Remontu The End

Dziś każdy śpi w swoim łóżku 🙂

Cudowny dzień nastał. Po ponad trzech tygodniach uruchomiliśmy pokój dziewczynek i znów możemy oglądać telewizję wieczorem. Marysia zachwycona swoją nową przestrzenią do zabawy, a Julia mamusinymi bazgrołami na ścianach. Zabrakło tylko czerwonej wstążki do przecięcia, tak jak przy otwarciu nowych odcinków autostrad 😉

Dziś już zdjęć nie będzie, bo dopiero skończyłam przygotowywać przyjęcie urodzinowe i trochę padam…

Jutro (właściwie już dzisiaj) świętujemy Julinkowe 4 lata, za tydzień Maryśkowe 2 lata. Jak ten czas szybko leci… Pamiętam jak dziś oba przyjścia na świat. Nie będę się tu wdawać w szczegóły 😉 Było, minęło… a dziewczynki są cudowne!

Dobranoc!

Remontowa cisza

Nie odzywamy się, bo mamy remont – w końcu zabraliśmy się za pokój dziewczynek i naprawianie tego co zniszczyła ulewa.
Musieliśmy wyemigrować do babci, jesteśmy padnięci i bardzo marzy nam się koniec tego bałaganu… Napisze więcej jak skończymy, albo jak nam ustalą w końcu termin zabiegów.

Dziewczynki są zdrowe i wesołe 🙂 Na dowód zamieszczam fotki:

Drugi dzień lata

Wczoraj od rana z Julką rysowałyśmy i wyklejałyśmy książeczkę o wiośnie z Julinkowej teczki. Musiałyśmy się sprężyć, bo przecież wczoraj przyszło lato i nadszedł czas otworzyć drugi zeszyt.

Pogodę mamy taką spacerową, więc spacerujemy codziennie – na raty wprawdzie, ale każdy swoje wymaszeruje/wyjeździ wózkiem. Niestety za zimno jest jeszcze na basen w ogródku. Nowe stroje kąpielowe muszą poczekać.

I tak nam płynie czas… Wciąż czekamy i planujemy.

A przede wszystkim z niecierpliwością wyczekujemy pierwszej kuzynki. Termin mija już w czwartek, więc w każdej chwili może się pojawić na świecie.

Poniżej nasze bliźniaczki 😉

Oczekiwanie i planowanie

Szykuje się mała zmiana u Julki. Czekamy na termin założenia PEGa (czyli takiej a’la sondy, która będzie szła prosto do brzucha). Do tej decyzji dojrzewaliśmy długo, jest wiele za i wiele przeciw, ale ostatnie wiadomości przeważyły szalę na "za". W posiewie z rurki wyszło, że Jula ma bakterię z układu pokarmowego. Teraz jest niegroźna, ale jednak po sondzie sobie wędruje i nie byłoby dobrze gdyby wywołała infekcję. Dodatkowo przy okazji tego zabiegu, Jula będzie miała usuniętą ziarninę przy rurce. Ziarnina to taka tkanka, która sobie narasta przy rurce i jest bardzo upierdliwa podczas wymiany rurki, bo krwawi.
Nie powiem, trochę stresu z tym jest. To mimo wszystko zabieg i to w jakimś tam znieczuleniu (nie znam jeszcze szczegółów). Poza tym to kolejna hospitalizacja – wprawdzie tylko jeden-dwa dni, ale zawsze…

Obok tego czekania planujemy wakacje. Koniecznie musimy pojechać do ZOO, do Oceanarium i do Centrum Eksperymentu w Gdyni. Jak pogoda będzie chcemy trochę na działce posiedzieć. Chcielibyśmy pojechać do Bydgoszczy, Lichenia i Konina. W sierpniu rekolekcje w Koszalinie. I czeka na remont małego pokoju po jesiennym zalaniu. Kompletnie nie wiem skąd weźmiemy czas i siły na wszystko, ale muszą się znaleźć, bo potem zimą znowu siedzenie w domu.

Zdjęć nowych nie mam chwilowo. Awaria aparatu 😦

Czekając na wiosnę

U nas dobrze w miarę. Czekamy na tą wiosnę i czekamy… Dziś po południu nawet ładnie było, więc posiedzieliśmy w ogrodzie, ale poza tym, to ciągle pada 😦 A do tego Jula jest na antybiotyku, bo dalej się nie chce wytępić jedna bakteria z oskrzeli. Ogólnie Jula jest zdrowa, ale wystarczyłby mały katar i bakteria mogłaby dać jej (i nam) do wiwatu, dlatego pani doktor zdecydowała się na kurację.

W między czasie pracujemy trochę. Kupiliśmy dwa zestawy kredek (jeden dla Julki, drugi dla Marysi). Zaopatrzyliśmy się w teczkę 4-latka i codziennie coś kolorujemy , wycinamy, przyklejamy. Poniżej rozszerzona galeria Julinkowych prac (tych robionych z ciocią Martą, która jest logopedą i przychodzi do Julki co sobotę). Na początku, kto nie pamięta było tak: http://julinek.blox.pl/2009/12/Galeria-prac-Julki.html Ten pan z wąsem to dziadziuś 😉

Marysia natomiast wchodzi w fazę buntu dwulatka. Jak się wkurzy, to nawet położy się na ziemi i płacze, jednak wie, że póki nie będzie spokojna to nie ma co z nami gadać. Wygląda to trochę komicznie jak zaciąga nosem powstrzymując płacz i jąka "ok" albo"już". Wtedy można dopiero rozmawiać. Bunt objawia się też tym, że na każde postawione pytanie odpowiedź brzmi "nie wiem" albo "eee… nie…". Poza tymi niuansami jest cudowna jak zawsze – jest całkowicie samodzielna w jedzeniu, uczy się wołać na nocnik z coraz lepszymi rezultatami,  i cudem unika siniaków, chociaż okazji ku temu zdarza się wiele. Sięga już do klamek, więc muszę bardziej uważać, żeby nie uciekała z pokoju rano czy z mieszkania w ciągu dnia.

Elektrycznie

Jula szykuje się do wyjścia swoim nowym wózkiem na spacer. Szykuje się, bo jeszcze nie było okazji. Trenujemy póki co po domu. Trochę cicho było u nas ostatnio, ale najpierw zaduma narodowa nas przytłoczyła, potem delegacja taty. Jutro ja wyjeżdżam odpocząć. Przyjeżdża babcia z Tczewa i będzie wspierać tatę w opiekowaniu się naszymi księżniczkami.

Julia dobrze się ma, jest ostatnio bardzo pogodna. Bardzo lubi słuchać bajek na CD. Codziennie rano zanim zwlekę się z łóżka słuchamy różnych słuchowisk na płytach. Coraz lepiej idzie nam też komunikowanie. Wprawdzie znów zmieniły się znaki, ale są bardzo wyraźne. Na NIE jest marszczenie brwi, a na TAK patrzenie mocno do góry, czasem z mrugnięciem. Jakiś czas temu udało się Julce porozmawiać w ten sposób z Oliwką, a Marysia też patrzy na oczy Julki jak jej zadaje pytania – wprawdzie odpowiada sobie sama, ale jest to jakiś krok w przód w ich relacjach. Codziennie rano podchodzi do Julki łóżka, staje na palcach (bo Julki łózko wysokie jest) i mówi "obudziłaś, lano (rano), cio tam?".

Marysia natomiast rośnie i zaczyna nawijać bez przerwy. Umie się już przedstawić – "Malysia Batciak" i powie gdzie mieszka – "Ajance" (Rotmance):) Wszystko robi sama, sama je, sama sobie wybiera co będzie jadła (najczęściej życzy sobie danio, parówki albo placki), sama się rozbiera (z ubieraniem gorzej). Ma obsesję na punkcie układania puzzli, przez co ja mam obsesję na punkcie ich nabywania. Muszę przyznać, że idzie to nam świetnie. Mary zaskakuje nas też swoją pamięcią. Zapamiętuje różne szczegóły wydarzeń, imiona ludzi których spotkała tydzień temu. Przy tym bardzo przeżywa wszystko. Wczoraj przewróciła Maję niechcący, przeprosiła ją, ale jeszcze dziś po południu powtarzała "wlóciłam, Maje, plasiam". Innym razem widziała jak robak uciekł z okna i przed dwie noce przez sen mówiła "uciekł, uciekł". Emocjonalna po mamusi jest chyba… Na pewno po mamusi, bo tatuś przecież bardziej racjonalny 😉

To tyle może na dziś, czas spać… Odezwę się po weekendzie jak wrócę… wypoczęta 🙂

Noga klika

Jako, że Julki rączki odmówiły współpracy przy klikaniu, postanowiliśmy zaangażować do tego nóżki, a konkretnie jedną – silniejszą lewą. Na początku trudno nam było ustawić przycisk, ale w końcu tata tak zakombinował, że wychodzi. I to jak wychodzi. Julce tak się spodobało, że nawet przeprosiła się z programem do kolorowania „Pablo” (pisałam o nim tutaj). Na dowód dołączam film 🙂

A w miniony weekend gościliśmy Wojtusia. Wojtuś jeszcze rok temu interesował się Julką, ale teraz przerzucił się na młodszą siostrę. Marysia kokietowała go całe dwa dni. Biegała za nim, robiła to co on, zaczepiała, przytulała, nawet buziaki dawała 😉 Jak sobie pomyślę, jaka panna z tego dziewczątka wyrośnie… Tata będzie musiał się bardzo pilnować, żeby nie pogonić wszystkich zalotników 😉

W środę wyjeżdżamy na długo wyczekiwany wspólny urlop połączony ze świętoawniem Wielkanocy. Odezwę się jak wrócimy, chociaż odkryłam, że można dodawac wpisy na bloga przez telefon komórkowy, więc może sprawdzę jak to działa wcześniej 😉

Tymczasem życzę Wam bogatego przeżywania Triduum Paschalnego!

Wirus i literki

Przez nasz dom przetoczył się kolejny wirus. Najpierw zaatakował tatę, wujka u góry, potem Julię w końcu również mnie. Mieliśmy gorączki, zatokowe bóle głowy, kapiące nosy i byliśmy kompletnie nie do życia. Teraz jeszcze babcię złapał, ale u nas cisza. Marysia póki co się uchowała, swoją przebojowością nawet wirusy kładzie na łopatki 🙂 Z dnia na dzień powiększa swój zasób słownictwa – ostatnie hity to „spokój” (gdy ktoś się zaczyna denerwować na jej zachowanie), wszelkie polecenia: „usiądź”, „wstań”, „posuń”, „zejdź”, „idź” oraz wyrazy zachwytu „jo, jo, jo”, „łał” (wow).

Jak już pisałam Julia i Marysia bardzo lubią oglądać filmy edukacyjne. Najlepsze odcinki to dla nich poznawanie literek – jeden po polsku, a drugi po angielsku. W rezultacie Marysia powtarza angielskie słowa z angielskim akcentem (długo nie mogłam pojąć co ona sobie gada, aż w końcu mnie oświeciło), a Julia preferuje zabawy tylko te w których są literki np. z ciastoliny:

Wspólne zainteresowania

Mimo dwuletniej różnicy wieku między Julką a Marysią, dziewczynki znalazły coś co lubią robić razem – wspólne oglądanie bajek, w szczególności znanej już Wam z wcześniejszych opisów „dzidzi”. „Dzidzia” to nazwa wymyślona przez Mary dla filmów edukacyjnych z serii „Mądry Maluch” i „Ucz się z rodzicami”. „Dzidzia” leci u nas codziennie, przynajmniej jeden odcinek. Mamy tam naukę kształtów, kolorów, literek, liczenia, przeciwieństwa, dźwięki w naszym otoczeniu, zwierzęta, piosenki i wiele innych mądrych rzeczy. Od kiedy Julka ogląda „dzidzię” uwielbia zadania z liczenia i układanie literek. Marysia natomiast zaskakuje swoją umiejętnością zapamiętywania wszystkich tych rzeczy. Marysia może mówić i dlatego wiem, że oglądanie takich programów bardzo ją stymuluje. A skoro Marysia zapamiętuje to tym bardziej Julia, mimo że powiedzieć nam tego nie może. Tak więc rosną sobie nasze małe Einsteiny 🙂