Dla ochłody

W końcu doczekaliśmy się prawdziwego lata i mogliśmy napompować baseny. Trochę to trwało, bo elektryczna pompka wyjechała na działkę. Nie mniej po kilkugodzinnej pracy wujków: Karola i Marcina oraz trochę mojej efekt jest następujący:

 

Marysia szaleje, nie chce wychodzić z wody. Jak się jej raz spodobało w dużym basenie to do małego nie chce siadać. Nawet próbuje nurkować. Ogólnie – upilnować ją to nie lada wyczyn.Julce też bardzo się podoba w wodzie (chociaż jest zimna). Nie musieliśmy odsysać, wentylować ambu, nawet słońce, które zawsze przeszkadza dziś nie przeszkadzało.

Pomysł z basenem na tarasie uważam za trafiony w dziesiątkę.

Jultro jedziemy na działkę, zabieramy basen ze sobą, bo do jeziora daleko, a zapowiadają piękną pogodę jeszcze na następny tydzień.

Pozdrawiamy więc wakacyjnie i do nastepnego wpisu…

Co za spotkanie

Może nie będę się rozpisywać, bo zdjęcie oddaje wszystko 🙂 To było naprawdę niesamowite przezycie – spotkać się w takim gronie i pogadać tak o życiu…

Gosiu, Danielu, Maksie, Preclu, Basiu, Zbyszku, Olu i Antosiu dzękujemy Wam za odwiedziny!!! Szkoda, że było tak krótko, ale mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie w pełnym składzie.

3 latka i roczek

Minął rok i trzy lata… Czas leci, starzejemy się, dojrzewamy, zmieniamy się pod wpływem naszych dzieci. Z jednej strony wkurzam się na czas, który pędzi coraz szybciej, a z drugiej błogosławię ten czas, dziękując Bogu dzień w dzień za to co mamy – za nasze cudowne dziewczynki, za ich oryginalność, za to ile dają nam radości i za każdą lekcję pokory.

Dziś świętowaliśmy, jak zawsze w gronie rodzinnym (zabrakło tylko cioci z Anglii). Jako, że Julii urodziny wypadły na rekolekcjach, uroczystości złączyliśmy w jedną – roczek i trzy latka, a przy okazji imieniny mamy 😉

Julia świętowała jak przed dwoma laty w czapeczce z Kubusiem. Nasza trzylatka… Muszę na poważnie zająć się sprawą przedszkola, wczesnego wspomagania rozwoju itp. Może uda się Julii załapać na jakieś dodatkowe zajęcia przedszkolne.

Rok temu, kiedy o 5 rano podłączyli mi kroplówkę nie spodziewałam sie że urodzę Marysię dwie godziny później (na Julę czekalismy dłużej). Była największa na oddziale i chyba też najbardziej głodna 😉 A teraz lata gdzie się da, wszystko ściąga z szafek, broi ile wlezie, gada i śpiewa jak najęta, tańczy, biega – szaleje… Nasze żywe srebro. Dar Bożej Opatrzności.

Porekolekcyjnie

I jesteśmy w domu. Wróciliśmy wczoraj o północy. W tym roku zawarliśmy Przymierze Miłości z Matką Bożą Trzykroć Przedziwną, która pomaga nam i wspiera nas w drodze do świętości. Poza tematyką związaną właśnie z Przymierzem Miłości skupiliśmy się na sprawach międzyludzkich, przez co jeszcze bardziej się zintegrowaliśmy… Jula tym razem mniej się łączyła z dziećmi w przeciwieństwie do swojej młodszej siostry. Ostatnio woli mieć święty spokój i bardzo denerwuje się w tłumie ludzi, co było zauważalne w dniu jej urodzin, gdy cała wspólnota odśpiewała 100 lat.

W tym roku mieliśmy ogromny komfort związany z opieką nad dziećmi. Razem z nami na rekolekcje zgodzili się pojechać wujek Karol i Weronika, za co jesteśmy im przeogromnie wdzięczni. Dzięki nim mogliśmy uczestniczyć we wszystkich zajęciach (konferencjach, warsztatach, modlitwach).

Największą zmorą rekolekcji okazały sie komary. Były wszechobecne i bardzo złośliwe – przekonał sie o tym każdy. Jula pierwszej nocy została ugryziona w wargę, która spuchła jak bokserowi po walce. Dzięki szybciej interwencji cioci Beci i jej oksycortu po dobie opuchlizna zeszła. Marysia też była pogryziona, ale jej organizm nie reagował tak jak Julki. A że się nie drapała, toteż wszystkie ślady schodziły raz dwa. Ja się drapałam i do dzis mnie swędzą pokomarowe znamiona.

Jak każde spotkanie naszej wspólnotowej gromady to również pozostawiło w naszych sercach niedosyt. Następna integracja dopiero w marcu.

Jula w dniu urodzin:

Marysia w cieniu Sanktuarium


Niestety w tym roku mało robiłam zdjęć. Czekam na płytkę od cioci Ani, bo ona miała super aparat, który praktycznie cały czas był w użyciu…

3 godziny

Wczoraj po pogrzebie Michałka, stojąc nad jego grobem, poprosiłam go, żeby się zaopiekował Julką. Jeszcze Michała mama, z którą w ciągu ostatniego roku połączyła mnie wyjątkowa więź, powiedziała mi, żebym uważała z takimi prośbami bo Misiu miał różne pomysły…

Niedługo musielismy czekać na efekty Misiowej opieki. Dziś rano Julka oddychała sama trzy bite godziny. Mało tego – jak tata ją podłączył po dwóch godzinach to się zdenerwowała i od razu jej podskoczyła akcja serca, tak więc jeszcze godzinę została na własnycm oddechu. Później zdecydowałam, że musi się trochę nawilżyć, bo było dziś wyjątkowo duszno.

Był czas że Jula dużo oddcyhała sama, potem były zapalenia płuc i spadki formy, ostatnio dawaliśmy radę bez respiratora po godzince rano i wieczorem. Mam nadzieję, że dzisiejszy wyczyn nie był jednorazowy. Czekamy na kolejne niespodzianki.

Czas pożegnania

W czwartek o 20:10 odszedł do Domu Ojca Michał – 14-letni przyjaciel naszej rodziny, a w szczególności wujka Karola. Prosimy Was o modlitwę za rodzinę Michała – o siłę i wiarę.

„Wieczny odpoczynek racz mu dać Pani, a Światłość Wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków.

Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen”

Weekend na działce

Ostatni weekend udało nam się spędzić nad jeziorkiem. Nie będę się rozpisywać, bo mamy gości. Dlatego pokrótce: Sobotę, niedziele i poniedziałek przyjmowaliśmy gości. Wesoło było, trochę mokro, troche duszno. Marysia przemoczyła już na drugi dzień wszystkie ubrania, nic nie chciało schnąć, ale była szczęśliwa. Wybiegała się za wszystkie czasy 🙂

Jula też zadowolona z wyjazdu. Bya wyjątkowo spokojna, dobrze spała, dużo czasu spędzała z tatusiem na rękach – na huśtawce albo przy stole. Niestety Julia zaliczyła tylko jeden wypad nad jezioro. Od domku to 300m, ale droga przez las nie nadaje się dla Julinkowego wózka 😦 Może nastepnym razem podjedziemy samochodem prosto na kocyk…

Czas szybko minął, ale urlop dopiero przed nami. Od soboty nas nie ma i zarządzam dwutygodniową ciszę (o ile wytrzymam). Wyjeżdżamy na rekolekcje i może zaliczymy jeszcze wypad nad wodę.

Teraz końćzę bo mam gości i musze się nimi zaopiekować 😉

Dziś o mnie

Zostałam dziś ‚ustrzelona’ przez Anię – mamę Mateuszka i pozwolę sobie na wciągnięcie do zabawy 🙂

Zasady:

– podac linka do bloga osoby, ktora nas ‚ustrzelila’ – http://swiatmateusza.blox.pl

– zacytować u siebie ‚zasady’ zabawy – co też czynię

– napisać sześć rzeczy o sobie,

– ‚ustrzelic’ nastepnych szesc osob,

– uprzedzic wybrane osoby, zostawiajac komentarz na ich blogu.

Coś o sobie… Hmm…

1. Jestem wysokoreaktywną i wysokoperseweratywną choleryczko-sangwiniczką – tak mówią testy 🙂

2. Uwielbiam czytać książki, różne książki, ale najbardziej powieści sensacyjne-kryminalno-dokumentalne – im większa teoria spisku, tym lepsza książka – moi ulubieni autorzy to Follett, Forsyth, Patterson, Coben. Ostatnio brak mi na to czasu, ale staram się nie wypadać z obiegu i moja biblioteczka wciąż się powiększa (czeka na mnie już 7 książek na półce).

3. Od kiedy jestem w domu z Julią wciągnęło mnie rękodzieło – robienie kartek okolicznościowych i ostatnio decoupage. Chociaż mam mało czasu staram się cały czas coś robić – wycinać, wyklejać, lakierować… Mało to związane z moim wykształceniem (jestem biotechnologiem), ale muszę przyznać, że daje mi wiele satysfakcji.

4. Kuchnia to mój kolejny światek. Może nie jestem jakąś super kucharką, ale lubię gotować i lubię dobrze/smacznie zjeść. Od kiedy mam thermomixa codziennie piekę chleb, robię masło, serek topiony i waniliowy, dżemiki i co najbardziej mi się podoba – zupy krem w 8 minut 🙂

5. Jestem komputeromaniakiem. Kiedy już wszyscy śpią siadam do komputera i wciąż cos w nim robię – albo przeszukuję sieć (najczęściej allegro), albo bawię się grafiką, albo gram w gry, albo coś tam tworzę (w MSOffice).

6. Ostatnimi czasy mam obsesję na punkcie dr Housa. Właściwie nie rozumiem czemu – jako człowiek jest do kitu, nie umie rozmawiać z ludźmi tak żeby ich nie zranić, gdyby diagnozował Julkę chyba bym dostaa szału, mimo to serial mi się bardzo podoba. Może to dlatego, że bardzo medyczny i analityczny jest…

To tyle.

Do zabawy zapraszam:

Gofer – http://preclowastrona.blox.pl/

Ewelinę – http://adawnuk.pl/

Basik – http://anton2001.blog.onet.pl/

Zabadana – http://kulinarnefrustracje.blox.pl/

Megi – http://blondyniblondyna.blox.pl/

Na czworaka

Jak co środę, dzisiaj również udaliśmy się na rehabilitację do Ośrodka Wczesnej Interwencji. Udało nam się Marysię zostawić dziadkom, więc jakoś spokojnie udało nam się przeżyć wyprawę. Wyjazdy do OWI są dla nas katorgą (dla Julii i dla nas) – prawie dwie godziny w samochodzie (w upał i deszcz) i tylko 45 minut ćwiczeń – ale lepsze to niż nic… Ale do sedna. Trochę się dziś spóźniliśmy bo jak wiecie zalało Trójmiasto i w korkach staliśmy dłużej niż zwykle. Na ogół nie uczestnicze w ćwiczeniach z panem Michałem – w tym czasie spaceruję z Marysią, albo robię zakupy, a Julą zajmuje się tata, jednek tym razem zostałam zobaczyć co oni robią z moim skarbem. Mało nie zemdlałam jak pan Michał wywijał Julą. Nie miałam apartu więc wykorzystałam komórkę i zrobiłam fotki:

Nie jestem przyzwyczajona do takich ćwiczeń, ale zdaję się na pana Michała. Wprowadził również Julce TAPING – czyli plastrowanie. Na razie Jula ma plaster na karku i między łopatkami, co ma na celu stabilizację głowy. Nie wiem czy to rzeczywiście pomaga, ale ruchy głową na boki wydają się występować u Julki częściej. Pan Michał wcią myśli gdzie by jeszcze Julę okleić. W sumie cieszę się na to świeże spojrzenie i nowe pomysły, ale najważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo Julki i dlatego jestem bardzo upierdliwą mamusią 😉 Chyba następnym razem mnie wyproszą (pan michał i tatuś) żebym nie zadawała kolejnego miliona pytań…

Zapomniałam dodać, że Julia jest MEGA wiotka. Bardzo trudno ją złapać tak żeby bezpiecznie przenieść, a co dopiero ćwiczyć w takich wysokich pozycjach…

Powrót gadulstwa

Julia najwyraźniej ma dosyć nawijania swojej młodszej siostry i postanowiła przełamać opór balonika przy rurce i zaczęła znów wydawać dźwięki. Aż się wzruszyliśmy z Darkiem jak zaczęła sobie stękać tak jak przed 8 miesiącami. Już były chwile, że myslałam, że nie wróci głosik… Jak widać nawet uszczelniona rurke można pokonać. Gdy balonik jest pusty możemy ćwiczyć. Na noc balonik doszczelniamy – wtedy nie ma dźwięku, ale jest bezpieczeństwo (nie zacieka ślina do płuc). Jak tylko mi się uda to nagram poczynania Julki.

Poza tym u nas nic nowego, czyli pełno roboty. W tym tygodniu dwa wyjazdy do OWI – na rehabilitację i do psychologa dziecięcego. A pod koniec tygodnia święto – 5 rocznica ślubu 🙂