… i po świętach

Jak co roku minęły szybko i leniwie… Ale od początku:

Wgilię spędzliśmy w domu razem z prababcią, obiema babciami i dziadkami, rodzeństwem. W sumie było nas 14 osób. Dzięki wujkowi Johnowi ze Szwecji każdy miał okazję przypomnieć sobie język angielski, a przynajmniej jak się składa życzenia. Ambitniejsi usiedli bliżej gościa zza morza i prowadzili dysputy dwujęzyczne 🙂 Mikołajów w tym roku również nie zabrakło, dzięki czemu nasze dziewczynki powiększyły swój zabawkozbiór. Julii najbardziej spodobała się tablica magnetyczna na której też można pisać, a Marysi wystarczyły kolorowe opakowania prezentów.

Dużą atrakcją był nowy bęben tatusia i stół do piłkarzyków dla wszystkich domowników. Nie zabrakło też śpiewania kolęd i pasterka w murach nowo budującego kościoła.

W pierwszy i drugi dzień świąt jak co roku celebrowaliśmy stół 🙂 Czyli objadanie się świątecznymi przysmakami (gęś, ryby wszelkiej maści, sałatki, pierniki, itd.) w rytmie kolęd albo podczas oglądanie hitów telewizyjnych i oczywiście przy ogniu kominka. A dziewczynki w nowych kreacjach rozpieszczane przez wszystkich zapomniały, że były jeszcze kilka dni temu chore 🙂 

Dodaj komentarz