Pierwszy wypad w tym roku Julka ma już za sobą. W miniony weekend mieliśmy spotkanie naszej wspólnoty w Bydgoszczy w cieniu Sanktuarium Zawierzenia na Piaskach.
Marysię zostawiliśmy w domu pod czujnym okiem cioci Ewy. Jak się okazało obie świetnie sobie poradziły, świetnie do tego stopnia, że Marysia wołała na nocnik i przespała całą noc – co wcześniej się jej nie zdarzało. Ale największą zmianą przez ten weekend jest zdecydowanie odstawienie Mary od piersi. Już od czterech dni nic nie piła i nawet w nocy się nie domagała. Wydaje mi się, że to ja z większym żalem żegnam się z tym etapem macierzyństwa, chociaż dziś od rana kilka razy Mary podeszła do mnie i próbując się dobrać do mnie mówi „sią” (są), ja na to, że są ale mleczka już nie ma, a ona na to takim rozczulającym głosem – „troszkę”. Wzięłam się w garść i znalazłam ciekawszą rozrywkę – układanie puzzli. Mam nadzieję, że teraz już będzie z górki.
Co do naszego wyjazdu: Było jak zwykle fantastycznie, dużo wszystkiego (budowania więzi, modlitwy, zadumy, śmiechu, ciekawych nowych treści), a nawet więcej… Julka bardzo spokojnie zniosła podróż w obie strony, a na miejscu raczej wolała sobie siedzieć w pokoiku z bajkami niż wśród ludzi – z resztą nie było dzieci innych, więc tez mi frajda przesiadywać z dorosłymi. Dzięki temu że nasz pokoik był na parterze tuż obok sali konferencyjnej mogliśmy bez problemu ogarnąć wszystko – i opiekę nad Julką i uczestnictwo w spotkaniach. A nocami, jak to jest za każdym razem, jako ostatnia gasiłam światło. niektórzy mówią, że warto odpocząć na takich wyjazdach, a mi tak szkoda czasu, że czekam do końca, aby nie stracić ani jednej okazji do spotkania z ludźmi…

Kolejny wyjazd już za tydzień i dwa dni. Jedziemy do Józefowa (k/Warszawy) na Triduum Paschalne i Święta Wielkanocne tak jak dwa lata temu. Może tam trochę odpoczniemy…