Jak zwykle nie tak

"Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Opowiedz Mu o swoich planach."

Dziś o 12 Julka miała wrócić do domu.
Miała…
Nie wróci, bo się coś przypałętało. CRP podwyższone.
I znów antybiotyk.
Wędrówki po oddziałach (laryngologia, blok operacyjny, OIOM w wojewódzkim i OIOM na Polankach) zaszkodziły.

Nie chce mi się nawet pisać. I nie chodzi o strach o Juli zdrowie (bo klinicznie i psychicznie dobrze się czuje), ale o to, jak to jest z naszymi planami. Tata akurat ma urlop jeszcze przez tydzień. Jutro jest chrzest małej Weroniki, której tata będzie chrzestnym. Na chrzcie nas nie będzie (mnie i Juli), a urlop spędzimy osobno, dzieląc czas miedzy dzieci – trochę to frustrujące…

I choć wierzymy, że plan Opatrzności jest jak zwykle doskonały (o czym przekonamy się dopiero po tym wszystkim), to dzisiaj mamy podcięte skrzydła… A z takimi podciętymi skrzydłami nic się nie chce.

Dodaj komentarz