Mikołajki

Już mi dokucza baaardzo chroniczny brak super ekstra wiadomości, ale życie jest jakie jest…

Mikołajkowy poranek przywitał nas gorączką 38,5 u obu dziewczynek. Zamiast szukania w butach prezentów były akcje odsysania Julii i próby podania przeciwgorączkowego leku Marysi, która na sam widok lekarstw rzuca się i pluje jak popadnie. W południe udało sie opanować sytuacje na tyle, że obie trochę odpoczęły, gorączki zmalały.

Jednak farby od Mikołaja do malowania łapkami muszą poczekać. Julia źle przechodzi infekcję 😦 Jest strasznie smutna i zmęczona. Marysia notomiast, poza atakami płaczu (podejrzewam, że spowodowanego bólem dziąseł) jest w dobrej kondycji psychicznej. Wystarczy jej ściągnąć rajstopki i już zajmuje się swoimi nogami i świata poza nimi nie widzi.

Teraz obie śpią. Czoła maja jeszcze ciepłe, Julkę co chwilę przebudza katar, a Marysię jej własny okropny kaszel (też zresztą od kataru). A jutro o świcie wyjeżdżam do Koszalina, gdzie będę trzymać do chrztu Kasię. Mam nadzieję, że tata da sobie radę, czemu nie, w końcu zawsze sobie daje radę…

Dodaj komentarz