ZOO w Oliwie

Ciąg dalszy nadrabiania zaległości:

9 sierpnia, we wtorek po naszym wyjeździe na Warmię, zabraliśmy się całą paczką (my, dziewczynki i dziadek Grzesiu) do oliwskiego zoo. Pogoda była wietrzna i momentami padało, ale nie zraziliśmy się i odwiedziliśmy prawie wszystkie zwierzaki (nie doszliśmy do łosi). Julia była już raz w tym zoo (4 lata temu). Marysia pierwszy raz widziała tyle zwierzaków na żywo. Ciężko mi stwierdzić co najbardziej im się podobało, bo obie stały/siedziały zachwycone przy każdej klatce czy wybiegu. Nowością (dla mnie) była żyrafiarnia, surykatki i gepard. Zwiedzanie zajęło nam kilka godzin, ale dziewczyny wykazały się ogromną wytrzymałością.

Dwa najbardziej sympatyczne momenty wycieczki:

Po pierwsze zapłaciliśmy za pięć osób w sumie 22zł i 50gr – jeden normalny (mój) i jeden emerycki (mojego taty), Julia (niepełnosprawna) z opiekunem (tatą) za darmo i Marysia poniżej 4 lat tez za darmo. Dzięki tej oszczędności mogliśmy zrealizować drugi sympatyczny moment czyli, usiąść sobie i zjeść pyszne jedzonko z grilla 🙂

Głotowo

W tym roku urlop zaczęliśmy rekolekcjami na Świętej Warmii, w cieniu Sanktuarium Eucharystycznego w Głotowie. Droga do celu była wąska i zawiła, ale się nie zgubiliśmy. Słoneczko grzało, więc Julia pożyczyła ode mnie okulary.

Na miejscu był czas na dosłownie wszystko – zabawę, wyciszenie, zwiedzanie, gadanie z ludźmi, czytanie, spacerowanie, świętowanie (dwie rocznice ślubu i urodziny). Dzieci miały super zaplecze w postaci drewnianego placu zabaw, z którego nie chciały wychodzić. Julia preferowała ciszę i spokój, więc w tym roku z dziećmi mało przebywała. Częściej była blisko nas.

Podczas tego tygodnia odbyliśmy wycieczkę do Stoczka Warmińskiego. Stoczek to przede wszystkim Sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju z cudownym obrazem Matki Najświętszej, ale nie tylko. W latach 1953-54 ówczesne władze uwięziły tam Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Przy okazji polecam do obejrzenia film „Prymas – trzy lata z tysiąca.”

Po rekolekcjach tata z dziewczynkami wrócił do domu, a mama z okazji swojego małego jubileuszu pojechała w druga stronę – najpierw do Gietrzwałdu, a potem do Józefowa.

W Porcie

Jak nadrabiać zaległości, to na całego…

24 lipca spotkaliśmy się z Preclem i jego rodzinką w gdyńskim porcie. Spacerowaliśmy, podziwialiśmy statki (z zewnątrz), pogadaliśmy trochę, zjedliśmy razem obiad.

Miłe są te spotkanka. Dzieciaki też na nie czekają. Może nie mogą za bardzo pogadać i poszaleć, ale lubią się zobaczyć i pospacerować Kimba w Kimbę.

 

5 lat

No to zleciało. Pięć lat…

Wczoraj Julia celebrowała dzień urodzin z Lenką i jej rodzinką, a dziś świętowaliśmy całą rodziną. Prawie całą… Zabrakło tatusia, bo musiał wyjechać służbowo. Była to impreza wspólna obu księżniczek, bo Marysia we wtorek skończy 3 latka…

Byli goście z Tczewa i Pruszcza i z piętra wyżej…

Był tort lodowy prababci Basi ze świeczkami (literkę H złamałam przy wkładaniu), Macedonia (wujek Krzysiu mówi, że tak we Włoszech mówią na sałatkę owocową), jabłecznik babci Gosi…

Były piękne prezenty, z których dziewczyny ogromnie się ucieszyły…

Ależ ten czas leci

Pamiętam jakby to było wczoraj… A to juz rok minął, kiedy siedzieliśmy sobie właśnie tak jak dzisiaj u babci Gosi w ogródku. Wtedy jeszcze nie było Emilki na świecie, Jula miała sondę, a Marysia nie umiała jeść nie wysmarowawszy się przy tym do reszty… Tylko miny do pozowanych zdjęć zostały te same 😉

Spontaniczny wypadzik dzisiejszy zakończył się ciężką pracą, wiem… niedziela… ale co miałam zrobić. Marysia zbierała z babcią agrest, jabłka, koper, miętę i magę (lubczyk). W rezultacie zaopatrzyliśmy spiżarnię w 5 słoiczków z dżemem, 2 słoje z musem jabłkowym, mrożony koper oraz przygotowaliśmy do suszenia mięte i magę. Skończyłam zabawę w kuchni po północy… Raczej nie wyobrażam sobie, żebyśmy posiadali działkę uprawną (taką mieli moi rodzice przed laty). Chyba nie wychodziłabym z kuchni przez pół lata…

Zmiana planów

Mieliśmy spędzić weekend na działce nad jeziorkiem, ale niestety plany mają to do siebie, że lubią być krzyżowane.

Tym razem wirus, który uniemożliwił całej rodzince wypad na Amalkę dopadł młodszą siostrę. Wysoka gorączka i biegunka rozłożyły naszego rozrabiakę na łopatki…

Jula jest twarda i póki co nie ma żadnych objawów. Na wirusy żołądkowe chorowała ostatnio 4 lata temu i od tamtej pory jest na nie odporna. Mam nadzieję, że i tym razem się uda…

Tymczasem posiedzimy w domku i powymyślamy coś na miejscu. Za tydzień muszą być dziewczyny zdrowe. Nadchodzi czas urodzin, a potem urlopu i wyjazdu na rekolekcje – w tym roku na Mazury…

Mama i tata

Mąż i żona powinni mieć czas dla siebie. Wydawałoby się, że to taka oczywista sprawa, a jednak nie w każdym układzie możliwa. W ostatnich latach bardzo rzadko my-rodzice spotykalismy sie gdzieś poza domem we dwoje. Dopiero od kilku miesięcy wypracowalismy pewien system wspólnego wychodnego. Mniej więcej dwa razy w miesiącu Jula zostaje z ciocią pielęgniarką na całe popołudnie. W tym czasie my jeździmy do kina, na zakupy (nie takie po chleb do sieci osiedlowej), spacery albo odwiedzamy znajomych.

Dziś był jeden z tych dni. Julia poszła na długi spacer z ciocią, a Marysia odwiedziła ciocię Ewę. My natomiast spotkalismy się w Sopocie z naszymi przyjaciółmi z UK i wybraliśmy się na molo, żeby zobaczyć nową marinę jachtową – robi wrażenie. Wrócilismy do domu, to Julia już spała, a Marysia zasnęła w aucie.

Poprzedni weekend spędziliśmy w okolicach Słupska na przyjęciu urodzinowym Oliwki. Następny weekend jedziemy nad jezioro, więc trwa intensywna akcja odsypiania i prania…

Jeden dzień

Jakiś czas temu na naszym forum „po tracheotomii” pojawił się ciekawy pomysł. Mielibyśmy  opisać jeden dzień z życia naszych dzieciaków. Za pomysłem poszła lawina innych pomysłów – żeby zrobić konkurs, żeby te opowiadania potem wydać….

Póki co powstają opowiadania. Są dostępne na stronie użytkownika naszego forum http://lgmd.andreovia.pl/1dzien.htm

Ja również opisałam nasz dzień. Wybrałam sobotę, bo w sobotę tatuś nie pracuje, jesteśmy razem i jest to najbardziej zakręcony dzień tygodnia. W tygodniu też jest ciekawie, ale dopiero po 15-stej jak tatuś wróci do domu 😉

Poza tym u nas wszyscy zdrowi, trwa sezon urodzinowy. Za nami urodziny obu babć, roczek Weronisi. Przed nami wyjazd urodzinowy do Oliwki, urodziny wujka, no i lada moment naszych dziewczynek. 5 lat i 3 lata – jak ten czas leci…

Na deser zdjęcie z procesji Bożego Ciała. W tym roku dziewczyny (wszystkie trzy – w ostatnim wózku Weronisia) wytrwały do końca uroczystości (4 godziny) i otrzymały błogosławieństwo prymicyjne księdza Krystiana, z którym się zaprzyjaźniliśmy w czasie jego praktyki diakońskiej w naszej parafii.