Wakacje 2016

Jak co roku tydzień wakacji spędziliśmy na rekolekcjach. Tym razem w Koszalinie. Pogoda nas nie rozpieszczała, ale za to towarzystwo było wspaniałe. Iście rodzinny czas…

Na wakacyjny deser pojechaliśmy do Jastrzębiej Góry. Tam też było bardzo rodzinnie i rekreacyjnie. Trochę spacerowaliśmy, delektując się nadmorskim klimatem. Trochę graliśmy w bilarda. Najważniejsze jednak to, że byliśmy razem i na luzie… 

Dzień Dziecka

Zrobiło się ciepło i wakacyjnie… Jeszcze tylko dwa tygodnie lekcji i witajcie wakacje!!!

Dzień Dziecka z kilkudniowym opóźnieniem spędziliśmy w lesie… a dokładnie w leśniczówce. Przyjaciele taty zorganizowali wielki zjazd dzieci z rodzicami. Były podchody, trampolina i dmuchany zamek, różne zabawy, ognisko… Była też  piękna pogoda, odpowiednia – słoneczna, ale też przyjemnie wietrzna.

Wielkanoc w domku

Od wielu lat jeździliśmy na święta Wielkanocne do Ojców Szensztackich w Józefowie. W tym roku, z wielu obiektywnych przyczyn, zostaliśmy w domu.

Było dobrze, intensywnie… Triduum Paschalne w parafii, radosne spotkania z rodziną, szukanie zająca w ogrodzie, polewanie wodą… wszystkie tradycje zaliczone.

Przede wszystkim jednak była radość ze Zmartwychwstania! Zatem trwając w Oktawie Wielkanocy życzymy wszystkim radości i pokoju serca od Zmartwychwstałego!

 

Urlop 2015

W tym roku mieliśmy dużo szczęścia. Tuż przed planowanym urlopem okazało się, że szpital ma dla Julki nową baterię do respiratora. Dlaczego szczęścia? Stara bateria wytrzymywała 3-4 godziny, nowa – blisko 10 godzin. Dzięki tej niespodziance zmieniliśmy plany wakacyjne i postanowiliśmy jeszcze raz uderzyć w południe Polski, odwiedzając rodzinę w Krakowie i przyjaciół w Opolu. W tym roku też tata wziął po raz pierwszy 3 tygodnie urlopu pod rząd, co okazało się fantastyczne.

Wyjazd zaczął się 6-godzinną podróżą do Świdra, na nasze coroczne rekolekcje.

Po tygodniu pojechaliśmy do cioci, wujka i kuzyna, mieszkających w Krakowie. Kazimierz, spotkanie ze Smokiem Wawelskim i Łagiewniki… Było gooooorąco!

Ostatni dzień w Krakowie… Tuż przed wielką ulewą i burzą (o której mówili w telewizji) udało nam się uciec z Ogrodu Doświadczeń. Była to ucieczka – dosłownie – bieg z wózkiem z przeszkodami (krawężniki, spadające na głowy kasztany, czerwone światła…)


Po Krakowie był Winów koło Opola. Tam wspólnie zwiedziliśmy Zoo, mama miała wspaniałą wycieczkę po mieście, a na koniec nawiedziliśmy nasze szensztackie sanktuarium…


Zrobiliśmy około 1500 km… Fajnie było 🙂

Wyjątkowy czas

Tegoroczne Triduum Paschalne oraz Święta Wielkanocne spędziliśmy już po raz piąty w Józefowie. Jednak tym razem było bardziej wyjątkowo. Julka w Wielki Czwartek rano po raz pierwszy przystąpiła do Komunii Świętej. To była bardzo kameralna uroczystość, w sanktuarium, wcześnie rano. Przyjęcie komunijne Julka będzie miała 2 maja.

Potem był święty czas oczekiwania na Zmartwychwstanie. Mimo, że w tym roku trzymałam się z dala od garów, na czas malowania jaj do kuchni zeszłam. Marysia przygotowała kolorowe jajka do święconki, które wspólnie zanieśliśmy do poświęcenia. Podczas całego naszego pobytu w Józefowie tylko na godzinkę wyszło takie słonko, aby pójść na spacer z Julką. Właśnie w trakcie święconki 🙂

W poniedziałek Wielkanocny wróciliśmy do domu. 

Teraz przygotowujemy się do przyjęcia komunijnego i do realizacji prezentu dla Julki z tej okazji… Wokół prezentów komunijnych jest dużo szumu. Nie podoba mi się to, ale Julka zasługuje na coś wyjątkowego i postanowiliśmy zrobić małą rewolucję w domu. Tak przeorganizować nasze mieszkanko, żeby Julka miała swój pokoik. Dodatkowo wybijemy drzwi na zewnątrz, żeby latem Jula mogła częściej korzystać z ogrodu.

Jak widzicie nie próżnujemy. W międzyczasie trwają zajęcia szkolne i Jula robi postępy w korzystaniu z dobrodziejstw nauki. 

Ognisko

W ubiegłą sobotę razem z Marysią, Kasią i ciociami wybrałyśmy się na ognisko „integracyjne” ministrantów i scholi. Było bardzo wesoło – dużo smakołyków (i z ogniska, i na słodko), dużo śpiewania, ale przede wszystkim była fantastyczna pogoda – cieplutko i przyjemnie.

A kółka od Kimby okazały się wygodnymi stołeczkami dla małych głodomorów 🙂

Nad wodą

Tegoroczny urlop taty wykorzystaliśmy na okolice stolicy, ale zostały weekendy. Można je poświęcić na przykład na wypady nad jeziorko. Pierwszy taki wyjazd już za nami, kolejny przed nami. Julce bardzo podobało się nad jeziorem, nie mogła oderwać wzroku od wody, zwłaszcza że dotarliśmy tam w godzinach wieczornych – było cicho, spokojnie i przyjemnie.

 

W stolicy

Warszawscy studenci w kartkach do Julki często pisali, że warszawska starówka jest piękna i Julka mogłaby ją zobaczyć. Po tylu zachętach postanowiliśmy w tym roku, przy okazji naszych corocznych rekolekcji w okolicy, pospacerować po stolicy. Spacer zaczęliśmy od Pałacu Kultury, potem Park Saski, Grób Nieznanego Żołnierza, fontanna w jakimś okrągłym budynku, Krakowskie Przedmieście i Zamek Królewski… Droga powrotna podobnie, przy czym wybieraliśmy ścieżki z większą ilością cienia. Upał był straszny, ale daliśmy radę. W każdej fontannie moczyliśmy pieluchę tetrową i przykrywaliśmy Julki nogi. Mimo żaru i zmęczenia spacer uważamy za udany. Julce tez się podobało.

10-lecie szkoły

O mały włos bym zapomniała napisać o 10-leciu szkoły, którego obchody były w przeddzień Dnia Dziecka. Pogoda była wietrzna i niepewna, ale wybrałyśmy się z Julką na festyn w szkole.

Na początku były występy orkiestry. Tłum dzieci zasłaniał nam grających, zobaczyliśmy ich jak już opuszczali teren szkoły.

Potem były przedstawienia na scenie i inne atrakcje dla uczniów i rodziców. Mamie udało się zjeść grochówkę 🙂

Uczniowie mieli do wykonania 15 konkurencji za które dostawały podpisy na kartce. Julia też miała swoją kartkę i udało się jej zdobyć wszystkie podpisy. Konkurencje były różne, największy wysiłek Juli polegał jednak na tym, że do każdego punktu dotarła i zobaczyła co jest grane. W dwóch mama rękami Julki wykonała zadanie. Na festynie nie zabrakło też młodszej siostry, ale ona chodziła ze swoimi koleżankami z zerówki i równie dzielnie co Julia brała udział w zadaniach. Spotkałyśmy ja przy skakaniu w worku,

i przy robieniu bańki mydlanej

Julka natomiast została złapana aparatem na konkurencji z podbijaniem piłki. Mama ambitnie wybrała największą 🙂

Po odebraniu nagród (za podpisane kartki) pojechaliśmy na urodziny do Lenki, a potem na cały weekend do Słupska.