Spacer w deszczu

Dziś w ramach przyspieszania porodu moja mama i ciocia wymyęliły pieszą wyprawę do Pruszcza (3km), oczywiście z Julką… Gdy wychodziłysmy z domu pogoda była nawet znośna, ale po pierwszych 10 minutach marszu w ruch poszły parasole i pokrowiec na wózek:

Potem zerwał się jeszcze wiatr:

Trochę posiedziałyśmy na gościnie u cioci Moni i wujka Pawła. I gdy nabrałyśmy sił na dalaszy spacer i się wypogodziło wyruszyłyśmy na podbój lokalnych sklepów. Po dwóch godzinach buszowania w torebkach, sukienkach i innych ciuszkach doładowałyśmy akumulatory goframi i poszłyśmy z powrotem do domu. I znów zaczęło padać i wiać. Ledwo doszłam… Już nie wiedziałam czy mnie boli brzuch od kolki czy od skurczy… Tak czy inaczej, jestem już w domu, dotleniona, wykończona – a akcji porodowej jak nie było tak nie ma i dalej czekamy…

A Jula jak to Jula – porozglądała się, pospała, nałykała świeżego powietrza i ma nową zabawę – ze smoczkiem. Cały czas go wypluwa a potem pokazuje oczami żeby jej dać z powrotem i znowu wypluwa i tak w kółko…

Dodaj komentarz