Wczoraj zamiast sprzątać mieszkanie (juz nie mam na to sił) zaczęłam sprzatać albumy do zdjęć. Regularnie wywołuję zdjęcia, bo nie lubie ich oglądać na monitorze. W związku z tym, zebrało nam się już 9 albumów i od dłużeszgo czasu obiecywałam sobie, że w końcu opiszę te zdjęcia. W końcu mi sie udało 🙂
Przypomniałam sobie wszystkie wydarzenia minionych 5 lat – bo tyle znamy się z mężem. Najtrudniej było mi przejść przez wspomnienia z ostatnich dwóch – czasu od kiedy jest z nami Julia – czasu całkiem niespodziewanych doświadczeń, przełamywania ograniczeń i burzenia barier. Niezłą szkołę przyszło nam przejść w tych latach… I choć może wydawać się, że takie trudne to życie, to tak naprawdę jest lepsze niż to które mieliśmy zanim się Jula pojawiła wśród nas – dostrzegamy więcej niż kiedyś, cieszymy się ze wszystkich drobiazgów dnia codziennego, staliśmy się bardziej aktywni, bo nie chcemy stracić ani godziny…
Lubię wracać do przeszłości. Czasem zastanawiam się co by było, gdyby…, ale za każdym razem dochodzę do wniosku, że droga jaką przyszło mi/nam przejść była tą właściwą.
Chyba niedługo urodzę, bo mnie bierze na rozmyślania 🙂 A swoją drogą to już najwyższy czas, bo za kilka dni nie będę mogła już nic. Powoli przestaję Julię podnosić, przy dłuższym staniu robi mi się słabo, spać nie mogę, a siedzi mi się nie wygodnie – i weź tu sobie człowieku dogodź…