Wczoraj po pogrzebie Michałka, stojąc nad jego grobem, poprosiłam go, żeby się zaopiekował Julką. Jeszcze Michała mama, z którą w ciągu ostatniego roku połączyła mnie wyjątkowa więź, powiedziała mi, żebym uważała z takimi prośbami bo Misiu miał różne pomysły…
Niedługo musielismy czekać na efekty Misiowej opieki. Dziś rano Julka oddychała sama trzy bite godziny. Mało tego – jak tata ją podłączył po dwóch godzinach to się zdenerwowała i od razu jej podskoczyła akcja serca, tak więc jeszcze godzinę została na własnycm oddechu. Później zdecydowałam, że musi się trochę nawilżyć, bo było dziś wyjątkowo duszno.
Był czas że Jula dużo oddcyhała sama, potem były zapalenia płuc i spadki formy, ostatnio dawaliśmy radę bez respiratora po godzince rano i wieczorem. Mam nadzieję, że dzisiejszy wyczyn nie był jednorazowy. Czekamy na kolejne niespodzianki.