Niestety Jula wciąż okupuje szpital.
Rany pooperacyjne (przy rurce i przy PEGu) się nie goją tak jak powinny, a rzesza bakterii, które po cichu zamieszkiwały Julki ciałko zaatakowały właśnie te rany.
Do tego doszedł problem z jedzeniem i anemia. Jakieś fusy zbierają się w Julki żołądku, a obok PEGa wycieka treść żołądka. Trzeba zrobić dokładniejszy wywiad, może nawet gastroskopię.
Jula dzielnie znosi cały pobyt w szpitalu. Tęskni, chociaż przy nas nie daje tego po sobie poznać. Kiedy nas nie ma słucha bajek na discmanie (jeśli panie pielęgniarki jej włączą). W ciągu dnia przywozimy laptopa to ogląda bajki i razem gramy w gry. Zdecydowanie lubi mieć na uszach słuchawki (taki sposób na odcięcie). Na szczęście nie ma gorączki, a parametry zapalne spadają. Oby tylko się nic więcej nie przyczepiło i szybko wyjaśniła się sprawa z PEGiem i karmieniem.
W piątek tata wraca do pracy, więc zacznie się kombinowanie z czasem.
Eh… szpitale. Jak się utknie, to ciężko wyjść.