Dziś w szpitalu wojewódzkim Julkę obejrzeli pediatrzy gastroenterolodzy (chyba czterech ich było i jeszcze anestezjologów dwóch) i miała zrobioną gastroskopię.
Rana przy PEGu wyglądała/wygląda strasznie więc go wyciągnęli i zostawili chwilowo otwarty brzuszek żeby się trochę podleczył.
Dodatkowo w badaniu wyszło, że Jula ma stan zapalny żołądka i kilka babrzących się wrzodów (podejrzewam że to nie jest sprawa tygodnia, ale już w lipcu musiało się zacząć, kiedy pojawiły się problemy z trawieniem jedzenia). Wszystko brzmi strasznie, ale dla Juli to dobre wieści – bo w końcu wiadomo na co leczyć.
Wyciągnięty PEG natomiast znaczy tylko tyle, że już nie będzie trzeba go wyciągać w znieczuleniu za dwa lata. Teraz jak się podgoi rana to założą Julce w tą samą dziurkę coś, czego nazwy nie pamiętam, ale ma być wygodne w używaniu i przede wszystkim będzie to można wymieniać w domku.
Dla mnie to wszystko jakiś medyczny bełkot, zdaję się w tych sprawach na specjalistów i czekam… Do niedzieli mamy obrany kierunek – szpital wojewódzki. Co dalej, czas pokaże…