Wakacji start

Ostatni miesiąc był dziwny. W weekendy stany podgorączkowe, w tygodniu cisza. Oczekiwanie na krostki ospowe przerodziło się w obsesję. Cud, że jeszcze jestem w domu a nie w domu wariatów 😉 Ostatecznie ospy chyba nie było… a ja przestałam świrować na jej punkcie.

W atmosferze wariactwa z nawracającymi stanami podgorączkowymi skończyła się edukacja Julki w pierwszej klasie. Niestety nie udało nam się dotrzeć na zakończenie szkoły. Mamy dwa miesiące laby… i w końcu nadrobimy zaległe prace domowe

We wrześniu Julia zacznie drugą klasę, a młodsza siostra zacznie chodzić do zerówki – oddziału przedszkolnego… było już pierwsze zebranie i chociaż dopiero co zaczęło się lato, my już mamy dwie listy rzeczy, które trzeba kupić na wrzesień.

W piątek planujemy wyjazd na rekolekcje. W tym roku znów kierunek Świder i Józefów. Niestety tata nie ma w tym roku  w wakacje urlopu, więc zawozi nas w weekend i wraca po nas po tygodniu. Rodzinny urlop prawdopodobnie zaliczymy dopiero we wrześniu.

A dzisiaj:

Korzystając z korzystnej aury i dobrej formy Julki (bez stanu podgorączkowego i podniesionej akcji serca), wsiedliśmy w auto (pierwszy raz razem od 8 miesięcy) i pojechaliśmy na urodziny wujka Adasia do Tczewa… Spędziliśmy 3,5 godzinki w ogródku i było nam bardzo miło. Ciocia Basia zrobiła mnóstwo zdjęć, więc jak tylko je udostępni to się Wam pokażemy… 

Dodaj komentarz