Ależ ten czas leci

Pamiętam jakby to było wczoraj… A to juz rok minął, kiedy siedzieliśmy sobie właśnie tak jak dzisiaj u babci Gosi w ogródku. Wtedy jeszcze nie było Emilki na świecie, Jula miała sondę, a Marysia nie umiała jeść nie wysmarowawszy się przy tym do reszty… Tylko miny do pozowanych zdjęć zostały te same 😉

Spontaniczny wypadzik dzisiejszy zakończył się ciężką pracą, wiem… niedziela… ale co miałam zrobić. Marysia zbierała z babcią agrest, jabłka, koper, miętę i magę (lubczyk). W rezultacie zaopatrzyliśmy spiżarnię w 5 słoiczków z dżemem, 2 słoje z musem jabłkowym, mrożony koper oraz przygotowaliśmy do suszenia mięte i magę. Skończyłam zabawę w kuchni po północy… Raczej nie wyobrażam sobie, żebyśmy posiadali działkę uprawną (taką mieli moi rodzice przed laty). Chyba nie wychodziłabym z kuchni przez pół lata…

Dodaj komentarz