Wierzyć w cuda

Gdy myślimy o cudach, wyobrażamy sobie, że ludzi leżący zaczną chodzić, niemowy zaczną mówić, niewidzący odzyskają wzrok. Jesteśmy rozczarowani, a przecież Pan Bóg każdego dnia czyni cuda, tylko wystarczy przyjrzeć się Jego śladom w naszym życiu.

Dziś doświadczyliśmy cudu – bo cudem dla nas jest, że Jula po 5 godzinach od niewyjaśnionego „incydentu” z zatrzymanym krążeniem otworzyła oczy, poznała nas, mało tego – kontaktowała się z nami jak zawsze mruganiem, wyrażała chęć słuchania bajek, patrzyła na obrazki w książeczce.

Po południu zadzowniłam z wieściami do naszej pani doktor, która przyjęła Julię na oddział. Przyznała, że gdy zobaczyła Julę o świcie to jej się nogi ugięły. Na ogół doktor S. jest optymistką i raczej nie straszy, ale dziś rano powiedziała nam, że musimy byc gotowi na wszystko. Kiedy schodziła z dyżuru o 9 rano Jula mrugnęła do niej, że ją poznaje.

I jasne, że można doszukiwać się przyczyn medycznych, bo może jednak serce nie przestało bić całkowicie, tylko tak zwolniło, że go nie wyczuliśmy… Tylko po co – żeby podważyć działanie Boga? Nasze dziecko po 3ciej rano było prawie po drugiej stronie, byliśmy przerażeni i zaszokowani. Po południu nasze dziecko mrugało do nas pozdrawiając wszystkich – to jest CUD.

Bogu dziekujęmy z całego serca za ten dzień dzisiejszy i za tych ludzi, którzy się modlą za Julkę, za nas i razem z nami. Siła modlitwy jest potężna – dzięki niej mimo miękkich kolan i skurczonych żołądków jesteśmy w stanie trwać razem przy naszych dzieciach nawet w takie dni jak ten miniony.

I żeby nie było, że jest tak „różowo” – jeszcze boimy się pobytu Julki w szpitalu, dlatego prosimy o nieustawanie w szturmie do nieba.

ps. filmik z OIOMu w kiepskiej jakości, bo nagrywany komórką, ale chciałam żebyście i wy mogli zobaczyć Julę…

Dodaj komentarz