Po dwóch latach trafiliśmy do szpitala na Polankach. I mimo, że wszyscy tam Julkę pamiętają i lubią, to wcale nam miło nie jest. Domowe metody leczenia nie dały rady gęstej wydzielinie, która obkleiła lewe płuco Julki. W ubiegłą środę rentgen płuc przesądził sprawę.
Dziś Julia miała drugą bronchofiberoskopię. Lekarze widzą postępy. Nie wiemy jednak na razie ile czasu zajmie postawienie Julki do stanu idealnego na wyjście do domu. Póki co wymaga tlenu, inhalacji i dożylnego wsparcia lekami.
Jej stan ogólny nie jest zły. Nie ma parametrów zapalnych, co jest dużym plusem.
Odwiedzamy ją często, a kiedy nas nie ma to miłe ciocie pielęgniarki włączają jej bajki na DVD.

Oddział Intensywnej Terapii rządzi się swoimi prawami. Tam jedna pielęgniarka nieustannie czuwa nad maksymalnie trójką pacjentów (nad jedną salą), dzięki czemu my możemy w domu spać spokojnie (oczywiście tęskniąc, ale bez zamartwiania się o bezpieczeństwo dziecka).
Mamy nadzieję, że już niedługo Jula wróci do domu ze spokojnym, uregulowanym oddechem. Wtedy będziemy czekać razem na wiosnę!