Przez nasz dom przetoczył się kolejny wirus. Najpierw zaatakował tatę, wujka u góry, potem Julię w końcu również mnie. Mieliśmy gorączki, zatokowe bóle głowy, kapiące nosy i byliśmy kompletnie nie do życia. Teraz jeszcze babcię złapał, ale u nas cisza. Marysia póki co się uchowała, swoją przebojowością nawet wirusy kładzie na łopatki 🙂 Z dnia na dzień powiększa swój zasób słownictwa – ostatnie hity to „spokój” (gdy ktoś się zaczyna denerwować na jej zachowanie), wszelkie polecenia: „usiądź”, „wstań”, „posuń”, „zejdź”, „idź” oraz wyrazy zachwytu „jo, jo, jo”, „łał” (wow).
Jak już pisałam Julia i Marysia bardzo lubią oglądać filmy edukacyjne. Najlepsze odcinki to dla nich poznawanie literek – jeden po polsku, a drugi po angielsku. W rezultacie Marysia powtarza angielskie słowa z angielskim akcentem (długo nie mogłam pojąć co ona sobie gada, aż w końcu mnie oświeciło), a Julia preferuje zabawy tylko te w których są literki np. z ciastoliny:
