Julia sobie gra. Co jakiś czas sprawdzam, czy nie trzeba pomóc. Za którymś razem podchodzę i patrzę, a tam tatusiowa strona logowania do Poker Stars… Taka sytuacja 🙂
Kategoria: KOMUNIKACJA I EDUKACJA
Pogaduszki
Jula rozmawia sobie z tatą z pomocą PCEye:
… (gama pytań o samopoczucie, pogodę, upodobania, bajki i gry)
Tata: A chcesz pooglądać bajki?
Julia: NIE NIE
Tata: A lubisz oglądać z tatą programy o samochodach?
Julia: TAK TAK
Tata: To może sobie włączymy Top Gear?
Julia: TAK TAK TAK
—————
A tak na marginesie, to mamy wakacje!!!
PCEye cd.
Zabawa z PCEye trwa. Póki co Jula trenuje sobie podczas zabawy. Korzysta z prostego programiku do robienia „mazów”:
Wróciliśmy też do Kubusiowego Przedszkola. Może poziom zadań jest zbyt prosty dla Julki, ale jeśli chodzi o trenowanie korzystania z PCEye, to całkowity strzał w dziesiątkę.
A tak wygląda centrum sterowania i wspólna zabawa sióstr:
Wciąż szukamy dobrego rozwiązania na mocowanie monitora nad Julką. Póki co laptop leży bokiem. Do zabawy to nie przeszkadza, ale do nauki nie jest idealne rozwiązanie, bo zaburzają się kierunki: góra, dół, prawo, lewo. A w nauce czytania i pisania to dość ważne.
Pierwsze godziny z PCEye
Gdy wspominałam sobie ubiegłoroczne testowanie PCEye to najbardziej przerażała mnie perspektywa kalibrowania urządzenia, ustawienie go itd… Panie z Harpo miały profesjonalny statyw na którym był umocowany monitor z kamerą, trzeba było się nagimnastykować żeby wszystko zadziałało…
A dziś… okazało się że te obawy były niepotrzebne…
Około południa dotarła paczka:
Kilka godzin później Jula już zaczęła zabawę… Najpierw z pomocą gierek internetowych, podpowiedzianych przez panią Kasię, Jula oswajała się z możliwością przejęcia władzy nad myszą. Próbowaliśmy też tablic komunikacyjnych z programu Grid2. Julkę bardzo zaciekawiły obrazki i fakt, że pani czyta na głos wyklikane słowa. W przyszłości ten program pozwoli na konkretną, rzeczową rozmowę z Julą na różne tematy. Dziś klikała (można by rzec – lukała) najczęściej na dwa komunikaty „porozmawiajmy o zwierzętach” i „nie lubię szkoły”. Hmmm…
Wszyscy domownicy przychodzili zobaczyć cóż to za cudo Jula użytkuje.
Po niecałych dwóch godzinach zabawy Jula już potrafiła zmienić opony Zygzakowi McQueen 🙂
Marysia i my – rodzice też postanowiliśmy zmierzyć się z PCEyem, ale jest to tak nienaturalny dla nas sposób obsługiwania komputera, że poddawaliśmy się po kilku minutach. Żadne z nas nie ma takiej koncentracji wzroku jak Jula….
Zaczynamy więc kolejną ciekawą przygodę 🙂
Karnawałowo
Jula jest juz zdrowa, naprawdę zdrowa – przestała spać w dzień. Całkiem nieźle sie ostatnio komunikujemy 🙂
(Jula czyta z ciocia Weronika książkę, a Marysia przeszkadza i zasłania Julii)
– Czy Marysia Ci przeszkadza? – pytam Julki
– TAK – (mrugnięcie)
– Czy mam ją stąd zabrać?
– NIE – (oczy patrzą do góry)
– Chcesz żeby razem z Tobą czytała?
– TAK – (mrugnięcie)
I tak coraz częściej.
Dostaliśmy też już wózek elektryczny. W związku z tym, że Jula była w nienajlepszej formie, a wózek trzeba do niej dobrze dopasować, jeszcze nie robiliśmy prób. Jak się ociepli będziemy próbować na dworze, a teraz jak dopniemy wszystko i potrenujemy w domu 🙂 Póki co Jula nie będzie nim sama sterować, bo nie ma siły w rączkach, ale … nigdy nic nie wiadomo…

Ambitna
Jula jest ambitna i zdeterminowana. Codziennie rano oznajmuje (po serii pytań z użyciem kolorowych kółek TAK i NIE), że nie chce oglądać bajki tylko chce ćwiczyć klikanie. Codziennie udaje sie jej kliknąć kilka razy więcej, ale ogólnie fizycznie jesteśmy daleko za tym co było.
Jeśli chodzi o zdrowie, to wszystko jest ok. Dzisiaj Jula była na pierwszym poszpitalnym spacerze z ciocią Grażynką. Ciocia jest oczarowana naszą okolicą i dzieki niej Jula poznaje różne zakamarki naszego osiedla, o których my nie mamy pojęcia. Gdy podjechały pod dom, to się Julka rozpłakała, że nie chce jeszcze wracać do domu. Udało się ją uspokoić dopiero za pomocą projekcji „Don Chichota”. Spacer jednak ją tak wymęczył, że pierwszy raz od bardzo dawna zasnęła w ciągu dnia na dwie godziny.
„Tristan i Izolda”
Dziś będzie coś o komunikacji…
Jak wiecie Julia uwielbia oglądać telewizję – od bajek dla maluchów (Fifi, Koziołek Matołek…), przez te dla średniaków (wszystko co z Kubusiem Puchatkiem), po te dla dużych dzieci (Epoka lodowcowa, Madagaskar…), a nawet dla dorosłych (w tym Wiadomości). Jakiś czas temu w ramach porządków tata spakował wszystkie bajki w specjalne etui na płyty i przed każdym oglądaniem pokazujemy Julce zawartość, a ona wybiera co chciałaby oglądać. I prawie codziennie wybiera to samo czyli "Tristana i Izoldę" – bajkę w wersji odbiegającej od tej, którą znam ze szkoły (przede wszystkim bajka kończy się szczęśliwie). A jak wybiera? Otóż wpatruje się w płytę, mruga oczami i się uśmiecha, a przy reszcie płyt jej mina jest niewzruszona. Na drugim miejscu w rankingu bajek jest "Madagaskar", a na trzecim "Szeregowiec Dolot". Wszystkie dialogi zam już na pamięć 🙂
Nasza komunikacja to nie tylko wybieranie bajek. Pierwszy grymas dziś pojawił się jak położyłam Mary obok. Julia zaczęła płakać, pytałam o różne rzeczy żeby dowiedzieć się o co chodzi i dopiero gdy zapytałam czy mam zabrać Marysię to zamrugała zdecydowanie. Drugi raz już nie było Marysi (spała sobie smacznie), a Jula znów zaczęła płakać i wzrokiem pokazała mi etui z płytami – chodziło o to, żeby zmienić bajkę… Jak widzicie małymi kroczkami buduje się jakiś most porozumienia między nami.

Co do komunikacji z Marysią… Hmm… Na razie wygląda to tak: "Łeeee, Meeee, Beeee" i oznaczać może wszystko. Chociaż coraz częściej pojawia się słodkie i delikatne "A gu.."

TAK i NIE
Powoli zauważamy u Julii odpowiedzi TAK i NIE. Póki co Jula odpowiada w ten sposób tylko podczas zabawy, czytania czy oglądania bajek. Nie zawsze, ale coraz częściej gdy coś jest na TAK – Jula zamyka oczy (jedno mrugnięcie). Gdy coś jest na NIE mamy uciekający wzrok – Jula patrzy w sufit, rozgląda sie dookoła, ale nie spojrzy na rozmówcę. Pani logopeda wczoraj też potwierdziła nasze obserwacje. Poza tym cały czas mamy dźwięki i ruszanie ręką jak coś jest na rzeczy, ale nie są to na razie sygnały jednoznaczne. Rozwój tego rodzaju komuniakcji wymaga naprawdę dużo cierpliwości i konsekwencji, ale nie zrażamy się… Czasem zanim się włączymy jakąś zabawkę czy przewrócimy stronę w książeczce zanim doczekamy się odpowiedzi, dwadzieścia razy pytamy Juli czy na pewno chce, żeby to zrobić. Towarzyszy temu gama min i uśmiechów, ale w końcu się udaje (albo nie)…
Gdzie króliczki, kic, kic?
Jeszcze coś o naszej komunikacji z Julią… Wczoraj pół dnia zaciekle ćwiczyliśmy pokazywanie wzrokiem. Na stoliku od Kimby położyłam trzy zabawki w różnych rogach i pytałam gdzie która jest. Tylko króliczki spotykały się z entuzjazmem Julki i współpracą, kaczuszka i żabka chyba nie są dość atrakcyjne, żeby Jula na nie musiała patrzeć, bo na pytanie "gdzie żabka, kum, kum", patrzyła albo w sufit albo w drzwi 🙂 Nie mniej, widzę postępy… Coraz częściej się dogadujemy bez słów 🙂
I jak wrócił tata, to bezbłędnie wskazywała wzrokiem na telewizor, mamę, tatę, komputer i … króliczki. Chyba tata powinien zająć się ćwiczeniem komunikacji – Jula uwielbia się przed nim popisywać, chwalić.
‚GA’
Wczoraj Julia wzruszyła nas do łez… Ale po kolei!
Jak już pisałam Jula wydaje dźwięki, takie stękanie, kwilenie, coś na kształt 'mhm' – wszystkie idą przez nos. I choć przez jakiś czas umilkła całkowicie to od jakiegoś czasu znów się "rozgadała". Woła nas (czasem nawet krzyczy), a przez sen płacze głośno jeśli trzeba odessać, zmienic boczek do spania albo podać picie. Jednak wczoraj wydała z siebie całkiem nowy dźwięk – bardzo przemyślany i z ogromnym wysiłkiem.
Trzymałam ją na rękach, a wujek Karol puszczał jej ukochane bańki mydlane (nadmienię, że jak przestawał to Julia wpadała w płacz). Kiedy pytaliśmy ją czy chce jeszcze, to kręciła głową w każdą stronę (ostatnio dużo kręci głową na przytaknięcie, ale nie wiem czy to do końca jednoznaczne komunikaty). W pewnym momencie z buzi wyszło to 'GA' – dźwięk bardzo delikatny (wyraźny, bez chrapania, ale dość głośny) i prosto z gardła. A radość jaka temu towarzyszyła, zarówno Julii, jak i moja i wujka, była nie do opisania. Potem już cały czas napinała wszystkie mięśnie, żeby tylko powiedzieć to swoje 'GA'. A wieczorem, jak przyjechał tata z delegacji to jemu też chwaliła się cały wieczór. I tylko jak jej nie chciało wyjść (bo to nie takie proste wbrew pozorom) to się bardzo denerwowała. Dziś bardzo się starała, żeby pokazać pani Grażynce (pielęgniarce) nowe umiejętności, kręciła buzią i całym ciałem, wydawała mnóstwo innych dźwięków (tych przez nos), aż w końcu się dwa razy udało.
Cieszy mnie świadomość, że coś się w tej materii rusza do przodu i to, że Julia ma świadomość swojego głosu – bo ten dźwięk wydaje zupełnie celowo i wtedy kiedy chce (jeśli się jej uda oczywiście), a to znaczy, że jest kolejny krok dalej w rozwoju psychicznym. Był moment, że ani ja ani nasza pani logopeda nie wiedziałyśmy jak Julkę zmotywować do odpowiedzi na pytanie "czy chcesz…". Teraz powoli widzę, jak ona sama chce coś przekazać tymi dźwiękami wszystkimi i ostatnio bardzo wyraźnie też przez kręcenie głową – na TAK – skienieniem, a na NIE – kręceniem na boki. I choć jak już napisałam wcześniej nie jest to wszystko jeszcze jednoznaczne, to daje nadzieję na dalszy postęp. A to nowe wczorajsze 'GA' może być tu też bardzo pomocne, a przede wszystkim może być bazą dla wypowiadania kolejnych sylab…