Wczorajsza noc dała nam sie we znaki. Julia obudziła się o drugiej w nocy i zasnęła o 5:30, a Marysia obudziła się o 5tej rano (poza dwoma karmieniami na śpiąco) i ponownie zasnęła po 7mej. I pewnie nie byłoby tak źle, gdyby gorączka Juleczki 😦 Po ostatnich przejściach szpitalnych wystarczą niewielkie zaburzenia parametrów żeby mnie ogrnął strach. Całe szczęście gorączka dała się zbić, i w ciągu dnia nic się nie działo.
Dziś do kościoła poszłam pieszo mocno wdychając mroźne powietrze licząc, że wymrozi mi w organiźmie paskudy odpowiedzialne za mój katar. Może w końcu pójdą precz wirusy i bakterie i trochę odsapniemy emocjonalnie. Czekam tej chwili z coraz większym utęsknieniem – mam nadzieję, że nie przyjdzie mi czekać do wiosny. Tymczasem jestem na czuwaniu.
A żeby mamusia nie oszlała z nerwów moje dziewczęta nauczyły się dziś nowych rzeczy. Marysia machania głową na "nie nie nie", a Julka mrugania na życzenie kilka razy 🙂 Piszemy na tablicy cyfrę 2, rysujemy dwa motylki i mrugamy sobie 🙂