Trochę ciszy u nas ostatnio, ale jeszcze się Marysia nie urodziła – chociaż kopie nogami i się kręci jakby chciała wyjść. Do ciężkich nóg i napiętego brzucha doszły zgagi, całe szczęście, że Manti pomaga.
A skoro już piszę, to chcę Wam powiedzieć coś o pewnej młodej, wyjątkowej osobie. Odezwała się do mnie kilka miesięcy temu, że mogłaby przyjść pobawić się z Julką, a ja w tym czasie mogłabym się zająć domem, sobą. I przyszła i polubiła Julka – Weronikę. A Weronika przyszła drugi i trzeci raz i tak już zostało. Jak ma trochę czasu to wpada do nas żeby zająć Julę czytaniem czy zabawą. Czasem wyjdziemy na specer i do sklepu. W ostatnich dniach jej pomoc była niezastąpiona – za co jestem jej przeogromnie wdzięczna.
Niesamowita jest ta bezinteresowność młodych wolontariuszy. A tyle się gada, że ta dzisiejsza młodzież to to, czy tamto… Oby każde dziecko takie jak Julka doświadczyło wsparcia ludzi takich jak Weronika…