Rekord

Wczoraj Marysia zrobiła mi wspaniałą niespodziankę w nocy. Nakramiłam ją po kąpieli, potem trochę popłakała jak co dzień, jeszcze pojadła troszkę i o 21:30 zasnęła. Zanim się wykąpałam, sprawdziłam pocztę itp., zrobiło sie po 23-ciej. Postanowiłam poczekać aż się obudzi do karmienia i przetrząsałam sieć w poszukiwaniu informacji na temat noszenia dzieci w chuście. Mam chustę i dziecko, ale okazuje się, że jedno do drugiego to nie takie proste. Ale ja nie o tym. O 24 byłam juz zniecierpliwiona i zmęczona więc stwierdziłam, że się już położę i najwyżej za kilka minut obudzę. I przebudziłam się, ale dopiero o … 4:20 🙂 W ten sposób Marysia przespała prawie 7 godzin.

Coś o spaniu…

… a raczej o braku snu. Marysia nie jest typowym noworodkiem. Nie można powiedzieć, że tylko je i śpi. Niestety. W niczym nie przypomina swojej starszej siostry, która była w tym okresie aż nudna, bo ciągle spała. A Mary śpi tylko na spacerze, czasem na rękach no i w nocy (oczywiście z minimum trzema minumum 40-minutowymi przerwami na karmienie). Poza tym albo się gapi na wszystko dookoła (chociaż jeszcze mało widzi), albo krzyczy. W tej chwili myślałam że pośpi w wózku, ale po 10 minutach drzemania otworzyła oczy i patrzy na kartkę papieru z czarnymi obrazkami, któa jej wydrukowałam – nawet coś do nich powiedziała, chyba że to był odgłos stękania 🙂 Właśnie zaczyna swój krzyk, więc kończę.

Na cztery ręce

Korzystając z krótkiej chwilki (dosłownie) kiedy Julia jest na spacerze z panią Grażynką, a Marysia śpi w wózku (co nie będzie długo trwało) dzielę się z Wami moimi nowymi doświadczeniami podwójnej matki…

Obskoczyć dwie dziewczyny jednocześnie (bo one nie chcą się budzić osobno) jest niemożliwościowe (przynajmniej na razie – mam nadzieję). Do tej pory musiałam temu zadaniu sprostać tylko raz, bo w pozostałe dni miałam wsparcie drugiej pary rąk – cioci Ewy, taty i babci. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że nasza młodsza pociecha jest niezłym krzykaczem – prawie cały czas jest głodna, mało śpi (również w nocy) – co nie podoba sie Julce. Jak tylko Mary zaczyna krzyczeć (bo płaczem to ciężko nazwać), Julia zaczyna też płakać – co najczęściej kończy się szybko potrzebą odsysania – no i nie da sobie wytłumaczyć, że malutkie dzieci krzyczą jak są głodne i nic im się nie dzieje złego…

Czekam z niecierpliwością na czas, w którym Marysia choć na chwilę zajmie się sobą (albo zabawkami)…

A teraz kończę – lecę zrobić sobie garnek czegoś do picia póki Młoda śpi – muszę pilnować, co by się mleko produkowało w odpowiedniej ilości dla naszego głodomora…

Pozdrawiam Was bardzo gorąco i dziękuję za wszystkie gratulacje, życzenia i pamięć…

Szpitalne pozdrowienia

W związku z tym, że Julka jeszcze uczy się obsługi sprzętu za pomocą nowej myszki, a Tata ma trochę niesprawny komputer, zostałam wyróżniona i dostałam hasło do julinkowego bloga;) Śpieszę więc Wam donieść, że Ania i Marysia pozdrawiają, niestety jeszcze ze szpitala. U Marysi wykryto bakterie i w związku z tym otrzymuje antybiotyk. Nie jest to nic groźnego, ale lepiej się tego pozbyć:P Obie dziewczyny czują się dobrze, wygladają pięknie (Mama szczególnie w różowej spineczce:P) i planują wrócić do domu w sobotę.

A Tata z Julką? Tęsknią, ale dobrze się bawią razem:) Wspólnie grają na komputerze, na spacerki chodzą, dziadków odwiedzają, gratulacje odbierają…

Pisała dla Was i pozdrawia – ciocia Ewa:)

P.S. Julka, wyśpij się dobrze przed przyjazdem siostrzyczki;) Wygląda na to, że Marysia, jako największe dziecko na oddziale, postanowiła pokazać wszystkim, że jest już na świecie. I co chwila przypomina o tym, żeby przypadkiem ktoś nie zapomniał:P

Witam na świecie

To ja, Marysia.

Urodziłam się kilka dni temu, a dokładnie 26 lipca 2008 r. o 7.20. Wyobraźcie sobie, że to było najtrudniejsze „przyjście na świat” w moim życiu. Podstawowym problemem stały się moje gabaryty. Ważyłam 4.33 kg i miałam już 59 cm wzrostu.

Ale od początku…

Moja Mamusia bardzo kochała Tatusia, a Tatuś bardzo kochał Mamusię… Potem długo, długo było ciasno. Nie wiem ile to trwało, ale przez cały czas miałam wrażenie jakby Mamusia się kurczyła. Starałam się temu zapobiec. W każdej wolnej chwili fikałam koziołki i rozciągałam się na wszystkie strony. W ekwilibrystyce prenatalnej stałam się mistrzynią. I nic. Ciągle było ciasno. W dzień imienim Mamy stwierdziałam, że to przesada i postanowiłam powiedzieć o tym Rodzicom osobiście. Akcję zaplanowałam na 5.00. Kombinowałam około dwóch godzin zanim zobaczyłam światełko. Nie pytajcie co było dalej, bo nie da się tego opisać…

No, ale już jestem. Trochę jest zimno, ale znacznie więcej miejsca. W sumie całkiem fajnie. Jeszcze tylko nauczę się mówić i wszystko Mamie wygarnę. A teraz idę spać.

P.S. Sorry Julka, że wbiłam się na Twojego bloga.

3100g

Marysia jest zdecydowanie dziewczynką, waży ok. 3100g, jest przygotowana do porodu i raczej się nie obróci, bo nie ma za dużo miejsca. Serducho jej bije równo i szybko jak należy. Do terminu został jakiś miesiąc, czyli jeszcze dwa tygodnie muszę się oszczędzać, a potem… hmmm… mycie okien, pranie firanek, długodystansowe spacery i na porodówkę 😉

A poza tym zaczęliśmy remont przedpokoju i jest wesoło… 

100 dni

Do terminu porodu zostało 100 dni… Niestety kończy się dobry, poczciwy drugi trymestr. Wczoraj miałam pierwszą zgagę (okropność!!!), powoli coraz ciężej mi się ułożyć do snu, a Marysia tak kopie, że cały brzuch mi się rusza. Ale najgorsze, że mój kręgosłup też już daje się we znaki. Jeszcze jakoś radzę sobie z przenoszeniem Julki czy z trzymaniem jej na kolanach, ale obawiam się, że konstrukcja mojego rosnącego brzucha (cały wysunięty do przodu) już w krótce będzie ogrooomną przeszkodą 😦

Szkoda, że końcówka się musi dłużyć… Pamiętam jak mi leciał czas jak byłam z Julą w ciąży. Kiedy doszłam do 7 miesiąca, to tak się zaczęło wlec wszystko. Chciałabym, żeby już był sierpień, po porodzie, w domku 🙂 Ja i moje dziewczyny 🙂

Krew pępowinowa

Ostatnimi czasy badania nad komórkami macierzystymi posuwaja się bardzo do przodu. Jakiś czas temu mama Precla pisała również o tym, że pracuje się nad tym, aby zastosować je w przypadku leczenia SMA (http://preclowastrona.blox.pl/2008/03/Aktualnosci-naukowe.html ). W związku z tymi doniesieniami (zresztą nie tylko z nimi) coraz częściej myślę o pobraniu krwi pępowinowej po porodzie od Marysi (krew pępowinowa jest bogatym źródłem komórek macierzystych). Właściwie jestem pewna, ale jak przeglądam oferty banków komórek macierzystych to jedyne czego doświadczam to oczopląs…

Może Wy macie jakieś doświadczenia w tym temacie – może sprawdzony bank, teorię, cokolwiek… Możecie mi pisać na maila (aniabartczak@gmail.com ) albo w komentarzach (ktoś jeszcze może na tym skorzysta)…

Marysia

Dziś byłam na połówkowym USG. Oczywiście nie obeszło się bez przygód. Wchodzę do przychodni, mówię, że ja na USG do dr X., a tu się okazuje, że pan doktor już skończył przyjmować. Hmm… Ja na to, że przecież dzwoniłam i mi powiedziano, że mam być po 16-stej. A pani w rejestracji: że to napewno nie u nich. Ostatecznie okazało się, że zarejestrowałam się telefonicznie w przychodni kilka przecznic dalej, nie wiedząc, że taka tam w ogóle jest i że przyjmuje w niej ten mój pan doktor. Nie wiem jak ja to zrobiłam (?). W końcu poszłyśmy tam (bo byłam z przyjaciółką) – w kolejce z 15 kobiet w ciąży. O nie… Wróciłyśmy spowrotem do pierwszej przychodni i zapisałam się do innego lekarza (całe szczęście było miejsce jeszcze jedno wolne). Weszłam jako pierwsza. A pani doktor okazała się być bardzo miłą i wesołą … kobietą w ciąży 🙂

A teraz o samym USG. Otóż… Wszystko jest super: ręce (prawie cały czas złożone jak do pacierza), nóżki, paluszki, kręgosłup, głowa, serducho, żołądek, pęcherz, nerki, przepływy pępowinowe. Wszystko na miejscu i bez żadnych widocznych wad (w sumie to jest najważniejsze w tym połówkowym USG). Poza tym, pierwsze pytanie pani doktor brzmiało "Czy chce pani znać płeć?" 🙂 No i znam – panienka Marysieńka…

Zamieszczam zdjęcia dwa. Trzeba się naprawdę dobrze przyjrzeć, żeby zobaczyć na pierwszym zdjęciu twarzyczkę skierowaną w naszą stronę (trochę ją rozmazuje z lewej strony pępowina), a na drugim w górnej części złożone rączki.

Półmetek

Za nami połowa… Zostało ok. 20 tygodni do rozwiązania. Brzuch rośnie, maleństwo kopie i się wygina. Fizycznie czuję się świetnie, mam dużo energii, gorzej jeśli chodzi o noszenie Julki i trzymanie jej na kolanach – powiększający się brzuch jest nie lada przeszkodą, a to dopiero początek…

   

A niżej uśmiechnięta starsza siostra w nowej fryzurze 🙂