Niby wszystko zaleczone, ale cały czas nawracają stany podgorączkowe u Julii. Na szczęście tylko w ciągu dnia. Noce Jula bardzo ładnie przesypia (w przeciwieństwie do Marysi), dzięki czemu nie jesteśmy do końca padnięci. Mimo to ostatni tydzień był jakiś taki byle jaki. Nie mamy na nic ochoty, chodzimy rozespani i przybici. Ostatnia nadzieja w wiośnie…
Żeby nie było mało, to dwie panie terapeutki się pochorowały i Jula nie ma prawie w ogóle zajęć (poza tymi z jeszcze zdrową Martą i nami – rodzicami). A w sąsiedztwie panuje jakaś grypa żołądkowa – oby do nas nie dotarła… Z tego co pamiętam, w latach ubiegłych też „żołądkówka” (nie mylić z „żołądkową”) też pojawiła się razem z roztopami.
Eh… nie lubię narzekania, ale na nic innego mnie dzis nie stać 😦