A poza tym…

… Dawno się nie odzywałam, bo czasu zwyczajnie nie było. Tata był w delegacji, a z dwiema dziewczynami, to ciężko nawet usiąść do komputera. Zresztą dość dużo się działo… Dużo i szybko…

Najciekawsze było spotkanie ze szczeniakami rasy golden. Jednego razu Weronika przyniosła dwa do nas do domku, a na drugie spotkanie wybrałyśmy się we trzy (ja, Julka w wózku i Marysia w chuście) do domu Weroniki – trzy domy dalej. I nawet nie przeszkadzał nam deszcz… O dogoterapii nie ma jednak na razie mowy, gdyż Julce nie za bardzo podoba się kontakt z tymi zwierzakami, przynajmniej nie bezpośredni – jak sobie pieski biegają daleko to są fajne. Marysia natomiast uściskałaby pewnie każde zwierzątko, taka odważna jest – trzeba więc było chronić przed nią psiaki.

A poza pieskami…

Marysia nauczyła się przybijać piatkę, robić buc głową w głowę i cały czas powtarza ‚ta ta’. Coraz bardziej denerwuje się, że nie może ruszyć do przodu z raczkowaniem mimo usilnego treningu, a że jest ambitna, do swoich ćwiczeń wyczynowych dodała samodzielne siadanie – pupa już siedzi, tylko ręce nie mogą wypchnąc do góry reszty ciałka (nic dziwnego skoro waży ponad 9 kilo).

Julia dalej trenuje klikanie. Już znudziło się jej bezmyślne zmienianie obrazków i dlatego postanowiliśmy zakupić kolejny błyskotliwy program do treningu komputerowych zmagań. Zaczęliśmy ćwiczyć również lewą rękę i ku naszej radości nie odmówiła współpracy w związku z czym zamówilismy drugi przycisk, żeby trenować klikanie na dwie ręce. Wujków informatyków aktywujemy do napisania programu który umożliwi Julii przemieszczanie się po ekranie za pomocą tylko klikania na dwa przyciski. APEL: Jeśli jakiś wujek informatyk coś wymyśli to proszę o kontakt 🙂

Dziś przed moim wychodnym, żeby zaoszczędzić czas przeprowadziliśmy mały eksperyment. Otóż wykąpałyśmy Julię i Marysię razem na macie bąbelkowej. Efekt: jedno ugryzienie w kolano Julii, powykręcane nogi i ręce Julki przez Marysię i próby nurkowania Marysi. Chyba na razie sobie darujemy takie oszczędności czasu i będziemy kąpać dziewczyny osobno. 

No i żeby nie było kolorowo – tata wrócił do domu z delegacji chory 😦 Mam tylko nadzieję, że nas nie pozaraża i szybko wyzdrowieje.

O klikaniu i raczkowaniu

U nas cisza, bo nie ma czasu na pisanie. Dziewczyny są coraz bardziej absorbujące.

Julia chce cały czas pisać i liczyć, albo klikać na komputerze. Zrobiłam jej kilka tematycznych prezentacji w PowerPoint i sobie ogląda obrazki – zdjęcia rodziny, ludzi z otoczenia, obrazki zwięrząt, sprzętu domowego i mebli. Teraz chcę zrobić ubrania i zabawki – jak mnie dopuści do komputera 🙂

Marysia natomiast się zaczęła przemieszczać. Jeszcze wspak, ale ostro trenuje raczkowanie do przodu co niejednokrotnie kończy się boleśnie (na nosie). Nie wystarcza jej materac, doczołga się wszędzie. Atrakcyjne są już kable i wszystklo to co nisk. Trzeba mieć oczy wokół głowy. Pozostały czas – kiedy nie zajmuje się sobą – spędza na rękach (całe szczęście nie tylko moich bo swoje waży). Jest strasznie marudna przy zasypianiu, ale wierzę że w końcu wypracujemy jakiś system. W nocy jeszcze często pije, za to w dzień staje się niejadkiem, dlatego uatrakcyjniam jej dzień zupką albo owocami. Ma dwa zęby przez co stała się niebezpieczna podczas karmienia…

Sanki po raz pierwszy

Nie wiem czemu nigdy wcześniej na to nie wpadliśmy, ale dziś uznalilismy, że jest odpowiedni moment żeby Jula poznała śnieg. Wyjścia z respiratorem są możliwe w temperaturze powyżej -5stC, dziś było -1stC. Ssak zostawiliśmy w domu, bo nawet przy "dozwolonej" temperaturze wszystkie rurki zamarzają i i tak się nie da odessać. Tak więc: ubraliśmy się ciepło i wyskoczyliśmy na 20 minut do ogrodu. Próbowaliśmy ulepić bałwana, ale nie wyszło – śnieg się nie chciał kleić. Efekt: Jula zadowolona, trochę zaskoczona, ale bardzo zainteresowana białą przyrodą. I po raz kolejny przydało się kombinowanie tatusia – jak umieścić Julę na sankach 🙂

Nowy Rok 2009

Nowy Rok przywitany.

W tym roku skromnie, rodzinnie (bo z wujkiem i ciocią), przy kominku i przy koncercie z Warszawy. Marysię udało się ululać w ostatniej chwili, czyli o 23:50. A Julka dzięki temu że spała w ciągu dnia o 24:00 była zwarta i gotowa do oglądania fajerwerków. Huki nie podobały się jej wcale, natomiast race kolorowe (nie takie głośne) jak najbardziej przypadły jej do gustu. O 1:00 Jula zasnęła, a my skończyliśmy świętowanie ok. 2.

A dziś rano w Maryśkowej buzi zaczął stukać pierwszy ząbek 🙂

W tym rozpoczynającym się Nowym Roku życzymy wszystkim dużo sił

do radosnego przeżywania każdego dnia,

pokoju w sercach

i spełnienia najskrytszych marzeń!

 

… i po świętach

Jak co roku minęły szybko i leniwie… Ale od początku:

Wgilię spędzliśmy w domu razem z prababcią, obiema babciami i dziadkami, rodzeństwem. W sumie było nas 14 osób. Dzięki wujkowi Johnowi ze Szwecji każdy miał okazję przypomnieć sobie język angielski, a przynajmniej jak się składa życzenia. Ambitniejsi usiedli bliżej gościa zza morza i prowadzili dysputy dwujęzyczne 🙂 Mikołajów w tym roku również nie zabrakło, dzięki czemu nasze dziewczynki powiększyły swój zabawkozbiór. Julii najbardziej spodobała się tablica magnetyczna na której też można pisać, a Marysi wystarczyły kolorowe opakowania prezentów.

Dużą atrakcją był nowy bęben tatusia i stół do piłkarzyków dla wszystkich domowników. Nie zabrakło też śpiewania kolęd i pasterka w murach nowo budującego kościoła.

W pierwszy i drugi dzień świąt jak co roku celebrowaliśmy stół 🙂 Czyli objadanie się świątecznymi przysmakami (gęś, ryby wszelkiej maści, sałatki, pierniki, itd.) w rytmie kolęd albo podczas oglądanie hitów telewizyjnych i oczywiście przy ogniu kominka. A dziewczynki w nowych kreacjach rozpieszczane przez wszystkich zapomniały, że były jeszcze kilka dni temu chore 🙂 

Pracowity dzień

Jak co roku przed świętami dużo pracy w domu. Sprzątanie, gotowanie… Jutrzejszy dzień zapowiada sie bardzo eksytująco, gdyż pierwszy raz będziemy świętować w powiększonym gronie – obu babć i dziadków, prababci i prawie całego rodzeństwa (Krzysiu będziemy się zTobą łączyć duchowo!). Ale o tym jutro 🙂

Dziś przygotowałam co miałam w przydziale: sałatkę z tuńczyka, krokiety, makowca i pieczarki nadziewane mielonym (to ostatnie nie na Wigilię). Dziewczyny były dziś wyjątkowo aktywne, toteż skończyłam pichcenie dopiero po północy.

Julka również miała pracowity dzionek – nareszcie malowała rękami. Z pomocą taty stworzyła to:

 

 

W pętli

Miesiąc temu pisałam o wirusach, które nawiedziły nasz dom: najpierw Marysia katar, potem Julia gorączka, potem mój kręgosłup i angina… Ciąg dalszy wygląda następująco: po 10 dniach z antybiotykiem wciąż jestem chora, w między czasie tata zmagał się z bólem gardła i katarem (jeszcze trochę prycha), a od dwóch dni Marysia znowu ma paskudny katar i jeszcze na dodatek spuchły jej dziąsełka, idą zęby… Do tego zalało nam mały pokój, a właściwie nasze łóżko, więc musieliśmy sie przenieść do "salonu". Mieliśmy nadzieję na podładowanie akumulatorów na corocznym skupieniu naszej wspólnoty, ale stan zdrowia naszych pociech nie pozwolił nam na wyjazd z domu. I jak tu nie mieć "depresji" (czyt. doła)?

To by było na tyle jeśli chodzi o narzekanie! Następnym razem będą już tylko dobre wieści (mam nadzieję)…

Na koniec jeszcze kolejne integracyjne zdjęcie. Ptaszek lata i śpiewa. I jak się okazuje nie tylko maluchy są nim zainteresowane. Julka nie odrywa od niego wzroku 🙂

Derby

Przepraszam, że tak mało sie odzywam ostatnio, ale pracuję nad kolekcją świątecznych kartek. Idzie mi to wolno, bo mam czas tylko po 22-giej. Już wiem czemu małych dzieci nie zabiera się do pracy 🙂

Tak po krótce. Julia pracuje z nowym pulpitem, dzięki czemu może budować wieżę z klocków, co bardzo lubi. Przyciska klocek paluszkiem, a potem z pomocą prowadzi do góry i podnosi palec puszczając klocek tam gdzie chce. Jak trafi na wieżę, to wyrównuje go drugim paluszkiem i jest zadowolona 🙂

Maria dziś wysłuchała relacji dziadka i wujka z meczu LECHIA:ARKA (niestety przegralismy 0:1) i postanowiła, że jak podrośnie będzie chodzić z nimi, koniecznie z szalikiem i w odpowiedniej czapce. A może nawet zostanie piłkarzem, bo ma takiego kopa, że dziś w trakcie kąpieli zalała nam kuchnię…

Julce natomiast już kiedyś wujek obiecał, że ją zabierze, ale może na jakiś spokojniejszy mecz i jak będzie cieplej. Będą potrzebne dwa szaliki 🙂

Wiecie, że niepełnosprawni mogą wchodzić na mecze za darmo i mają miejsce w loży pod dachem?

Do przodu

Dziś Anka, obserwując leżącą na brzuchu Marysię, stwierdziła, że jest ona conajmniej miesiąc do przodu jeśli chodzi o rozwój. Gada jak stara, głowę trzyma pięknie i w pionie i podczas leżenia na brzuchu, sięga rączkami do zabawek, precyzyjnie wkłada ręce i to co ma w rękach do buzi, podnosi pupę jakby chciała raczkować, a leżąc na plecach podnosi jednocześnie nogi i głowę jakby chciała się poderwać i usiąść. Ja tam nie weim, czy to jest do przodu czy nie, bo przy Julce to Marysia jest jak tajfun. Mówią, że w przyrodzie musi być równowaga… Ciekawe czy Marysia będzie tak samo uparta jak Julia, któa w ogóle nie chce ze mną rozmawiać (chyba, że po 23-ciej). Z panią logopedą pracuje ładnie, gdy tylko przyjdę zobaczyć czy wszystko ok, blokuje się i nic nie chce pokazywać (oczami i minami). Jak przyjeżdża ciocia Monia to do niej gada jak najęta, a do mnie zaczyna sie odzywać jak juz zgaszę światło do spania.

Z tatusiem natomiast to obie panienki już wiedzą jak postępować. Co by się nie działo, tata wraca z pracy, a dziewczynki zasypiają, żeby mógł sobie odpocząć i np. pouczyć się angielskiego.