Dla ochłody

W końcu doczekaliśmy się prawdziwego lata i mogliśmy napompować baseny. Trochę to trwało, bo elektryczna pompka wyjechała na działkę. Nie mniej po kilkugodzinnej pracy wujków: Karola i Marcina oraz trochę mojej efekt jest następujący:

 

Marysia szaleje, nie chce wychodzić z wody. Jak się jej raz spodobało w dużym basenie to do małego nie chce siadać. Nawet próbuje nurkować. Ogólnie – upilnować ją to nie lada wyczyn.Julce też bardzo się podoba w wodzie (chociaż jest zimna). Nie musieliśmy odsysać, wentylować ambu, nawet słońce, które zawsze przeszkadza dziś nie przeszkadzało.

Pomysł z basenem na tarasie uważam za trafiony w dziesiątkę.

Jultro jedziemy na działkę, zabieramy basen ze sobą, bo do jeziora daleko, a zapowiadają piękną pogodę jeszcze na następny tydzień.

Pozdrawiamy więc wakacyjnie i do nastepnego wpisu…

3 latka i roczek

Minął rok i trzy lata… Czas leci, starzejemy się, dojrzewamy, zmieniamy się pod wpływem naszych dzieci. Z jednej strony wkurzam się na czas, który pędzi coraz szybciej, a z drugiej błogosławię ten czas, dziękując Bogu dzień w dzień za to co mamy – za nasze cudowne dziewczynki, za ich oryginalność, za to ile dają nam radości i za każdą lekcję pokory.

Dziś świętowaliśmy, jak zawsze w gronie rodzinnym (zabrakło tylko cioci z Anglii). Jako, że Julii urodziny wypadły na rekolekcjach, uroczystości złączyliśmy w jedną – roczek i trzy latka, a przy okazji imieniny mamy 😉

Julia świętowała jak przed dwoma laty w czapeczce z Kubusiem. Nasza trzylatka… Muszę na poważnie zająć się sprawą przedszkola, wczesnego wspomagania rozwoju itp. Może uda się Julii załapać na jakieś dodatkowe zajęcia przedszkolne.

Rok temu, kiedy o 5 rano podłączyli mi kroplówkę nie spodziewałam sie że urodzę Marysię dwie godziny później (na Julę czekalismy dłużej). Była największa na oddziale i chyba też najbardziej głodna 😉 A teraz lata gdzie się da, wszystko ściąga z szafek, broi ile wlezie, gada i śpiewa jak najęta, tańczy, biega – szaleje… Nasze żywe srebro. Dar Bożej Opatrzności.

3 godziny

Wczoraj po pogrzebie Michałka, stojąc nad jego grobem, poprosiłam go, żeby się zaopiekował Julką. Jeszcze Michała mama, z którą w ciągu ostatniego roku połączyła mnie wyjątkowa więź, powiedziała mi, żebym uważała z takimi prośbami bo Misiu miał różne pomysły…

Niedługo musielismy czekać na efekty Misiowej opieki. Dziś rano Julka oddychała sama trzy bite godziny. Mało tego – jak tata ją podłączył po dwóch godzinach to się zdenerwowała i od razu jej podskoczyła akcja serca, tak więc jeszcze godzinę została na własnycm oddechu. Później zdecydowałam, że musi się trochę nawilżyć, bo było dziś wyjątkowo duszno.

Był czas że Jula dużo oddcyhała sama, potem były zapalenia płuc i spadki formy, ostatnio dawaliśmy radę bez respiratora po godzince rano i wieczorem. Mam nadzieję, że dzisiejszy wyczyn nie był jednorazowy. Czekamy na kolejne niespodzianki.

Na czworaka

Jak co środę, dzisiaj również udaliśmy się na rehabilitację do Ośrodka Wczesnej Interwencji. Udało nam się Marysię zostawić dziadkom, więc jakoś spokojnie udało nam się przeżyć wyprawę. Wyjazdy do OWI są dla nas katorgą (dla Julii i dla nas) – prawie dwie godziny w samochodzie (w upał i deszcz) i tylko 45 minut ćwiczeń – ale lepsze to niż nic… Ale do sedna. Trochę się dziś spóźniliśmy bo jak wiecie zalało Trójmiasto i w korkach staliśmy dłużej niż zwykle. Na ogół nie uczestnicze w ćwiczeniach z panem Michałem – w tym czasie spaceruję z Marysią, albo robię zakupy, a Julą zajmuje się tata, jednek tym razem zostałam zobaczyć co oni robią z moim skarbem. Mało nie zemdlałam jak pan Michał wywijał Julą. Nie miałam apartu więc wykorzystałam komórkę i zrobiłam fotki:

Nie jestem przyzwyczajona do takich ćwiczeń, ale zdaję się na pana Michała. Wprowadził również Julce TAPING – czyli plastrowanie. Na razie Jula ma plaster na karku i między łopatkami, co ma na celu stabilizację głowy. Nie wiem czy to rzeczywiście pomaga, ale ruchy głową na boki wydają się występować u Julki częściej. Pan Michał wcią myśli gdzie by jeszcze Julę okleić. W sumie cieszę się na to świeże spojrzenie i nowe pomysły, ale najważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo Julki i dlatego jestem bardzo upierdliwą mamusią 😉 Chyba następnym razem mnie wyproszą (pan michał i tatuś) żebym nie zadawała kolejnego miliona pytań…

Zapomniałam dodać, że Julia jest MEGA wiotka. Bardzo trudno ją złapać tak żeby bezpiecznie przenieść, a co dopiero ćwiczyć w takich wysokich pozycjach…

Powrót gadulstwa

Julia najwyraźniej ma dosyć nawijania swojej młodszej siostry i postanowiła przełamać opór balonika przy rurce i zaczęła znów wydawać dźwięki. Aż się wzruszyliśmy z Darkiem jak zaczęła sobie stękać tak jak przed 8 miesiącami. Już były chwile, że myslałam, że nie wróci głosik… Jak widać nawet uszczelniona rurke można pokonać. Gdy balonik jest pusty możemy ćwiczyć. Na noc balonik doszczelniamy – wtedy nie ma dźwięku, ale jest bezpieczeństwo (nie zacieka ślina do płuc). Jak tylko mi się uda to nagram poczynania Julki.

Poza tym u nas nic nowego, czyli pełno roboty. W tym tygodniu dwa wyjazdy do OWI – na rehabilitację i do psychologa dziecięcego. A pod koniec tygodnia święto – 5 rocznica ślubu 🙂

Krowa, kot i halo

Nasze dzieci zaskakują nas z dnia na dzień. Może aktualnie Marysia częściej, bo w takim wieku jest, ale Julia też od czasu do czasu coś nowego odpali. Ostatnio dopracowuje mruganie na ‚tak’ – praktycznie zawsze odpowiada zgodnie z tą zasadą, a na ‚nie’ kiwa głową, jeśli ma warunki do kiwania to kręci jak kiedyś na ‚nie, nie, nie’, a jeśli nie za bardzo może się ruszać (np. gdy siedzi), to wtedy delikatnie rusza głową, tak, że wiadomo o co chodzi.

Co do postepów Marysi natomiast, to wielką zasługę ma Julia i jej codzienne klikanie obrazków. Nawet nie wiemy kiedy Marysia nauczyła się naśladować kilka zwierząt, samochód, telefon i zegar. I jeszcze podpatrzyła jak rozmawiamy przez telefon. Na hasło ‚halo’ od razu przykłada do ucha to co ma w ręku, cieszy sie i udaje że gada…

W najbliższym czasie postaram się nagrać komunikację z Julią, ale to trudniejsze, bo jak Jula widzi aparat to nieruchomieje i pozuje…

Naturalny tatuaż

W czwartek wieczorem tata pyta mnie czy widziałam opaleniznę Julki na kolanie… Pomyślałam – żartuje, przecież Julia na procesji Bożego Ciała miała ubrane rajstopy. Dopiero w piątek rano zobaczyłam o co mu chodzi:

Rajstopki miały kwiatki haftowane, przez które słoneczko zrobiło Julce niezłego psikusa. Zresztą nie tylko Julce, bo ja mam spalone ramiona, kark i nos…

Pierwsza gra planszowa

Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że Julka jest w wieku w którym można wprowadzić wyścigi jako formę zabawy. W związku z tym postanowiliśmy zagrać w jakąs grę planszową. Oczywiście w domu jest tylko chińczyk – trochę za trudny jak na początek – więc naprędce skonstruowaliśmy grę kubusiową. Na mapie stumilowego lasu ścigały się figurki z kubusiowych jajek z niespodzianką. Na trasie znalazły się również miejsca postoju, przyspieszenia, cofania i dodatkowego ruchu. Zamiast kostki zrobiliśmy mini koło fortuny. Julce się podobało. Tylko Marysia usilnie próbowała zrobić demolkę, chyba była zła że jej pionki (takie większe figurki kubusiowe) nie mieszczą się na planszy.

 

Zadanie dla mamy – przygotować kilka gier ambitniejszych z bohaterami bajek…

Zadanie dla taty – dopracować kostkę…

Dziki lokator

Dzisiaj rano otwieram oczy i coś mi się nie zgadza – Marysi nie ma obok.

Rozglądam się po pokoju i co widzę? Mniej więcej to:

Jak tam wlazła?

Nie mam pojęcia…

Całe szczęście obie dziewczyny maja troskliwych Aniłów Stróżów i nic się nie stało…

Sezon grillowy

Dziś otworzyliśmy sezon grillowy. Jesteśmy miłośnikami karkówki z grilla i nie mogliśmy się doczekać tego dnia 🙂 Wynieśliśmy się do ogrodu całkowicie. Przyjechali ciocia z wujkiem, zeszli do nas domownicy z góry i się obżeraliśmy…

Julia okupowała huśtawkę, którą bardzo lubi, a Marysi przynieśliśmy kojec, bo trawa była mokra po podlewaniu.

Kolejny miło spędzony dzień w ogródku…

Nie piszę ostatnio, bo wciąż latam za dziewczynkami, a do tego jestem na antybiotyku, więc nocami nie okupuję komputera… Poza tym ostatnio spokojnie u nas 🙂