Nowy rehabilitant

Na przełomie ostatnich dwóch miesięcy zaistniał cały ciąg cudownych zdarzeń, które w rezultacie skończyły się pewnym niespodziewanym telefonem. Nieznany numer pojawił się na wyświetlaczu mojego telefonu. Odebrałam chociaż akurat za bardzo nie mogłam gadać. Jakież było moje zaskoczenie gdy w słuchawce męski głos zapytał mnie czy jestem zainteresowana fizjoterapią dla Julki 🙂

Nie mogliśmy nikogo znaleźć prawie przez 1,5 roku, a tu nagle, proszę bardzo i to jeszcze z umową na Polankach (czyli przez NFZ)…

Umówiliśmy się z panem Marcinem, bo tak ma na imię, na zajęcia próbne i tak jesteśmy po nich zadowoleni (Julia przede wszystkim), że za szybko mu nie odpuścimy. Dodatkowo okazało się, że pan Marcin może jeszcze wygospodarować godzinkę czy dwie na zajęcia prywatne, także jest szansa, że Jula ruszy z ćwiczeniami pełną parą.

Hmm… To znaczy, ruszy jak tylko skończy brać antybiotyk :/ Uroki zimy… W naszym przypadku lepszy antybiotyk, niż ryzykowanie, że skończy się hospitalizacją (jak to bywało w latach ubiegłych)

Dodaj komentarz