Podróż do przeszłości

Wczoraj zamiast sprzątać mieszkanie (juz nie mam na to sił) zaczęłam sprzatać albumy do zdjęć. Regularnie wywołuję zdjęcia, bo nie lubie ich oglądać na monitorze. W związku z tym, zebrało nam się już 9 albumów i od dłużeszgo czasu obiecywałam sobie, że w końcu opiszę te zdjęcia. W końcu mi sie udało 🙂

Przypomniałam sobie wszystkie wydarzenia minionych 5 lat – bo tyle znamy się z mężem. Najtrudniej było mi przejść przez wspomnienia z ostatnich dwóch – czasu od kiedy jest z nami Julia – czasu całkiem niespodziewanych doświadczeń, przełamywania ograniczeń i burzenia barier. Niezłą szkołę przyszło nam przejść w tych latach… I choć może wydawać się, że takie trudne to życie, to tak naprawdę jest lepsze niż to które mieliśmy zanim się Jula pojawiła wśród nas – dostrzegamy więcej niż kiedyś, cieszymy się ze wszystkich drobiazgów dnia codziennego, staliśmy się bardziej aktywni, bo nie chcemy stracić ani godziny…

Lubię wracać do przeszłości. Czasem zastanawiam się co by było, gdyby…, ale za każdym razem dochodzę do wniosku, że droga jaką przyszło mi/nam przejść była tą właściwą.

Chyba niedługo urodzę, bo mnie bierze na rozmyślania 🙂 A swoją drogą to już najwyższy czas, bo za kilka dni nie będę mogła już nic. Powoli przestaję Julię podnosić, przy dłuższym staniu robi mi się słabo, spać nie mogę, a siedzi mi się nie wygodnie  – i weź tu sobie człowieku dogodź…

Baba za kierownicą

Zdałam… Cudem, ale zdałam :)))))))))

Za jakiś miesiąc, jak będę miała prawko w kieszeni uważniej się rozglądajcie na drodze w naszych okolicach, bo może być niebezpiecznie 😉 A tak naprawdę, to cieszę się, że mam to za sobą. Pan egzaminator był bardzo szorstki, ale też baaardzo wyrozumiały, no i chyba trochę nie chciał oblać kobiety w ciąży… Na moje szczęście.

Jeszcze raz dzięki za trzymane kciuki!!!

Prawo jazdy

I po pierwszym egzaminie… Po pierwszym i przed kolejnym, co nie powinno być zaskoczeniem w dzisiejszych czasach. Otoczka egzaminu sprawia, że stres jest przeogromny, a do tego kiepski samochód się trafi i porażka gwarantowana. Tak też było ze mną… Ale co tam. Przynajmniej pani w sekretariacie się zlitowała i następny termin mam… uwaga… za trzy dni – w sobotę o 10:00! Nie wiem czy to szczęście czy nieszczęście, ale stwierdziłam, że podejdę, co mi tam. Jestem na świeżo z pasem ruchu i wiedzą teoretyczną, więc spróbuję. Tylko chciałabym żeby mi autko postawili nowsze. Bo to dzisiejsze zgasło mi o jeden raz za dużo 😦

Dziękuję wszystkim tym, co trzymali kciuki dzisiaj, i proszę żebyście w sobotę trzymali jeszcze mocniej 🙂 ale też nie za mocno, bo za trzecim razem nie będzie co trzymać 😉 

Zdrowe żywienie

W ramach relaksu i mojego przymusowego leżenia (choć trochę dziennie) przetrząsnęłam dziś gazetkę "Karmienie i zdrowie", która mi wcisnęły w ręce w ramach promocji panie ze sklepu dziecięcego. Fajnie się czyta, super przepisy, strasznie chciałabym coś Julce wprowadzić innego, jest tylko jeden problem – połowa nie da się zmiksować tak, żeby przejść przez sondę 😦 Płatki owsiane czy inne zbożowe, grube kasze, pestki z pomidora, z niektórych owoców małe pesteczki (maliny), pełnoziarniste pieczywo, jabłko ze skórką, orzechy – tą są produkty których nie chwyta nasz blender. Robię zupy na mięsku z indyka i z górą warzyw przeróżnych, daję kaszki te dla dzieci, owoce i serki (danonki, danio, jogurty), no i raz mleko (okropny Nutramigen – bo lepiej się trawi), wodę do picia, czasem soki, herbatki. Takie to mało różnorodne 😦 zwłaszcza jak sie poczyta przepisy w tych dziecięcych gazetkach – "francuska sałatka z ryby", "schabowa kieszonka ze śliwkami"… Tak bym chciała znaleźć czas na takie ekstra gotowanie (zdrowe i do zmielenia), może zainwestuję w jakiś sprzęt, chodzi mi coś po głowie, ale nie wiem czy się sprawdzi.

A Wy macie jakieś fajne pomysły dziecięce w kuchni? Takie proste i szybkie i niedrogie – no i zdrowe 🙂

Teoria za mną

Wczoraj zdałam państwowy egzamin teoretyczny na prawo jazdy. Termin praktycznego mam na 18 czerwca 🙂 Ciekawe czy zmieszczę się jeszcze do samochodu, bo tempo wzrostu mojej osoby, a dokładnie brzucha, jest powalające… No zobaczymy co to będzie. Przez półtora miesiąca to mogę zapomnieć jak się trzyma kierownicę 😉 nie wspominając już o tajemnych pułapkach na trasie egzaminacyjnej… Ale będziemy się martwić w czerwcu, a teraz cieszymy się pięknym majem… 

Gorący okres…

Przepraszam, że dawno wieści żadnyc nie było, ale mieliśmy w tym tygodniu istny meksyk – przygotowania do pogrzebu, sam pogrzeb, 15-lecie małżeństwa przyjaciół, delegację taty, ja wznowiłam kurs prawa jazdy i co chwilę jeżdżę (na marginesie – nawet nieźle mi idzie 🙂 ), a dziś jeszcze parapetówa u wujka Pawła i cioci Moni.

Jula ma sie dobrze, coraz więcej gada. Obiecuję, że jak trochę złapię oddech to nagram i umieszczę 🙂

Tymczasem, pozdrawiam!!! 

[*][*][*]

Wczoraj ok. 22.30 odeszła do Pana moja prababcia, a Julki praprababcia… I choć miała prawie 97 lat i była już w kiepskiej formie, to zaskoczyła nas… Ale teraz przynajmniej jest już szczęśliwsza i spokojniejsza…

Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie, a Światłość Wiekuista niechaj jej świeci na wieki. Amen.

Kołysanka

A na dobranoc dla moich Maleństw nauczyłam się śpiewać to: 

Śpij Maleństwo już

 

Śpij Maleństwo już,
Słodkie oczka zmruż,
Tyle chcesz przejść nieznanych dróg,
a tu czas na spanie.


Śpij Maleństwo już,
Z gwiazdek leci srebrny kurz,
Nie dorastaj, nie masz czas,
Niech Cię sen otuli.
Słuchaj mnie, ułóż się,
Ziewnij sobie, dobrej nocy to znak.
Oczy zmruż, zawsze będę Cię kochać tak mocno.


Śpij Maleństwo już,
Nad Tobą księżyc świeci tuż,
Twój cichy sen raduje mnie.
Więc, śpij Maleństwo już,
W senne trasy rusz,
nie dorastaj jeszcze, nie.

Dylematy

Jak każdy człowiek także i ja/my przeżywamy dylematy związane z chorobą Julki. Tak było rok temu, kiedy zakładali jej tracheotomię (decydować się żeby wyjść do domu czy poczekać, może wróci na własny oddech?), kiedy wrócilismy do domu otoczeni sprzętem (tu było mnóstwo pytań jak sobie radzić), przy każdym kroku w kierunku ludzi (izolować, żeby nie była chora, czy integrować się?), nawet teraz przy zmianie "operatora" (przejść na Polanki czy zostać w Sue Ryder?)… Każdy ma zawsze dużo do myślenia. W końcu wszystkim zależy na najlepszych rozwiązaniach. Samo życie!!!

Ostatnio pojawił się temat przykurczy w kolanach… Problem polega na tym, że Julce robią się przykurcze w kolankach, co zresztą jest całkiem normalne przy takich problemach i kompletnie niezależne od rehabilitacji (bo dziecko ćwiczy po ok. godzinie dziennie, a pozostałe 23 godziny?). Jednak są różne sposoby myślenia nawet wśród naszych rehabilitantów. Z jednej strony powinno się dużo układać nogi prosto, a to najlepiej robić w pozycji leżącej, z drugiej przecież nie będzie Jula leżała cały czas, bo nogi mają być proste, ale będzie większość dnia siedzieć (póki jeszcze super toleruje tę pozycję), żeby mogła lepiej poznawać świat. Poza tym wpakowanie nogi w łuskę czy but na pół dnia spowoduje, że nie będzie możliwości ruchu, który jeszcze w tych nogach jest jako taki (zwłaszcza w stopach). I nawet nie o to chodzi, co wybrać, bo dla nas cenne jest to siedzenie i tu darujemy sobie przymusowe leżenie. Chociaż buciki kupimy po to chociażby żeby na dwór na boso jej nie zabiarać 🙂 Tylko tak sobie myślę, że jak się trafi na takich specjalistów, którzy zaczną straszyć przykurczami i krzywym kręgosłupem, to dziecko przeleży całe życie i nic nie zobaczy. Ja wiem że lekarze, rehabilitanci chcą jak najlepiej, ale często patrzą na problem z punktu jedynie medycznego, anatomicznego, a nie po życiowemu.

Ja np. żałuję że nikt mi nie powiedział, żeby próbować chociaż wodę dawać Julce do picia buzią w szpitalu (po czasie opowiedziała mi jedna mama, że tak robiła potajemnie ze swoim dzieckiem i dziś jeszcze połyka trochę), może by jeszcze połykała, ja słuchałam strasznych opowieści jak to dziecko się zaleje, zachłyśnie i kolejne zapalenie płuc przyjdzie itd. Zresztą czemu zaczęliśmy ją tak późno sadzać pionowo? Też z tego powodu – bo sie zaleje… Jak się zalewa to odsysamy.