Zabiegi w znieczuleniu

Dwie godziny temu wróciliśmy ze skróconego o jeden dzień urlopu rekolekcyjnego.  Tym razem byliśmy w Koszalinie. Jak zawsze wzbogaciliśmy się o nowe treści, nowe zadania. To był bardzo dobry czas. Musieliśmy tylko opuścić zabawę taneczną (która właśnie trwa)…

Dobra, nie narzekam, wiadomo służba zdrowia dyktuje terminy 😉 Jutro skoro świt musimy być w szpitalu wojewódzkim gdzie Juli założą PEGa i zrobią plastykę tracheostomii. Jak już to będzie za nami, to myślę, że wrócimy do aktywności blogowej i jakieś fotki nowe się pojawią…

A teraz uciekam.Wspomnijcie jutro rano o Julce…

Straszne dni

Nie pisałam wcześniej, bo jakoś czasu brak. Cały czas coś się dzieje. Ostatnio rozwijamy się artystycznie. Marysia roznosi po mieszkaniu ciastolinowe literki, a Julia z pomocą pani Grażynki stworzyła zwierzątka z plastopianki. Dziadek zrobił podjazd dla wózka w ogródku i już Jula może wjeżdżać na trawę. Możecie zobaczyć w GALERII – nie mam dziś siły wrzucać zdjęć. W weekend nam się dziewczynki rozchorowały – jakaś infekcja wirusowa z gorączkami. Na szczęście skończyło się katarami i już nie ma śladu po wirusie (no może mały ślad został w moim gardle).

Ja tak krótko, bo dzisiejszy dzień jest jednym z tych smutniejszych i refleksyjnych. Nad ranem w wypadku samochodowym (TUTAJ) zginęła pani Danusia, nasza sąsiadka i najlepsza przyjaciółka mojej mamy. W ostatnich dniach dzieje się wiele strasznych rzeczy – powodzie, pożary, wypadki – jest nam przykro, ale tak jest… życie takie jest. Jednak gdy ginie ktoś bliski i to w taki straszny sposób, nasze myślenie, wartościowanie zmienia się.

Bardzo lubiłam panią Danusię. Była taka charyzmatyczna… Uwielbiałam słuchać jej opowieści o cudach, przygodach – przyciągała niesamowite historie. A teraz jej nie ma… We wtorek spędziła prawie cały dzień z moją mamą, wpadłam do nich na chwilę, akurat planowały co będą robić po wakacjach – jak zwykle miały się odchudzać. Przez cały ten smutek dzisiejszego dnia przebija się taka iskierka radości, że dane mi było jeszcze się z nią zobaczyć… Nigdy nie wiemy czy nasze spotkanie z drugim człowiekiem nie będzie pożegnaniem. Jak trafne są słowa ks. Twardowskiego "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…"
Pani Danusia osierociła troje dorosłych dzieci i 11-letnią Natalkę, która aktualnie leży w szpitalu w Łodzi na wyciągu bo ma połamane nogi (też jechała samochodem). Jej tato, mąż pani Danki, leży w szpitalu w Piotrkowie Trybunalskim. Są sami z tą wielką stratą w sercu. Pomódlcie się za nich, za siły i za szybki powrót do zdrowia i do domu…

Tak jak siostra

Marysia wciąż papuguje starszą siostrę. Jeśli Jula podczas oglądania bajek ma pod nogami dwie poduszki, to Marysia też musi mieć dwie. Gdy Julia je zupę, Marysia też chce zupę (nieważne, że zmiksowana na maksa i bez smaku). Picie, malowanie, wyklejanie, granie – wszystko tak samo. Nawet kładzie się na Kimbie i naśladuje Julkę.
No i jest jeszcze jedzenie ze strzykawki… Dobrze tylko, że trafia sobie do buzi, a nie do nosa 😉

W kaloszach

To był nasz pierwszy naprawdę rekreacyjny weekend (bez myślenia o remoncie, imprezach itp.)…

Spędziliśmy go na Amalce w kaloszach 🙂 Lało większość czasu, ale i tak woleliśmy siedzieć tam niż w domu. Świeże powietrze, zapach grilla, itd…

Marysia, zaopatrzona w różowe kalosze, bawiła się przednio – na szczęście wzięłam kilka par spodni. Marysi najlepszą zabawą jest ta sama co świnki Peppy – zabawa w błocie.

Julia też nacieszyła się przyrodą. Babcia z dziadkiem wykombinowali swego czasu ogromny zadaszony taras, dzięki czemu żaden deszcz nie przeszkodzi w przebywaniu na dworze. W czasie gdy nie siedziała na dworze oglądała swoje ulubione bajki (teraz na czasie: Olinek Okrąglinek, Świnka Peppa i Detektywi Kubus i Tygrysek nazywane przez Mary "Myśl, myśl, myśl") i słuchała wierszy w wykonaniu tatusia.

Mam nadzieję, że jeszcze znajdziemy czas, żeby pojechać znów na Amalkę – tam jest magicznie, nawet jak pada…

Przyjęcie urodzinowe

W towarzystwie babć, dziadka, cioć, wujków i kuzynki świętowaliśmy urodziny obu dziewczynek. Przyjęcie się udało. Tort lodowy zjedzony, arbuzik zjedzony, sok z pietruszki wypity, a jubilatki zadowolone z prezentów 🙂

Julia ma roboty na kolejny rok (kredki, stempelki, książeczki do malowania i wyklejania, słuchowiska do słuchania).
Marysia nareszcie może podawać kawę w swoich filiżankach, osłuchiwać straszą siostrę, układać wieże z klocków, zarządzać farmą, rysować. Teraz to już na pewno nie będzie wychodzić ze swojego pokoju 😉
Obie panienki dostały też piękne pościele, żeby było im milutko nocami.

Teraz już możemy w końcu odpocząć 🙂 Po remoncie, po urodzinach czas pomyśleć o urlopie. Zaczniemy w ten weekend wyjazdem na działkę…

Remontu The End

Dziś każdy śpi w swoim łóżku 🙂

Cudowny dzień nastał. Po ponad trzech tygodniach uruchomiliśmy pokój dziewczynek i znów możemy oglądać telewizję wieczorem. Marysia zachwycona swoją nową przestrzenią do zabawy, a Julia mamusinymi bazgrołami na ścianach. Zabrakło tylko czerwonej wstążki do przecięcia, tak jak przy otwarciu nowych odcinków autostrad 😉

Dziś już zdjęć nie będzie, bo dopiero skończyłam przygotowywać przyjęcie urodzinowe i trochę padam…

Jutro (właściwie już dzisiaj) świętujemy Julinkowe 4 lata, za tydzień Maryśkowe 2 lata. Jak ten czas szybko leci… Pamiętam jak dziś oba przyjścia na świat. Nie będę się tu wdawać w szczegóły 😉 Było, minęło… a dziewczynki są cudowne!

Dobranoc!

Szaleństwo

Marysia uwielbia słuchać muzyki- pod warunkiem, że puszczana jest z youtube’a.

Dziś wieczorem na dobranoc chciałam (jak zwykle) puścić coś spokojnego (ostatnio słuchamy fortepianowych aranżacji muzyki filmowej), a Marysia wyskakuje z tekstem:

– Mamo włącz szaleństwo!

Co miałam zrobić, puściłam … "Waka Waka" Shakiry, a potem "Wavin’ Flag" K’naana i szalałyśmy 😉

Mistrzostwa się skończyły, ale muzyka zostanie…

Żeby było zabawniej, Jula zasnęła w połowie pierwszej piosenki, podczas gdy wczoraj dwa razy przeleciała nasza spokojna składanka (?)

Upał

Upały nie sprzyjają remontom. Może szybciej schnie co tam schnąć ma, ale tatuś po pracy zamiast nas nad wodę zabrać, to musi robić… Eh… W remontach jednak dobre jest to, że kiedyś się kończą. Jak nasz się skończy to dziewczynki będą miały śliczny pokoik 🙂

Żeby nie dać się całkiem uwięzić w naszej kawalerce, w sobotę popołudniu pojechaliśmy do przyjaciół. Największą atrakcją wyjazdu okazał się basen, który stoi u nich w ogródku. Dzieciaki miały frajdę w dzień, a my – rodzice w nocy… My to bardzo "wodni" jesteśmy 🙂 Poznaliśmy się na spływie kajakowym, a potem całe pierwsze, drugie i trzecie wakacje spędziliśmy nad morzem w budce ratowników (tata ratownik). Nie ma co się dziwić, że dziewczyny kochają wodę. Dziś nadmuchaliśmy basenik (nie takie fajny jak tamten), ale pochlapać się da i Jula też się pomoczy.

Z innej beczki: W zeszłą środę  byliśmy w szpitalu wojewódzkim na konsultacji leryngologicznej z Julką. Okazało się, że nasze problemy przy wymianie rurki wynikają ze spraw odleżynowych. Zabieg plastyki tracheostomii (fajnie brzmi) połączony z założeniem PEGA zaplanowano na 19 sierpnia. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się to załatwić przed planowanym urlopem a nie w trakcie, ale cóż… będzie trzeba odłożyć plany wyjazdowe.

To tyle na dziś…

Centrum Nauki EKSPERYMENT

Dziś udało nam się oderwać na parę godzin od spraw remontowych i od permanentnego bałaganu jaki panuje w naszej (chwilowo) kawalerce. Zapakowaliśmy się w czwórkę w auto i pojechaliśmy do Gdyńskiego Centrum Nauki EKSPERYMENT. Szkoda czasu na gadanie, lepiej zobaczcie:

Z takim tatusiem to można wiele…

... ale z takim to już nie.

Marysia niedługo przerośnie mamusię,

…ale jeszcze mieści się w bańce mydlanej.

Ogólnie było gorąco,

ale opłacało się!

Więcej zdjęć w GALERII.

Remontowa cisza

Nie odzywamy się, bo mamy remont – w końcu zabraliśmy się za pokój dziewczynek i naprawianie tego co zniszczyła ulewa.
Musieliśmy wyemigrować do babci, jesteśmy padnięci i bardzo marzy nam się koniec tego bałaganu… Napisze więcej jak skończymy, albo jak nam ustalą w końcu termin zabiegów.

Dziewczynki są zdrowe i wesołe 🙂 Na dowód zamieszczam fotki: