Nad morzem

Dziś po południu udało mi się zrealizować moje malutkie marzenie – czyli zabrać Marysię nad morze. Po półtorej godziny zarówno ja jak i babcia z dziadkiem byliśmy zmęczeni. Mary jest jak diabeł tasmański, nie usiedzi w miejscu, niczego się nie boi. Rzucała się do wody, biegała jak szalona po piasku – cudowny widok. Cudowny, a jednocześnie bardzo bolesny – tak bardzo bym chciała zobaczyć obie dziewczynki szalejące w morzu…

Dodaj komentarz