Miesiąc temu pisałam o wirusach, które nawiedziły nasz dom: najpierw Marysia katar, potem Julia gorączka, potem mój kręgosłup i angina… Ciąg dalszy wygląda następująco: po 10 dniach z antybiotykiem wciąż jestem chora, w między czasie tata zmagał się z bólem gardła i katarem (jeszcze trochę prycha), a od dwóch dni Marysia znowu ma paskudny katar i jeszcze na dodatek spuchły jej dziąsełka, idą zęby… Do tego zalało nam mały pokój, a właściwie nasze łóżko, więc musieliśmy sie przenieść do "salonu". Mieliśmy nadzieję na podładowanie akumulatorów na corocznym skupieniu naszej wspólnoty, ale stan zdrowia naszych pociech nie pozwolił nam na wyjazd z domu. I jak tu nie mieć "depresji" (czyt. doła)?
To by było na tyle jeśli chodzi o narzekanie! Następnym razem będą już tylko dobre wieści (mam nadzieję)…
Na koniec jeszcze kolejne integracyjne zdjęcie. Ptaszek lata i śpiewa. I jak się okazuje nie tylko maluchy są nim zainteresowane. Julka nie odrywa od niego wzroku 🙂
