Powielkanocne echo

W końcu siadam i piszę spóźnioną relację z wielkanocnego wypadu do Józefowa. Był to czas jak zawsze błogosławiony. Mimo, że ponad 300 km od domu atmosfera rodzinna. Dużo dzieci, przyjaciele, wspólnota stołu, pracy, modlitwy i zabawy… 

Tegoroczne święta miały wymiar również międzynarodowy. Do Józefowa dojechali goście z Brazylii. Mama i tata uruchomili połamane języki, a dzieciaki też ćwiczyły pojedyncze słówka. Ze (ojciec z Brazylii) często zagadywał Julkę po angielsku.

Julia na wyjeździe miała ze sobą swoje gry, więc nie narzekała na nudę, podczas gdy mama i tata pomagali w świątecznych przygotowaniach.

W Piątek była Droga Krzyżowa po lesie, w sobotę święcenie pokarmów:

I chwile ciszy w sanktuarium:

Na radosne Alleluja padł aparat, ale to nie znaczy, że nie było świętowania… Tylko na wycieczkę do Warszawy zabrakło pogody (całą niedzielę padało) i sił.

Wróciliśmy do domu naładowani pozytywną energią, gotowi podejmować zadania codzienności.

Tuż tuż Wielkanoc

Kochani, zbliża się Wielkanoc, a my już w środę wyjeżdżamy (tradycyjnie)…Kierunek: Józefów koło Warszawy.

Jak Bóg da ładną pogodę i zdrowie, to w świąteczny weekend skusimy się na wycieczkę na Warszawską Starówkę <– to jest informacja dla studentów UKSW, gdyż wielu z nich na kartkach, wysłanych do Julki, zachęcało nas właśnie do zwiedzenia Starego Miasta. Może się tam spotkamy 🙂

Tymczasem się pakujemy i zostawiamy Was z życzeniami dobrego i błogosławionego czasu!

U Królowej Polski

W miniony weekend, 28-30 marca, członkowie Ruchu Szensztackiego świętowali 100-lecie Szensztatu na Jasnej Górze. Na takiej imprezie nie mogło zabraknąć i Julki.

Podróż w obie strony i same jubileuszowe uroczystości Julia, a także jej młodsza siostrzyczka, zniosły bardzo dzielnie. Z powodów logistycznych nie uczestniczyliśmy we wszystkich punktach programu, ale to co przeżyliśmy było wystarczająco niepowtarzalne. Najbardziej wzruszającym momentem było wejście na plac pod wałami z ponad 2-tysięcznym tłumem pielgrzymów z całej Polski. Myśl, że byliśmy tam razem, całą rodziną, jeszcze teraz powoduje ucisk w gardle. 

Wróciliśmy do domu naładowani i umocnieni. To był fantastyczny początek „sezonu” 🙂

Kolejny przystanek – Wielkanoc na Syjonie… 

Dzień kobiet

Wprawdzie już był, ale dzielimy się wizualnie naszą radością. Tata wie jak sprawić radość swoim kobietom 🙂

Pod koniec dnia w wazonie znalazło się jeszcze więcej kwiatów 🙂 Na szczęście mamy wokół dużo chłopaków, którzy lubią nam kupować kwiaty…

Listy od dzieci z klasy

Julia urzędowo jest przypisana do klasy II. Wśród dzieci była tylko na pasowaniu na ucznia w ubiegłym roku. Myślę jednak, że to może się zmienić. Wszystko za sprawą pani wychowawczyni, która  jest zaangażowana w turniej Czarni Cup. Dzieci z klasy też usłyszały trochę więcej o Julce i w tym roku w okolicy Mikołajków napisały do niej listy. Dokładnie 21 listów… Czytanie ich było istnym testem na wrażliwość. Chyba nie było takiego, który by się nie wzruszył ich treścią, a także całą zaistniałą sytuacją…

Julia wysłuchała wszystkich listów, obejrzała podarek na Mikołajki… Nie zareagowała jak mama (łzami), ale wszystko jej się bardzo podobało. Postanowiłyśmy odpisać dzieciom. Mama układała zdania, czytała Julce i dostawała mrugnięciem potwierdzenie, że może być… Do listu dołączyłyśmy zdjęcie Julki i małego drewnianego dzwoneczka (rękodzieło mamy) na klasową choinkę.

Urodzinowo w Słupsku

Od minionego poniedziałku tata ma długo wyczekiwany dwutygodniowy urlop. Niestety, z różnych względów, nie możemy nigdzie pojechać na dłużej, ale i tak spędzamy czas inaczej niż zwykle 🙂

W poniedziałek pojechaliśmy do Słupska, na urodzinki Kasi. Mimo, że zabawiliśmy tam tylko półtorej doby, było bardzo sympatycznie.

Julia, jak na imprezę przystało, miała nową fryzurę 😉 A propos… Ma fantastyczne włosy do czesania, ale nie dość, że tego nie znosi, to jeszcze połowa fryzur, które mogłabym wycudować, niestety, jest niepraktycznych 😦

Sopot

W miniony weekend przeprowadziliśmy się całą rodziną do Sopotu, gdzie uczestniczyliśmy w pewnym ważnym dla naszej wspólnoty wydarzeniu. Zarówno Julka i Marysia wykazały się przeogromną dojrzałością i cierpliwością w trakcie spotkania (a były jedynymi dziećmi). W ramach rozrywki wieczorem w sobotę wybraliśmy się na miasto…

Sopot to miasto gdzie mieszkałam trzy najważniejsze dla rozwoju człowieka lata życia – czyli te pierwsze trzy 🙂 Za każdym razem gdy tam jestem czuję sopocką magię…

Julka podobnie jak ja była zachwycona wieczornym Sopotem. Mimo późnej pory, oczy miała szeroko otwarte, zapatrzone w kolory, neony, oświetlone drzewa, dziwnie ubranych ludzi, kramiki z balonami… Marysia natomiast po zjedzenia loda u Włocha (ulubiona kawiarnia babci) padła mi na rękach.

Rekolekcje w Świdrze

W tym roku spędziliśmy nasze coroczne wspólnotowe rekolekcje w Świdrze k/Warszawy. Po czterech latach, wróciliśmy do naszego ulubionego wakacyjnego miejsca.

Wieczorami koło Julki łóżka zbierała się grupka najmłodszych pociech stęsknionych za bajkami 🙂

Rekolekcje skończyły się w czwartek, ale my zostaliśmy jeszcze na weekend w Józefowie. Największą atrakcją były kucyki. Poza tym spacerowaliśmy i robiliśmy NIC… czyli błogi wypoczynek 🙂

Cały 10-dniowy wypad zakończyliśmy w warszawskiej Arkadii, na kawie z okazji siódmych urodzin Julki.

Wakacji start

Ostatni miesiąc był dziwny. W weekendy stany podgorączkowe, w tygodniu cisza. Oczekiwanie na krostki ospowe przerodziło się w obsesję. Cud, że jeszcze jestem w domu a nie w domu wariatów 😉 Ostatecznie ospy chyba nie było… a ja przestałam świrować na jej punkcie.

W atmosferze wariactwa z nawracającymi stanami podgorączkowymi skończyła się edukacja Julki w pierwszej klasie. Niestety nie udało nam się dotrzeć na zakończenie szkoły. Mamy dwa miesiące laby… i w końcu nadrobimy zaległe prace domowe

We wrześniu Julia zacznie drugą klasę, a młodsza siostra zacznie chodzić do zerówki – oddziału przedszkolnego… było już pierwsze zebranie i chociaż dopiero co zaczęło się lato, my już mamy dwie listy rzeczy, które trzeba kupić na wrzesień.

W piątek planujemy wyjazd na rekolekcje. W tym roku znów kierunek Świder i Józefów. Niestety tata nie ma w tym roku  w wakacje urlopu, więc zawozi nas w weekend i wraca po nas po tygodniu. Rodzinny urlop prawdopodobnie zaliczymy dopiero we wrześniu.

A dzisiaj:

Korzystając z korzystnej aury i dobrej formy Julki (bez stanu podgorączkowego i podniesionej akcji serca), wsiedliśmy w auto (pierwszy raz razem od 8 miesięcy) i pojechaliśmy na urodziny wujka Adasia do Tczewa… Spędziliśmy 3,5 godzinki w ogródku i było nam bardzo miło. Ciocia Basia zrobiła mnóstwo zdjęć, więc jak tylko je udostępni to się Wam pokażemy…