Dziś po raz kolejny uświadomiłam sobie, że czas płynie, a dzieci rosną.
Posadziłam Julę na siedzisku i stwierdziłam, że czas trochę wydłużyć siedzisko, bo Julia trochę nisko ma zagłówki. Odkręciłam śrubki i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że już nie ma co wyciągać. Jula ma na maksa wyciągnięte siedzenie.
Co z tego wynika? Czas na zmianę wózka na większy… Ta myśl mnie przeraża. Cała organizacja związana z wymianą wózka jest stresująca – trzeba zdecydować się szybko i zrobić tak, żeby było dobrze i nie tak kosmicznie drogo. No i wszystko w fundacji trzeba zgrać.
Na szczęście nie potrzebujemy całego nowego wózka, gdyż siedzisko rozmiar 2 już mamy – zakupione razem z wózkiem elektrycznym. Brak nam samej podstawy do siedziska.
W ciągu dnia udało mi się ustalić to i owo. Jak dobrze pójdzie to jutro obejrzymy i zamówimy podstawę zwykłej Kimby 2 – takiej "spacerówki" bez "specjalistycznej" blachy zwanej półką pod respirator i kosztującej nie 9 ale 4 tysiące. Półkę na sprzęt tata sam skonstruuje i zamontuje 🙂
Możliwe też, że uda nam się sprawnie załatwić nowy podstawę jezdną do mieszkania – to chyba najważniejszy punkt, bo teraz, jak jest zimno i tak nie spacerujemy nigdzie wózkiem, ale Jula siedzi sobie dużo w domu.