Niedysponowana

Przepraszam Was za nieobecność, ale po ostatnim moim wyjeździe nie mogę dojść do ładu ze sobą… Najpierw zatoki, antybiotyk, a teraz doszedł pęcherz… Istna masakra 😦 Ledwo mam siły zabawiać moje dzieci, więc mam nadzieję, że się uzbroicie w cierpliwość.

Dla umilania czasu oczekiwania coś co mi ostatnio bardzo zapadło w serce (przy okazji oglądania bajek razem z dziewczynkami):

http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=9WVs6YeA6lw&login=kamiira&width=450&bg=ffffff

Każdy tu jest gościem
To obyczaj nasz
Dobrze jest, gdy od siebie
Innym coś dasz
Wszystko wspólne jest
Radości, smutki też
Więc chodź!

I Ty możesz zostać z nami
Tu dla Ciebie miejsce mamy
Bo łatwiej cieszyć się światem
Gdy się czujesz bratem
Tu każdy pomoże

I Ty możesz zostać z nami
Tu dla Ciebie miejsce mamy
U nas każdego dnia
Dzielimy co się da
Tu wiecznie święto trwa

Tego co nas łączy nie pojmie chyba nikt
Ten prawdziwy życia smak i więzy bratniej krwi
Słowa ja i ty obróćmy w jedno słowo – MY
Więc chodź!

I Ty możesz zostać z nami
Tu dla Ciebie miejsce mamy
U nas każdego dnia
Dzielimy co się da
Tu wiecznie święto trwa

Wspominam tu tych co odeszli
Po nich ślad w sercu mam
Miłość też tutaj znajduję
I nie jeden układam tu plan
Tu najlepsze z tych chwil które znam

To miejsce jest takie piękne, że inne tracą blask przy jego blasku
Piękniejszych miejsc nie widział jeszcze nikt
Teraz widzę jaką drogę mam za sobą gdy patrzę na nich
Gdy ich śmiech słyszę w tle
W pamięci przeszłość budzi się
Więc chodź!

I Ty możesz zostać z nami
Tu dla Ciebie miejsce mamy
Bo łatwiej cieszyć się światem
Gdy się czujesz bratem
Tu każdy pomoże

I Ty możesz zostać z nami
Tu dla Ciebie miejsce mamy
U nas każdego dnia
Dzielimy co się da
Tu wiecznie święto – Tu wiecznie święto trwa!

Na majówki pora

Maj zaczęliśmy pielgrzymką do Matemblewa. Ja i Marysia poszłyśmy pieszo razem ze stuosobową grupą szensztatowców z Pomorza. Natomiast tatuś z Julką dojechał do samego Matemblewa samochodem, bo Julki wózek nie za bardzo się nadaje na leśne spacerowanie. Elektryczny to by dał radę, ale jeszcze nie mamy jak go przewozić. Wędrówka super! Mary grzeczna. Tylko raz musiałam ją wyciągnąć z wózka (akurat pod górkę było).


W niedzielę w ramach relaksu zaprosiliśmy przyjaciół na pierwszego w tym roku grilla w ogródku. Na szczęście pogoda dopisała, więc mogliśmy siedzieć z dzieciakami na dworze. Objedliśmy się, pograliśmy w karty, pośmialiśmy się…


3 maja czyli dzisiaj – deszcz pokrzyżował całkowicie nasze plany. Mieliśmy ochotę na spacer w Parku Oliwskim, a skończyło się na obżeraniu pizzą i grą w „solo”. Ze spacerowaniem będzie trzeba poczekać na powrót słońca…

Elektrycznie

Jula szykuje się do wyjścia swoim nowym wózkiem na spacer. Szykuje się, bo jeszcze nie było okazji. Trenujemy póki co po domu. Trochę cicho było u nas ostatnio, ale najpierw zaduma narodowa nas przytłoczyła, potem delegacja taty. Jutro ja wyjeżdżam odpocząć. Przyjeżdża babcia z Tczewa i będzie wspierać tatę w opiekowaniu się naszymi księżniczkami.

Julia dobrze się ma, jest ostatnio bardzo pogodna. Bardzo lubi słuchać bajek na CD. Codziennie rano zanim zwlekę się z łóżka słuchamy różnych słuchowisk na płytach. Coraz lepiej idzie nam też komunikowanie. Wprawdzie znów zmieniły się znaki, ale są bardzo wyraźne. Na NIE jest marszczenie brwi, a na TAK patrzenie mocno do góry, czasem z mrugnięciem. Jakiś czas temu udało się Julce porozmawiać w ten sposób z Oliwką, a Marysia też patrzy na oczy Julki jak jej zadaje pytania – wprawdzie odpowiada sobie sama, ale jest to jakiś krok w przód w ich relacjach. Codziennie rano podchodzi do Julki łóżka, staje na palcach (bo Julki łózko wysokie jest) i mówi "obudziłaś, lano (rano), cio tam?".

Marysia natomiast rośnie i zaczyna nawijać bez przerwy. Umie się już przedstawić – "Malysia Batciak" i powie gdzie mieszka – "Ajance" (Rotmance):) Wszystko robi sama, sama je, sama sobie wybiera co będzie jadła (najczęściej życzy sobie danio, parówki albo placki), sama się rozbiera (z ubieraniem gorzej). Ma obsesję na punkcie układania puzzli, przez co ja mam obsesję na punkcie ich nabywania. Muszę przyznać, że idzie to nam świetnie. Mary zaskakuje nas też swoją pamięcią. Zapamiętuje różne szczegóły wydarzeń, imiona ludzi których spotkała tydzień temu. Przy tym bardzo przeżywa wszystko. Wczoraj przewróciła Maję niechcący, przeprosiła ją, ale jeszcze dziś po południu powtarzała "wlóciłam, Maje, plasiam". Innym razem widziała jak robak uciekł z okna i przed dwie noce przez sen mówiła "uciekł, uciekł". Emocjonalna po mamusi jest chyba… Na pewno po mamusi, bo tatuś przecież bardziej racjonalny 😉

To tyle może na dziś, czas spać… Odezwę się po weekendzie jak wrócę… wypoczęta 🙂

Złączeni w bólu

Dziś trudno zebrać myśli, trudno cos napisać…

Modlimy się o życie wieczne dla tych co zginęli i o siłę w tym trudnym czasie dla ich rodzin.

„Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj im świeci na wieki wieków. Amen”

[*][*][*]

Wszędzie dobrze…

…ale mówią, że w domu najlepiej… Hmm… Dziś się z tym nie zgadzam…

Wróciliśmy z Józefowa ok. godz. 3 ubiegłej nocy. I choć w domu już wpadliśmy w wir codzienności, to moje serce jest cały czas tam nad Wisłą. Nie wiem czy to przyciąganie MTA z Sanktuarium Syjonu, czy arcy-zacne towarzystwo Ojców Szensztackich, czy mazowieckie powietrze, czy może zapach sosen, śpiew ptaków i skaczące po drzewach wiewiórki sprawiają, że coraz trudniej nam się stamtąd wyjeżdża…

To było naprawdę cudowne 5 dni. Trochę udało nam się odespać/odpocząć. Ominęły nas zewnętrzne świąteczne przygotowania, dzięki czemu mogliśmy skupić się na Liturgii Triduum Paschalnego oraz na rekreacji – spacerach po lesie, zabawach na boisku, wieczornych spotkaniach przy kominku. W Wielki Piątek braliśmy udział w Misterium Męki Pańskiej z aktorami – moja komórka miała bardzo ważną rolę – wydawała odgłos koguta 🙂 natomiast tata grał Szymona z Cyreny. Wieczorem miałam okazję obejrzeć film "Popiełuszko: Wolność jest w nas" – kto nie widział, temu gorąco polecam!

W niedzielę byliśmy na spacerze w Wilanowie, a wieczorem graliśmy w świąteczne bule 😉 i w karty. W poniedziałek natomiast (oszczędzeni przez lejących wodą) odwiedziliśmy rodzinkę Precla.

Ominęło nas wielogodzinne koczowanie przy stole, jak to bywa w święta – i to nam się też bardzo podobało…

Dziewczynki zachowywały się cudownie. Dzielnie zniosły podróż w obie strony. Julka była wyjątkowo spokojna przez cały czas, a Marysia popisywała się swoim gadulstwem i zapoznawała nowych kolegów i koleżanki z okolicy. Obie zachwycały się przyrodą – wysokimi sosnami, ptakami i pieskami, Purą i Borko, biegającymi po terenie. Zapytajcie się Marysi jak robią wiewiórki 🙂 Odpowie "kra, kra"…

Jutro postaram się dorzucić zdjęcia, dziś zmykam odsypiać wczorajszą podróż…

Noga klika

Jako, że Julki rączki odmówiły współpracy przy klikaniu, postanowiliśmy zaangażować do tego nóżki, a konkretnie jedną – silniejszą lewą. Na początku trudno nam było ustawić przycisk, ale w końcu tata tak zakombinował, że wychodzi. I to jak wychodzi. Julce tak się spodobało, że nawet przeprosiła się z programem do kolorowania „Pablo” (pisałam o nim tutaj). Na dowód dołączam film 🙂

A w miniony weekend gościliśmy Wojtusia. Wojtuś jeszcze rok temu interesował się Julką, ale teraz przerzucił się na młodszą siostrę. Marysia kokietowała go całe dwa dni. Biegała za nim, robiła to co on, zaczepiała, przytulała, nawet buziaki dawała 😉 Jak sobie pomyślę, jaka panna z tego dziewczątka wyrośnie… Tata będzie musiał się bardzo pilnować, żeby nie pogonić wszystkich zalotników 😉

W środę wyjeżdżamy na długo wyczekiwany wspólny urlop połączony ze świętoawniem Wielkanocy. Odezwę się jak wrócimy, chociaż odkryłam, że można dodawac wpisy na bloga przez telefon komórkowy, więc może sprawdzę jak to działa wcześniej 😉

Tymczasem życzę Wam bogatego przeżywania Triduum Paschalnego!

Kolejne bakterie

Nie pisałam wcześniej, bo nie wiedziałam jak się sprawa rozwinie, ale Julka od czasu powrotu ze szpitala w oskrzelach ma bakterie, których niestety nie wytępiły antybiotyki. Tydzień temu pobrano jej kolejny posiew, z którego wyszło, że jest jeszcze dużo pneumokoka w oskrzelach. Dziś rano pani Grażynka pobrała krew do badania, ale na szczęście wyniki są prawidłowe (nie ma ukrytego stanu zapalnego) i groźba kolejnej hospitalizacji zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Jednak żeby nie kusić losu pani doktor postanowiła Julkę przeleczyć jeszcze jednym antybiotykiem. Najmniejszy katar mógłby spowodować znów ostre zapalenie oskrzeli czy płuc – a tego nie chcemy! Tydzień antybiotyku, a potem WIOSNA na całego…

Sezon na wojaże – start!

Pierwszy wypad w tym roku Julka ma już za sobą. W miniony weekend mieliśmy spotkanie naszej wspólnoty w Bydgoszczy w cieniu Sanktuarium Zawierzenia na Piaskach.

Marysię zostawiliśmy w domu pod czujnym okiem cioci Ewy. Jak się okazało obie świetnie sobie poradziły, świetnie do tego stopnia, że Marysia wołała na nocnik i przespała całą noc – co wcześniej się jej nie zdarzało. Ale największą zmianą przez ten weekend jest zdecydowanie odstawienie Mary od piersi. Już od czterech dni nic nie piła i nawet w nocy się nie domagała. Wydaje mi się, że to ja z większym żalem żegnam się z tym etapem macierzyństwa, chociaż dziś od rana kilka razy Mary podeszła do mnie i próbując się dobrać do mnie mówi „sią” (są), ja na to, że są ale mleczka już nie ma, a ona na to takim rozczulającym głosem – „troszkę”. Wzięłam się w garść i znalazłam ciekawszą rozrywkę – układanie puzzli. Mam nadzieję, że teraz już będzie z górki.

Co do naszego wyjazdu: Było jak zwykle fantastycznie, dużo wszystkiego (budowania więzi, modlitwy, zadumy, śmiechu, ciekawych nowych treści), a nawet więcej… Julka bardzo spokojnie zniosła podróż w obie strony, a na miejscu raczej wolała sobie siedzieć w pokoiku z bajkami niż wśród ludzi – z resztą nie było dzieci innych, więc tez mi frajda przesiadywać z dorosłymi. Dzięki temu że nasz pokoik był na parterze tuż obok sali konferencyjnej mogliśmy bez problemu ogarnąć wszystko – i opiekę nad Julką i uczestnictwo w spotkaniach. A nocami, jak to jest za każdym razem, jako ostatnia gasiłam światło. niektórzy mówią, że warto odpocząć na takich wyjazdach, a mi tak szkoda czasu, że czekam do końca, aby nie stracić ani jednej okazji do spotkania z ludźmi…

Kolejny wyjazd już za tydzień i dwa dni. Jedziemy do Józefowa (k/Warszawy) na Triduum Paschalne i Święta Wielkanocne tak jak dwa lata temu. Może tam trochę odpoczniemy…