Na pediatrii

Od dziś leżymy na pediatrii w szpitalu wojewódzkim. Musimy trochę przeorganizować nasze życie na czas pobytu na tym oddziale. W szpitalu musimy być z Julą 24 godziny na dobę. Jula jest zadowolona z tego faktu, Marysia jeszcze nieświadoma co ja czeka więc nie narzeka.

Julinkowy brzuch się powoli leczy. Dziś lekarze założyli jej cewnik Foleya, ale jeszcze przez niego nie karmią. Chcą żeby się wszystko ładnie zagoiło. Jula znosi wszystko tak dzielnie, że aż mnie szokuje. Dziś podczas tych wszystkich przenosin, wycieczki na rentgen, zakładania tego cewnika była wyluzowana i spokojna.

Teraz Julia jest z tatusiem. Ja jadę na noc do szpitala. Nie za bardzo będzie teraz jak pisać, więc czekajcie cierpliwie na kolejne wieści.

Był PEG – nie ma PEGa

Dziś w szpitalu wojewódzkim Julkę obejrzeli pediatrzy gastroenterolodzy (chyba czterech ich było i jeszcze anestezjologów dwóch) i miała zrobioną gastroskopię.

Rana przy PEGu wyglądała/wygląda strasznie więc go wyciągnęli i zostawili chwilowo otwarty brzuszek żeby się trochę podleczył.

Dodatkowo w badaniu wyszło, że Jula ma stan zapalny żołądka i kilka babrzących się wrzodów (podejrzewam że to nie jest sprawa tygodnia, ale już w lipcu musiało się zacząć, kiedy pojawiły się problemy z trawieniem jedzenia). Wszystko brzmi strasznie, ale dla Juli to dobre wieści – bo w końcu wiadomo na co leczyć.

Wyciągnięty PEG natomiast znaczy tylko tyle, że już nie będzie trzeba go wyciągać w znieczuleniu za dwa lata. Teraz jak się podgoi rana to założą Julce w tą samą dziurkę coś, czego nazwy nie pamiętam, ale ma być wygodne w używaniu i przede wszystkim będzie to można wymieniać w domku.

Dla mnie to wszystko jakiś medyczny bełkot, zdaję się w tych sprawach na specjalistów i czekam… Do niedzieli mamy obrany kierunek – szpital wojewódzki. Co dalej, czas pokaże…

Jednak nie proste

Chyba przestanę się nastawiać i nakręcać. Jutro jednak Jula nie wyjdzie do domu.

Dziura od PEGa wciąż przecieka. Jutro ma przyjechać specjalnie do Julki chirurg, obejrzeć i zdecydować co dalej.

Poza tym przeciekiem Jula czuje się dobrze. Ma na sali dużo starszego kolegę – śmieją się, że mógłby być jej tatą. Najważniejsze jest to, że Dominik ma coś, co Julę super relaksuje … – telewizor 🙂

Światełko

Jest szansa na piątkowe wyjście. Jeśli w badaniach będzie wszystko w porządku to po ostatniej dawce antybiotyku dożylnego może Jula zostanie wypisana.

Dziś z PEGa też ciekło, ale dowiedziałam się, że to może być (znów "może", ale na OIOMie większość jest "może" – trzeba przywyknąć) skutek obkurczania się pooperacyjnej opuchlizny. Obrzęk się zmniejsza i robi się rozszczelnienie. Trzeba wtedy podciągnąć PEGa (nauczę się tego przed wypisem) i przeciekanie ustaje. Proste… Hmm…

Utknąć w szpitalu

Niestety Jula wciąż okupuje szpital.

Rany pooperacyjne (przy rurce i przy PEGu) się nie goją tak jak powinny, a rzesza bakterii, które po cichu zamieszkiwały Julki ciałko zaatakowały właśnie te rany.

Do tego doszedł problem z jedzeniem i anemia. Jakieś fusy zbierają się w Julki żołądku, a obok PEGa wycieka treść żołądka. Trzeba zrobić dokładniejszy wywiad, może nawet gastroskopię.

Jula dzielnie znosi cały pobyt w szpitalu. Tęskni, chociaż przy nas nie daje tego po sobie poznać. Kiedy nas nie ma słucha bajek na discmanie (jeśli panie pielęgniarki jej włączą). W ciągu dnia przywozimy laptopa to ogląda bajki i razem gramy w gry. Zdecydowanie lubi mieć na uszach słuchawki (taki sposób na odcięcie). Na szczęście nie ma gorączki, a parametry zapalne spadają. Oby tylko się nic więcej nie przyczepiło i szybko wyjaśniła się sprawa z PEGiem i karmieniem.

W piątek tata wraca do pracy, więc zacznie się kombinowanie z czasem.

Eh… szpitale. Jak się utknie, to ciężko wyjść.

Jak zwykle nie tak

"Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Opowiedz Mu o swoich planach."

Dziś o 12 Julka miała wrócić do domu.
Miała…
Nie wróci, bo się coś przypałętało. CRP podwyższone.
I znów antybiotyk.
Wędrówki po oddziałach (laryngologia, blok operacyjny, OIOM w wojewódzkim i OIOM na Polankach) zaszkodziły.

Nie chce mi się nawet pisać. I nie chodzi o strach o Juli zdrowie (bo klinicznie i psychicznie dobrze się czuje), ale o to, jak to jest z naszymi planami. Tata akurat ma urlop jeszcze przez tydzień. Jutro jest chrzest małej Weroniki, której tata będzie chrzestnym. Na chrzcie nas nie będzie (mnie i Juli), a urlop spędzimy osobno, dzieląc czas miedzy dzieci – trochę to frustrujące…

I choć wierzymy, że plan Opatrzności jest jak zwykle doskonały (o czym przekonamy się dopiero po tym wszystkim), to dzisiaj mamy podcięte skrzydła… A z takimi podciętymi skrzydłami nic się nie chce.

I po

Udało się wszystko (chyba) – ciężko powiedzieć, bo nie gadaliśmy z lekarzami… Jula została na obserwacji na OIOMie. Wieczorem jeszcze zajedziemy do niej, bo teraz śpi. Więcej napiszę jutro… Teraz czas na odreagowanie.

Dziękuję za Wasze modlitwy i trzymane kciuki!!!

Zabiegi w znieczuleniu

Dwie godziny temu wróciliśmy ze skróconego o jeden dzień urlopu rekolekcyjnego.  Tym razem byliśmy w Koszalinie. Jak zawsze wzbogaciliśmy się o nowe treści, nowe zadania. To był bardzo dobry czas. Musieliśmy tylko opuścić zabawę taneczną (która właśnie trwa)…

Dobra, nie narzekam, wiadomo służba zdrowia dyktuje terminy 😉 Jutro skoro świt musimy być w szpitalu wojewódzkim gdzie Juli założą PEGa i zrobią plastykę tracheostomii. Jak już to będzie za nami, to myślę, że wrócimy do aktywności blogowej i jakieś fotki nowe się pojawią…

A teraz uciekam.Wspomnijcie jutro rano o Julce…

Domowe doleczanie

Jula jest już w domku, już ogląda swoje ulubione bajki…

Dzisiaj ok. południa dwaj przystojni ratownicy medyczni przywieźli nas do domu karetką. Stan Julii (zgodnie z moimi przewidywaniami) jest rewelacyjny. Wygląda świetnie i medycznie też jest świetnie. Tak została w szpitalu porządnie „oczyszczona”, że teraz odsysamy się co 3 godziny (przed wyjazdem do szpitala bywało co 10 minut). Jeszcze tylko 4 doby musi dostawać antybiotyk doustnie.

W czasie kiedy Julia nabierała sił my i nabieraliśmy sił. Załadowaliśmy akumulatory w kinie i na spotkaniach ze znajomymi. Teraz znów musimy wrócić do naszego rytmu, ale już dziś wiem, że trzeba do niego wprowadzić więcej wyjść – dalszych niż do ronda przy którym jest TESCO… Ostatnie cztery dni codziennie przemierzałam prawie cały Gdańsk autobusem, a potem tramwajem. Miałam okazję poczuć „oddech” miasta – to dla mnie fantastyczne przeżycie – taka mała wyprawa w przeszłość, kiedy to codziennie dojeżdżałam z naszej wsi do szkół w mieście. Wzięło mnie na sentymenty 😉

Gronkowiec

Julę zaatakował się jej własny gronkowiec, którego jest nosicielką – tak się okazało po badaniach – zapalenie płuc. Antybiotyk jest trafiony, bo parametry zapalne lecą na łeb na szyję. Jeśli wszystko będzie dobrze to za kilka dni Jula wróci do domu i tu będzie mogła kontynuowac leczenie. Pobyt w szpitalu Jula znosi dzielnie. Pożyczyliśmy discmana dzięki czemu Jula sobie jak nas nie ma może słuchać bajek albo muzyki.

Dziękuję za słowa otuchy…