Przepraszam że sie nie odzywam, ale nie mam czasu na pisanie. Właściwie trochę czuję literackie wypalenie, ale może to przez wakacje i przez to, że teraz dużo sama jestem z dziewczynkami, bo większość domowników korzysta z wakacji. Mam nadzieję, że się na jesień trochę ustabilizujemy i odnajdę nowe siły – oj przydadzą się.
A tak po krótce: Trochę nas nie było – siedzieliśmy sobie nad jeziorem. Było cudownie. Jula nie chciała wyjeżdżać do domu (podobało się jej obserwowanie przyrody), ale pogoda popsuła, więc nie mieliśmy wyjścia. Marysia dokazywała wszystkim. Kąpała się w jeziorze. Ona to sie niczego nie boi, wchodzi do wody nawet gdy jest lodowata, głowę próbuje zanurzać – oczy wokół głowy trzeba mieć – na lądzie również. Na działce odwiedziła nas Klara (8 m-cy) z rodzicami. Marysia szybko nauczyła sie wołać „Klala” i choć minął już tydzień od naszego spotkania, ona cały czas chodzi i powtarza „klala, klala”. Poza tym mówi już tata, mama, baba, ciocia, dziadzia, jula, ta, ka (to na wszystko co się da), nie, ten, de (na psa), mniam (albo naśladuje tak kotka, albo mówi tak jak chce jeść).
To tyle. Za jakiś czas napiszę coś obszerniejszego, a tymczasem idę spać.
Pozdrawiamy Was wakacyjnie!
