Chwila strachu

Dziś Marysia ni stąd ni zowąd zaczęła nam nagle się zasypywać czerwonymi plamkami na twarzy i na rękach. Pierwsze myśli były takie że to coś zakaźnego. W głowie szukałam z kim miała i jaki kontakt. Po telefonie do naszej pani doktor nasza wyobraźnia zaczęła pracować dość intensywnie. Jula nie ma żadnych szczepień, a choroby zakaźne typu ospa, odra itp. będzie przechodzić gorzej niż zdrowe dzieci. Nietrudno sobie wyobrazić, że w tym już prawie zimowym czasie, jeszcze tylko tego by nam brakowało.
Z racji tego, że jest niedziela i w naszej przychodni drzwi są zamknięte na klucz, tata wybrał się z Marysią do szpitala na Polankach. W drodze wysypka się uspokoiła i zaczęła cofać, więc kiedy dojechali na miejsce lekarz dyżurujący trochę się zdziwił po co tu przyjechali. Dopiero po wyjaśnieniach taty (o Julce itd.) zbadał Mary od stóp do głów i stwierdził, że to wygląda na jakiś odczyn alergiczny na to jedzenie. Przepisał krople i nakazał obserwować, bo nigdy nie wiadomo co może z tego być.

Może na koniec weekendu trochę adrenaliny było potrzebne 😉

Dodaj komentarz