Do przodu

Dziś Anka, obserwując leżącą na brzuchu Marysię, stwierdziła, że jest ona conajmniej miesiąc do przodu jeśli chodzi o rozwój. Gada jak stara, głowę trzyma pięknie i w pionie i podczas leżenia na brzuchu, sięga rączkami do zabawek, precyzyjnie wkłada ręce i to co ma w rękach do buzi, podnosi pupę jakby chciała raczkować, a leżąc na plecach podnosi jednocześnie nogi i głowę jakby chciała się poderwać i usiąść. Ja tam nie weim, czy to jest do przodu czy nie, bo przy Julce to Marysia jest jak tajfun. Mówią, że w przyrodzie musi być równowaga… Ciekawe czy Marysia będzie tak samo uparta jak Julia, któa w ogóle nie chce ze mną rozmawiać (chyba, że po 23-ciej). Z panią logopedą pracuje ładnie, gdy tylko przyjdę zobaczyć czy wszystko ok, blokuje się i nic nie chce pokazywać (oczami i minami). Jak przyjeżdża ciocia Monia to do niej gada jak najęta, a do mnie zaczyna sie odzywać jak juz zgaszę światło do spania.

Z tatusiem natomiast to obie panienki już wiedzą jak postępować. Co by się nie działo, tata wraca z pracy, a dziewczynki zasypiają, żeby mógł sobie odpocząć i np. pouczyć się angielskiego.

Tak, Ojcze – Tobie zawierzam!

Od czwartku do niedzieli razem z Marysią uczestniczyłam w Triduum Szensztackim – spotkaniu delegatów naszej wspólnoty z całej Polski. Przy okazji świętowania rocznicy powstania Dzieła Szensztackiego (18 października) w tych dniach zostaje sformułowane motto, które prowadzi nas przez kolejny rok formacji. Tegoroczne Triduum przesiąknięte było tematem osobiście bardzo mi bliskim. Wiara w Opatrzność Boża i zawierzenie Bogu bardzo głęboko wyryły się w moim sercu już dwa lata temu, kiedy poznałam diagnozę Julii. Także ogłoszone motto "Tak, Ojcze – Tobie zawierzam!" utwierdza mnie w przekonaniu, że zawierzenie jest naszą/moją drogą…

Czas w Świdrze spędzałam z Marysią na rękach. Były wykłady, dyskusje, okazja do modlitwy, biesiadowanie, a nawet koncert góralski. Odpuściłam sobie jedynie popołudniowe spotkania, aby dać małej odpocząć (i sobie również) od gwaru i ciągłego gugania różnych cioć i wujków. I choć zostałam ogłoszona szaloną matką (bo kto ciągnie 2,5 miesięczne dziecko przez pół Polski?) nie żałuję ani minuty… W wakacje nie było nam dane uczestniczyć w rekolekcjach, więc tym bardziej cieszyłam się z tego bycia przy Sanktuarium.

A po powrocie:

Julka stęskniona za mamą nie odrywała ze mnie wzroku cały wczorajszy wieczór i dzisiejszy dzień, a w domu pojawiła się mała piskliwa współlokatorka… Mysz… Nie znoszę gryzoni, które nie są w klatce. Brrr… Tata już rozłożył pułapki, ale nie wiem czy pomogą.

Dziś był kolejny intensywny dzień wspólnej rehabilitacji z Lenką. Obie dziewczyny zostały pochwalone zarówno przez Ankę – rehabilitantkę i i panią Iwonkę – logopedę. Rosną nam gwiazdy i robią się coraz bardziej zbuntowane jak przystało na dwulatki. Lena nie chce jeść, a Jula nie chce patrzeć na swoich rozmówców – dobre i to (przynajmniej rozwijają się prawidłowo)…

Coraz więcej

Serce mi pęka za każdym razem gdy dowiaduję się o nowo zdiagnozowanym dziecku z SMA. Do blogosfery dołączyli ostatnio Ada i Tomek (znajdziecie w zakładkach). Oboje mają poniżej roku i czekają na wyjście ze szpitala z respiratorami. W naszym rejonie jest jeszcze dziewczynka w wieku Julki i chłopiec.

Gdy przypomnę sobie co przeżywałam gdy zapadła diagnoza tak strasznie żal mi tych rodziców, którzy teraz muszą stawić czoło, nowej trudnej rzeczywistości. I z drugiej strony, gdy czytam historie tych dzieciaczków, przed oczami przemyka mi nasza droga przez szpital i serce pęka mi jeszcze bardziej.

Gdy miałam 16 lat strasznie chciałam być już dorosła, mieć męża i dzieci… Nie przypuszczałam, że życie wcale nie jest takie proste…

A z innej beczki, to właśnie próbuję się spakować na jutrzejszy wyjazd w stronę Warszawy… i kiepsko mi idzie. Chyba będę musiała odespać w samochodzie.

Tata wziął urlop i będą się z Julką rządzić w domu – ugotowałam garnek zupy dla Julii i garnek lecza dla taty 🙂 – chyba im wystarczy…

Zastój

Mam literacki zastój. Tyle się dzieje, że nie mam ani czasu ani sił pisać. Obiecuję że wkrótce napiszę coś więcej. Zresztą, jeśli wypali mój wyjazd do Świdra, to będzie o czym, a póki co, tylko tyle:

… Opanowaliśmy gluta, Julka przyzwyczaiła się do zmiany powietrza i  już się tak nie zatyka. Teraz powoli odzyskuje utraconą przez te walki formę, zarówno fizyczną jak i psychiczną.

… Marysia rośnie, waży już 6,5kg. Coraz więcej gaworzy i potrafi godzinę przeleżeć pod pałąkiem z zabawkami…

… Już nie czekam do 17tej na tatę, bo wraca o 15:30 :))))) Raz udało mi się wyjść na basen. No i wyprzedzałam na obwodnicy w godzinach szczytu (dla niewtajemniczonych – to dla mnie mega sukces, bo jestem raczej niedzielnym kierowcą PÓKI CO)…

… Możecie oglądać nasze dziewczęta w Galerii (Zdjęcia mamy i Filmiki)…

Pozdrawiam gorąco!

Walka z glutem

Do walki z suchą zalegającą wydzieliną musieliśmy wprowadzić inhalacje.

Cały czas jest bezgorączkowo i bez innych dolegliwości. Julia wszystko zjada, spokojnie śpi i ma dobry humor, nawet ćwiczy tak samo i to bez respiratora.

Jedyny problem to odessać tego gluta zalegającego w prawym oskrzelu. Najgorsze jest gdy słychać furczenie, a nie można nic złapać – nie pomaga oklepanie, drenażowanie. Czasem wystarczy dobrze ułożyc Julkę (głowa pod odpowiednim kątem do tłowia itp.) i wtedy wszystko wychodzi, ale znalezienie kluczowej pozycji nie jest takie proste. Mam nadzieję, że inhalacje pomogą i obejdzie się od drastyczniejszych metod leczenia (antybiotykiem).

A żeby nie było tak źle, to Marysia dwie ostatnie noce przespała całe – czyli od 22 wieczorem do 6 rano…

No i czekamy na wieści z Poznania, gdzie ciocia Ania trafiła na porodówkę…

Petycja Rodziców Dzieci Niepełnosprawnych

Jako jedna z licznych mam niepracujących z powodu opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem mam problem ze świadczeniami z opieki społecznej, bo nasza rodzina przekroczyła w ubiegłym roku dochód na osobę (583 zł). Tym samym sposobem nie mam już płaconej składki ZUS, nie mówiąc już o ok. 500zł mniej miesięcznie. Pozostaje 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego, który to w porównaniu do potrzeb Julki jest żenująco śmieszny – nie starczyłby nawet na 3 godziny rehabilitacji.

Ogólnie przepisy są tak kiepsko skonstruowane, że rodzice niepełnosprawnych dzieci, postanowili je zmienić. W tym celu na FORUM "RAZEM MOŻEMY WIĘCEJ" powstała petycja. Zanim trafi ona na biurka rządowe jest potrzeba nagłośnienia sprawy jak najbardziej się da i uzyskania wsparcia instytucji pozarządowych będących związanych z pomocą na rzecz niepełnosprawnych.

Aby oddać swój głos ZA należy wejść na stronę www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=3491, pojawi się wówczas treść petycji, zaś pod nią widnieją zakładki – należy kliknąć POPIERAM PETYCJĘ-JESTEM ZA. Żeby głos był ważny należy podać imię i nazwisko oraz maila, na który przyjdzie prośba o potwierdzenie podpisu.

Wychodne

Dzisiaj pierwszy raz od dłuuuuższego czasu wyszłam z domu sama na dłużej niż godzinę. Zostawiłam odciągnięte mleko i urwałam się z przyjaciółkami na kawę do kawiarni – właściwie na herbatę z konfiturą (matki karmiące i oczekujące kawy pić nie powinny). Pewnie gdyby kawiarnia była czynna dłużej siedziałybyśmy w niej więcej niż 3,5 godziny… W czasie gdy ja próbowałam nadrobić miesiące niewidzenia się z koleżankami, tata w domu przyjął gości (babcię i ciocie z Tczewa), wykąpał, nakarmił i położył spać dziewczynki i wcale się przy tym nie zmęczył. Dla mnie to otwarta droga do kolejnych wyjść, tylko mleko muszę gromadzić w zamrażalce – na dwa następne wypady już jest gotowe 🙂

Pogoda na życzenie

Wczoraj marudziłam na pogodę, a dziś… proszę – piękna złota jesień. I to w dodatku w dzień, który najbardziej lubię, bo jest wolny od zajęć. Nikt nie przychodzi do Julki, nie trzeba patrzeć na zagarek, karmić w pośpiechu, budzić nie w porę. Można natomiast wyjść z domu i wrócić wieczorem. Tak też uczyniłam. Wyciągnęłam dziadka na spacer dwoma wózkami do Pruszcza na deptak, a potem w odwiedziny do cioci Moni i wujka Pawła. Dziadek poszedł do domu sam a my zostałyśmy we trzy na gościnie do późnego wieczora, aż nas tata odebrał.

Julia pooglądała u cioci i wujka minimini i cały czas śmiała się do telewizora. My nie mamy w domu kablówki, ale zawsze u jednej i drugiej babci leci minimini i Julce bardzo podobają się niektóre bajki, zwłaszcza te, które zna z dobranocek np. "Fifi niezapominajka".

Marysia była wyjątkowo grzeczna. Najpierw pogadała ze swoim ojcem chrzestnym, a potem grzecznie spała u cioci na rękach…

A my – "dorośli" graliśmy w rummikuba 🙂

A wracając jeszcze do pogody: świeże powietrze tak przeczyściło Julki drogi oddechowe, że zamiast gęstej wydzieliny, z którą walczymy od kilku dni, leci prawie woda. Sama nie wiem co lepsze… Ale może trochę się przewietrzyło co trzeba.   


Na spacerze z dziadkiem:

W gorszej formie

Jesień daje się nam we znaki. Ja odchorowałam z temepraturą 38,8. Julia ma gęstszą wydzielinę, częściej trzeba ją odsysać i szybciej się męczy bez respiratora. Całe szczęście, obeszło się bez temperatury. Może przejdzie łagodnie. Wprowadziliśmy do diety syropek na odporność. Taki urok jesieni – większość dzieci choruje. Mam jednak nadzieję, że jeszcze przyjdzie złota polska jesień i pospacerujemy trochę, bo w tym deszczu to kiepsko widzę…

Bioderka

Niby nic – kontrolna wizyta u ortopedy w celu sprawdzenia malusich bioderek. Oczywiście wszystko jest ok, ale ja chyba już zawsze będę miała stres przed wizytami u specjalistów… Jednak przy okazji dowiedziałam się, że USG bioderek powinno się robić tuż po porodzie. Na zachodzie bez takiej kontroli nie wypuszczają ze szpitala. U nas trzeba dowieźć maluszka na badanie, odczekać w kolejce swoje – na takie emocje narażamy nasze dzieci po 6 tygodniu życia, a to już dość późno, nie za późno, ale gdyby coś wyszło nie tak to czas leczenia znacznie się wydłuża. Gdy zwichnięcie bioderka zostanie rozpoznane w pierwszych dwóch tygodniach życia dziecka, po trzech miesiącach zapominamy o problemie, w przeciwnym razie leczenie może trwać nawet rok…