W końcu siadam i piszę spóźnioną relację z wielkanocnego wypadu do Józefowa. Był to czas jak zawsze błogosławiony. Mimo, że ponad 300 km od domu atmosfera rodzinna. Dużo dzieci, przyjaciele, wspólnota stołu, pracy, modlitwy i zabawy…
Tegoroczne święta miały wymiar również międzynarodowy. Do Józefowa dojechali goście z Brazylii. Mama i tata uruchomili połamane języki, a dzieciaki też ćwiczyły pojedyncze słówka. Ze (ojciec z Brazylii) często zagadywał Julkę po angielsku.
Julia na wyjeździe miała ze sobą swoje gry, więc nie narzekała na nudę, podczas gdy mama i tata pomagali w świątecznych przygotowaniach.
W Piątek była Droga Krzyżowa po lesie, w sobotę święcenie pokarmów:
I chwile ciszy w sanktuarium:
Na radosne Alleluja padł aparat, ale to nie znaczy, że nie było świętowania… Tylko na wycieczkę do Warszawy zabrakło pogody (całą niedzielę padało) i sił.
Wróciliśmy do domu naładowani pozytywną energią, gotowi podejmować zadania codzienności.
