Nowy Rok przywitany.
W tym roku skromnie, rodzinnie (bo z wujkiem i ciocią), przy kominku i przy koncercie z Warszawy. Marysię udało się ululać w ostatniej chwili, czyli o 23:50. A Julka dzięki temu że spała w ciągu dnia o 24:00 była zwarta i gotowa do oglądania fajerwerków. Huki nie podobały się jej wcale, natomiast race kolorowe (nie takie głośne) jak najbardziej przypadły jej do gustu. O 1:00 Jula zasnęła, a my skończyliśmy świętowanie ok. 2.
A dziś rano w Maryśkowej buzi zaczął stukać pierwszy ząbek 🙂

W tym rozpoczynającym się Nowym Roku życzymy wszystkim dużo sił
do radosnego przeżywania każdego dnia,
pokoju w sercach
i spełnienia najskrytszych marzeń!