Cukier nie

Kilka dni temu Jula zaczęła mieć problemy z trawieniem (jak większość domowników, tyle, że każdy przychodził inaczej), a przez dwa ostatnie dni Jula co chwilę zasypiała i spała… Spała wprawdzie jak aniołek słodko, ale trochę (bardzo) to nas zaniepokoiło. Ja akurat przez te dni szkoliłam się z animacji pod Warszawą i przez to nie miałam kontroli nad domem (a lubię ją mieć, bo czuję się wtedy bezpiecznie).
Jadąc w śnieżycy ze stolicy do domu (ponad 6 godzin) wykonałam z 20 telefonów i dzięki dobrym duszyczkom udało się szybko załatwić glukometr i wykluczyć najgorsze – cukier w miarę ok, w każdym razie poziom nie cukrzycowy. Uff..
W takim razie co?
Pani doktor Ania przyjechała do Julki (Bogu niech będą dzięki!), obejrzała, stwierdziła że jest ogólnie dobrze  i dla pewności wypisała skierowanie na badania. Jutro pani Grażynka przyjedzie pobrać badania i będziemy sprawdzać… Może to wirus, a może zapalenie pęcherza. Na szczęście oddechowo wszystko w porządku i bez gorączki.

Tak to u nas wygląda… Cisza, cisza, a potem chwila podniesionej adrenaliny… A potem znowu cisza.

Wniosek – jak jest cicho to znaczy, że jest spokojnie… (Wiecie, że chcę przez to powiedzieć, że jak nic nie pisze, to znaczy że nie musicie się martwić?)

A co u nas pokrótce?
Jak większość ludzi na świecie oczekujemy i przygotowujemy się powoli do Bożego Narodzenia. Nie tylko pieczemy pierniczki i piszemy listy do Gwiazdora, ale też przygotowujemy paczki (teraz tyle okazji jest ku temu – w kościele, w pracy, w sklepie) i czasem udolnie, a czasem niestety mniej udolnie realizujemy adwentowe postanowienia. W każdym razie coś się dzieje… jak zawsze.

Marysia weszła w czas buntu. Jej ostatnim najczęściej używanym tekstem na wszystko i do prawie wszystkich jest "Nie mów tak do mnie, tylko mama może!"… I jeszcze nauczyła się zakładać rękę na rękę i robić naburmuszoną minę – tak z 30 razy dziennie.

To tyle na dziś…

Dodaj komentarz