Codziennie rano Marysia budzi się około 7 i bawi się w pokoju, podczas gdy ja z Julką jeszcze śpimy. Śpimy dopóki Mary nie włączy jakiejś grającej zabawki, na szczęście rzadko to się zdarza, gdyż młoda preferuje książeczki i puzzle. Kiedy Julia sie budzi (ok. 9) i muszę się nią zająć, Mary jest już zmęczona zabawą i baaardzo marudna. Płacze, krzyczy (najczęściej na zmianę ‚mama’ i ‚mniam mnia’), wchodzi na ssak, próbuje mnie odciągnąć od Julki. Gdy w końcu uda mi się skończyć „procedury wstawania” sadzam Julię na siedzisku przed komputerem i włączam gry (ostatnio na czasie Kręgle z Tomem i Jerrym i golf z Kubusiem Puchatkiem). Wtedy po „przytuleniu” Marysi, która jest gotowa do dalszej zabawy, mam czas na zrobienie drugiego śniadania obu damom (Julka pierwsze śniadanie je przez sen ok 6 rano, a Marysia je/pije przez sen, ale sen mamusi). Czasem kiedy są obie spokojne jeszcze po śniadaniu, to jeszcze znajdę chwilę na ubranie siebie. Tak mniej więcej wyglądaja nasze poranki do godziny 11tej.
Dzisiaj udało mi sie „zagonić” Julę do opieki nad młodszą siostrą:

Jula zmieniała obrazki, a Marysia grzecznie siedziała przez całe 20 minut i wykrzykiwała co tam jej wpadło do głowy, dzięki czemu mogłam zjeść śniadanie.