Dziś od rana Jula była jakby nieobecna. Kiedy przyszłam spojrzała na mnie raz, a potem patrzyła w sufit cały czas, jakby ją coś bolało. W nocy mało spała, raz zwymiotowała, w ciągu dnia przysnęła ledwie na 10 minut. Pani doktor zasugerowała, że zrobią USG jamy brzusznej, bo może tam coś się dzieje, i że wezwie też laryngologa na konsultację. Poza tym okazało się, że przy przyjęciu do szpitala morfologia Julki miała lekkie cechy zapalne, stąd antybiotyk. Podejrzewałyśmy też układ moczowy, może jakieś kamienie, piasek – podobno u leżących dzieci często się to zdarza.
Po południu zmienił mnie tata. Wtedy też przyszedł laryngolog. Okazało się, że w Julki uchu był pęcherzyk z ropą, który powodował zwiększone ciśnienie, a przez to z całą pewnością ból. Po jego przebiciu Julce powinno ulżyć. Dostała coś przeciwbólowego i w końcu udało się jej porządnie zasnąć po jakimś czasie. Jutro sie okaże czy nie było tam żadnych bakterii, może zmienią antybiotyk, podleczą. A w między czasie doczekamy badania echa serca, które robią tylko w piątki.
Oczywiście ucho nie jest przyczyną wczorajszego nocnego incydentu. Mam nadzieję, że uda się zdiagnozować co się zadziało, bo w przeciwnym razie jak Jula wróci do domku będziemy bali się zasnąć.
Jeszcze raz dziękuję za słowa otuchy… Do jutra!