej, bo może tam coś się dzieje, i że wezwie też laryngologa na konsultację. Poza tym okazało się, że przy przyjęciu do szpitala morfologia Julki miała lekkie cechy zapalne, stąd antybiotyk. Podejrzewałyśmy też układ moczowy, może jakieś kamienie, piasek – podobno u leżących dzieci często się to zdarza.

Po południu zmienił mnie tata. Wtedy też przyszedł laryngolog. Okazało się, że w Julki uchu był pęcherzyk z ropą, który powodował zwiększone ciśnienie, a przez to z całą pewnością ból. Po jego przebiciu Julce powinno ulżyć. Dostała coś przeciwbólowego i w końcu udało się jej porządnie zasnąć po jakimś czasie. Jutro sie okaże czy nie było tam żadnych bakterii, może zmienią antybiotyk, podleczą. A w między czasie doczekamy badania echa serca, które robią tylko w piątki.

Oczywiście ucho nie jest przyczyną wczorajszego nocnego incydentu. Mam nadzieję, że uda się zdiagnozować co się zadziało, bo w przeciwnym razie jak Jula wróci do domku będziemy bali się zasnąć.

Jeszcze raz dziękuję za słowa otuchy… Do jutra!

Wierzyć w cuda

Gdy myślimy o cudach, wyobrażamy sobie, że ludzi leżący zaczną chodzić, niemowy zaczną mówić, niewidzący odzyskają wzrok. Jesteśmy rozczarowani, a przecież Pan Bóg każdego dnia czyni cuda, tylko wystarczy przyjrzeć się Jego śladom w naszym życiu.

Dziś doświadczyliśmy cudu – bo cudem dla nas jest, że Jula po 5 godzinach od niewyjaśnionego „incydentu” z zatrzymanym krążeniem otworzyła oczy, poznała nas, mało tego – kontaktowała się z nami jak zawsze mruganiem, wyrażała chęć słuchania bajek, patrzyła na obrazki w książeczce.

Po południu zadzowniłam z wieściami do naszej pani doktor, która przyjęła Julię na oddział. Przyznała, że gdy zobaczyła Julę o świcie to jej się nogi ugięły. Na ogół doktor S. jest optymistką i raczej nie straszy, ale dziś rano powiedziała nam, że musimy byc gotowi na wszystko. Kiedy schodziła z dyżuru o 9 rano Jula mrugnęła do niej, że ją poznaje.

I jasne, że można doszukiwać się przyczyn medycznych, bo może jednak serce nie przestało bić całkowicie, tylko tak zwolniło, że go nie wyczuliśmy… Tylko po co – żeby podważyć działanie Boga? Nasze dziecko po 3ciej rano było prawie po drugiej stronie, byliśmy przerażeni i zaszokowani. Po południu nasze dziecko mrugało do nas pozdrawiając wszystkich – to jest CUD.

Bogu dziekujęmy z całego serca za ten dzień dzisiejszy i za tych ludzi, którzy się modlą za Julkę, za nas i razem z nami. Siła modlitwy jest potężna – dzięki niej mimo miękkich kolan i skurczonych żołądków jesteśmy w stanie trwać razem przy naszych dzieciach nawet w takie dni jak ten miniony.

I żeby nie było, że jest tak „różowo” – jeszcze boimy się pobytu Julki w szpitalu, dlatego prosimy o nieustawanie w szturmie do nieba.

ps. filmik z OIOMu w kiepskiej jakości, bo nagrywany komórką, ale chciałam żebyście i wy mogli zobaczyć Julę…

Na granicy

Dzisiaj ok 3ciej nad ranem Julka zatrzymała się. Po krótkiej reanimacji przez tatę jej serce ruszyło z powrotem. Nie wiemy dlaczego tak się stało i jak… W każdym razie Jula trafiła na Polanki. O świcie parametry miała dobre, słabe odruchy rzęsowe i zwężały się źrenice – to był dobry znak, ale nie aż tak dobry żeby przesądzał o jej stanie. Po dwóch godzinach nasza pani doktor, która akurat miała dyżur na Polankach (dzięki Bogu) pogoniła nas do domu żebyśmy odpoczęli. Powiedziała nam, że nic nie wiadomo i że najbliższa doba będzie decydująca. Nie wiemy czy nie doszło do jakiegoś niedotlenienia i jaki wpływ będzie miała ta akcja na organizm Julki.

Przed chwilą rozmawiałam z tatą, który pojechał do szpitalu. Julia otworzyła oczy, poznała tatusia i wybrała do czytania Kubusia Puchatka…

Jesteśmy wdzięczni Bogu za powrót naszego dziecka i za siły jakim nas obdarzył w najbardziej krytycznym momencie.

Dziękujemy też Wam za smsy pełne otuchy i modlitwę, bo to ona działa takie cuda.

Teraz modlimy się, żeby nie doszło do żadnych powikłań…

Nad morzem

Dziś po południu udało mi się zrealizować moje malutkie marzenie – czyli zabrać Marysię nad morze. Po półtorej godziny zarówno ja jak i babcia z dziadkiem byliśmy zmęczeni. Mary jest jak diabeł tasmański, nie usiedzi w miejscu, niczego się nie boi. Rzucała się do wody, biegała jak szalona po piasku – cudowny widok. Cudowny, a jednocześnie bardzo bolesny – tak bardzo bym chciała zobaczyć obie dziewczynki szalejące w morzu…

Nasze poranki

Codziennie rano Marysia budzi się około 7 i bawi się w pokoju, podczas gdy ja z Julką jeszcze śpimy. Śpimy dopóki Mary nie włączy jakiejś grającej zabawki, na szczęście rzadko to się zdarza, gdyż młoda preferuje książeczki i puzzle. Kiedy Julia sie budzi (ok. 9) i muszę się nią zająć, Mary jest już zmęczona zabawą i baaardzo marudna. Płacze, krzyczy (najczęściej na zmianę ‚mama’ i ‚mniam mnia’), wchodzi na ssak, próbuje mnie odciągnąć od Julki. Gdy w końcu uda mi się skończyć „procedury wstawania” sadzam Julię na siedzisku przed komputerem i włączam gry (ostatnio na czasie Kręgle z Tomem i Jerrym i golf z Kubusiem Puchatkiem). Wtedy po „przytuleniu” Marysi, która jest gotowa do dalszej zabawy, mam czas na zrobienie drugiego śniadania obu damom (Julka pierwsze śniadanie je przez sen ok 6 rano, a Marysia je/pije przez sen, ale sen mamusi). Czasem kiedy są obie spokojne jeszcze po śniadaniu, to jeszcze znajdę chwilę na ubranie siebie. Tak mniej więcej wyglądaja nasze poranki do godziny 11tej.

Dzisiaj udało mi sie „zagonić” Julę do opieki nad młodszą siostrą:

Jula zmieniała obrazki, a Marysia grzecznie siedziała przez całe 20 minut i wykrzykiwała co tam jej wpadło do głowy, dzięki czemu mogłam zjeść śniadanie.

Przerwa

Przepraszam że sie nie odzywam, ale nie mam czasu na pisanie. Właściwie trochę czuję literackie wypalenie, ale może to przez wakacje i przez to, że teraz dużo sama jestem z dziewczynkami, bo większość domowników korzysta z wakacji. Mam nadzieję, że się na jesień trochę ustabilizujemy i odnajdę nowe siły – oj przydadzą się.

A tak po krótce: Trochę nas nie było – siedzieliśmy sobie nad jeziorem. Było cudownie. Jula nie chciała wyjeżdżać  do domu (podobało się jej obserwowanie przyrody), ale pogoda popsuła, więc nie mieliśmy wyjścia. Marysia dokazywała wszystkim. Kąpała się w jeziorze. Ona to sie niczego nie boi, wchodzi do wody nawet gdy jest lodowata, głowę próbuje zanurzać – oczy wokół głowy trzeba mieć – na lądzie również. Na działce odwiedziła nas Klara (8 m-cy) z rodzicami. Marysia szybko nauczyła sie wołać „Klala” i choć minął już tydzień od naszego spotkania, ona cały czas chodzi i powtarza „klala, klala”. Poza tym mówi już tata, mama, baba, ciocia, dziadzia, jula, ta, ka (to na wszystko co się da), nie, ten, de (na psa), mniam (albo naśladuje tak kotka, albo mówi tak jak chce jeść).

To tyle. Za jakiś czas napiszę coś obszerniejszego, a tymczasem idę spać.

Pozdrawiamy Was wakacyjnie!