Pierwszy wiosenny spacer

Mieliśmy spędzić niedzielę w domu w towarzystwie znajomych z dwoma szkrabami takimi jak Mary. Nie widzieliśmy się od kilku lat… Niestety los spłatał nam figla i się rozłożyliśmy – tzn. Marysia, tata i ja – katar, bolące gardło i takie tam…

W drodze do kościoła poczułam TO wiosenne ciepło i postanowiłam, że musimy wyjść gdzieś z Julą. Nie lubimy chodzić po naszym osiedlu, więc spakowaliśmy się i pojechaliśmy do Pruszcza. Dziewczyny były zachwycone wyjściem z domu. Dotlenione = szczęśliwsze 🙂

Świeże powietrze chyba trochę nam pomogło na przeziębienie, bo dziś już resztki kataru zostały. Oby było coraz więcej takich dni. Nie mogę się doczekać, kiedy będziemy mogły przesiadywać w ogródku…

Ochrona kręgosłupa

Wraz z nowym terapeutą Julii w naszym domu zawitały nowe zasady dbania o plecy mamy i taty. Pan Marcin jest szczególnie wyczulony na tym punkcie. No i dobrze 🙂 W końcu ktoś… I między innymi właśnie dlatego zakupiliśmy ten oto czerwony stół do masażu. Jest śmiesznie tani (jak na taki sprzęt i w porównaniu do rożnych innych Julinkowych sprzętów jakie mamy w domu) i śmiesznie mało miejsca zajmuje po złożeniu. Można regulować jego wysokość. Łatwo się składa i rozkłada, więc korzystamy z niego gdy przychodzi czas rehabilitacji albo czas kąpieli. Przy rehabilitacji, pan Marcin bardzo go sobie chwali (wcześniej przyjeżdżał ze swoim stołem), natomiast pielęgnacja Julii po kąpieli stała się dużo łatwiejsza i już nie bolą mnie plecy od schylania i wyginania się nad łóżkiem.
 

Julia w nowej Kimbie

Przy okazji wyprawy na bal, Julia po raz drugi została zapakowana w nowy, większy wózek (zakupiony dzięki akcji 1% z ubiegłych lat) z półką na sprzęt wykonaną przez tatusia-konstruktora (na zdjęciu jej dobrze nie widać, ale jest super).

Teraz tylko czekamy na wiosnę (chyba się powtarzam)…

Prosiaczek i Motylek znów w akcji

Prawie z tygodniowym opóźnieniem przedstawiam Wam dalsze losy Prosiaczka i Motylka, które wykorzystując okazję, że druga babcia też uczy w szkole, znalazły się na drugim balu przebierańców. Tym razem byłyśmy we cztery baby (dziewczynki, babcia i ja).

I tym razem Julia była bardzo zaciekawiona zabawą, otoczeniem, strojami dzieci i panią prowadzącą zabawę. Nawet wzięłyśmy udział w jednym konkursie, ale niestety mamy intuicja wybrała zły róg sali i odpadłyśmy przed finiszem…

Mary natomiast podobnie jak tydzień wcześniej była zainteresowana najbardziej… stołem (na zdjęciach wciąż coś wcina) 😉 Tańczyć zaczęła nieśmiało dopiero na 20 minut przed końcem imprezy. Zresztą tego dnia jechaliśmy do Słupska i cały czas mówiła, że chce już jechać do Dominika i Oliwki.

Pierwszy bal przebierańców

I tak oto już za nami pierwszy bal przebierańców. Niestety, ja mama nie uczestniczyłam w tym wielkim wydarzeniu, gdyż w tym czasie musiałam gdzie indziej reprezentować naszą rodzinę. W zastępstwie pojechała mama chrzestna, która zdała mi po powrocie dokładną relację z zabawy.

Wczoraj w nocy razem z tatą jeszcze nie mieliśmy stroju dla Julii. Mary chciała być motylkiem od początku – wiedziała co ubierze, sama się upominała. Julii natomiast podobał się każdy pomysł – od księżniczki, przez auto/lokomotywę (cały wózek miałby być obudowany kartonami), aż po fokę na górze lodowej. Ostatecznie ok. 24 zaczęłam przeglądać projekty masek karnawałowych w internecie i tata po przetrzepaniu Julii ciuchów wpadł na pomysł, że będzie Prosiaczek (oczywiście ten z Kubusia Puchatka). Mama wydrukowała, wycieła, posklejała maskę (na wszelki wypadek zrobiłam tez maskę Tessie z Noddy’ego) i oto jest Prosiaczek (może nie profesjonalny, ale słodki):

Trochę się bałam, że Julii nie będzie się podobała impreza wśród nieznanych ludzi, w hałasie – a tu, proszę, niespodzianka… Julia zgodnie z relacją taty i cioci była bardzo zainteresowana zabawą i gdzie coś się działo, tam chciała patrzeć. Załapała się nawet na zdjęcie ze swoim przyjacielem Kubusiem 🙂

Marysia natomiast przez pierwsze pół godziny (zabawa trwała dwie) w ogóle nie chciała wejść na salę taneczną – przez tegoż Kubusia właśnie. Najbardziej podobała się jej ten "inny bal" (czyli ten, który odbywał się w sali obok przy stołach pełnych słodyczy, soczków i chipsów). Do zabawy tanecznej dołączyła dopiero przekupiona bańkami.

Po powrocie do domu już spała, ale przez sen poprosiła o swoje bańki i musiały koniecznie wylądować koło jej łóżka.

Po zabawie wszyscy pojechali do babci na obiadek i wrócili dopiero wieczorem. Ja w tym czasie pierwszy raz od … nie pamiętam kiedy … miałam wolną chatę, którą gruntownie … posprzątałam. Na głowę upadłam chyba – zamiast walnąć się z książką na kanapie albo coś takiego… Eh… Może jeszcze gdzieś ich wyślę kiedyś i nauczę się odpoczywać 😉

A za tydzień w sobotę … drugi bal przebierańców dla dzieci, u drugiej babci w szkole. I na ten na szczęście mogę iść 🙂 dwie ulice dalej.

 

Wiedza medyczna 2,5-latki

Jak zwykle jest późno i Mary próbuje zasnąć oczywiście obok mnie (ciekawe co by powiedziała SuperNiania). Gdy już prawie śpi, nagle u
Julii zapiszczał alarm w respiratorze (wołał żeby go podłączyć do
prądu). Marysia podniosła jedną powiekę i takim zamulonym, już prawie
śpiącym głosem powiedziała lekko pytając:

zalegania ma?…

Zalegania to nasze ostatnio modne hasło. Julia przez swoje ostatnie spadki formy miała problemy z trawieniem, więc żeby jej nie przekarmić sprawdzaliśmy/sprawdzamy czy już strawiła poprzedni posiłek. Marysia bardzo szybko łapie takie rzeczy. Zasób jej słownictwa jest poszerzony o całą gamę medycznych słówek – ambu, ssak, pulsoksymetr, gaziki, trzeba odessać, wentyluje i takie tam… Nasza mała pielęgniarka 🙂

A poza tym u nas spokój. Julia odpoczywa i nabiera sił po antybiotyku. Polubiła ćwiczenia z panem Marcinem. I nie może się doczekać wiosny, tak jak jej mamusia… Mamy dosyć siedzenia w domu!!!

Tydzień temu zafundowałyśmy sobie z Julią spokojną sobotę i wysłaliśmy Marysię z tatą do Loopy’s World. Zabawę mieli przednią:

Natomiast w najbliższą sobotę dziewczynki idą na bal przebierańców do szkoły babci. Marysia koniecznie chce być motylkiem, Julia zgadza się na każdą propozycję, więc jeszcze wciąż nie wiemy w jakim stroju wystąpi. W każdym razie będzie to wielkie wydarzenie – pierwszy bal przebierańców dla jednej i drugiej.

Nowy rehabilitant

Na przełomie ostatnich dwóch miesięcy zaistniał cały ciąg cudownych zdarzeń, które w rezultacie skończyły się pewnym niespodziewanym telefonem. Nieznany numer pojawił się na wyświetlaczu mojego telefonu. Odebrałam chociaż akurat za bardzo nie mogłam gadać. Jakież było moje zaskoczenie gdy w słuchawce męski głos zapytał mnie czy jestem zainteresowana fizjoterapią dla Julki 🙂

Nie mogliśmy nikogo znaleźć prawie przez 1,5 roku, a tu nagle, proszę bardzo i to jeszcze z umową na Polankach (czyli przez NFZ)…

Umówiliśmy się z panem Marcinem, bo tak ma na imię, na zajęcia próbne i tak jesteśmy po nich zadowoleni (Julia przede wszystkim), że za szybko mu nie odpuścimy. Dodatkowo okazało się, że pan Marcin może jeszcze wygospodarować godzinkę czy dwie na zajęcia prywatne, także jest szansa, że Jula ruszy z ćwiczeniami pełną parą.

Hmm… To znaczy, ruszy jak tylko skończy brać antybiotyk :/ Uroki zimy… W naszym przypadku lepszy antybiotyk, niż ryzykowanie, że skończy się hospitalizacją (jak to bywało w latach ubiegłych)

Pożegnanie mamy Nulki

Wciąż z niedowierzaniem patrzę w ekran monitora, na którym wyświetla się blog mamy Nulki – Ewy, którą miałam okazję poznać osobiście i której losy śledziłam codziennie…


Na górze zdjęcie Ani (rówieśniczki naszej Julki) wśród przyjaciół ze Stumilowego Lasu, a niżej wiadomość:

"Wczoraj około południa odeszła moja ukochana żona, mama Nulki, autorka tego bloga."

Pozostając nadal w szoku modlę się za spokój duszy Ewy i o ukojenie bólu dla jej rodziny (Roberta, Ani i Adama)…

Wieczny odpoczynek racz Jej dać Panie, a Światłość Wiekuista niechaj Jej świeci. Niech odpoczywa w pokoju. Amen!


Jednoprocentowo…

Pozdrawiam Was noworocznie! Niech Wam szczęście i zdrowie dopisuje w tym 2011 roku!

Chciałabym zakłócić nie co karnawałowy czas tym postem podatkowym, a dokładnie jednoprocentowym 🙂

Dzięki ubiegłorocznej zbiórce z 1% (zebrało się ok.6 tysięcy zł) na
subkoncie w fundacji Julia ma przez cały rok zabezpieczoną rehabilitację
i zajęcia z logopedą.

W tym roku Jula została też zaopatrzona w
nowy, większy wózek, bo z pierwszego wyrosła. Wózek kosztował blisko 10
tysięcy zł, ale na koncie fundacji czekały na niego pieniążki jeszcze z
poprzedniego roku. Mniejszy wózek postanowiliśmy za zgodą fundacji użyczyć kolejnemu dzieciaczkowi na respiratorze z naszego rejonu.

(zdjęcie nowego siedziska z podstawą jezdną domową – podstawy na dwór jeszcze nie trenowaliśmy, bo musimy do niej dorobić porządną półkę na sprzęt):

Także w tym roku prosimy Was o wsparcie Julki 1% ze swojego podatku.
To jedyne źródło wsparcia z jakiego korzystamy. Naszym głównym celem
jest zachowanie ciągłości zajęć terapeutycznych (od 400 do 900zł
miesięcznie) oraz zakup specjalistycznych programów komputerowych
wspomagających komunikację (od 250zł do kilku tysięcy).

W zakładkach umieściłam linki do naszego apelu z instrukcją jak przekazać 1% dla Julii.
 
Dziękujemy
Wam wszystkim z całego serca za to WSZYSTKO co od Was otrzymaliśmy i otrzymujemy!!!

Święta w obiektywie

Po tym cały Bożonarodzeniowym świętowaniu i przed tym Sylwestrowym świętowaniem nie mam sił opisywać, więc pokażę Wam co i jak:

Przygotowania do świąt (pierniczki, choinka, pierogi):

Wigilia Bożego Narodzenia:

Boże Narodzenie w Tczewie:

II dzień świąt i słodkie "poświętach" (spotkanie z Leną i Borysem, spacer nad morzem z babcią i dziadkiem: