Domowe doleczanie

Jula jest już w domku, już ogląda swoje ulubione bajki…

Dzisiaj ok. południa dwaj przystojni ratownicy medyczni przywieźli nas do domu karetką. Stan Julii (zgodnie z moimi przewidywaniami) jest rewelacyjny. Wygląda świetnie i medycznie też jest świetnie. Tak została w szpitalu porządnie „oczyszczona”, że teraz odsysamy się co 3 godziny (przed wyjazdem do szpitala bywało co 10 minut). Jeszcze tylko 4 doby musi dostawać antybiotyk doustnie.

W czasie kiedy Julia nabierała sił my i nabieraliśmy sił. Załadowaliśmy akumulatory w kinie i na spotkaniach ze znajomymi. Teraz znów musimy wrócić do naszego rytmu, ale już dziś wiem, że trzeba do niego wprowadzić więcej wyjść – dalszych niż do ronda przy którym jest TESCO… Ostatnie cztery dni codziennie przemierzałam prawie cały Gdańsk autobusem, a potem tramwajem. Miałam okazję poczuć „oddech” miasta – to dla mnie fantastyczne przeżycie – taka mała wyprawa w przeszłość, kiedy to codziennie dojeżdżałam z naszej wsi do szkół w mieście. Wzięło mnie na sentymenty 😉

Dodaj komentarz