Jestem, pamiętam, czuwam…

Rok rocznie na Jasnej Górze odbywa się czuwanie nocne Ruchu Szensztackiego. Dwa lata temu wybrałam się z Marysią pod sercem. Rok temu wysłaliśmy tatusia. W tym roku zostawiłam wszystkich pod czuja opieką cioci Ewy – tata by sobie poradził sam, ale co dwie pary uszy przy Julce to nie jedna 😉 Wsiadłam w autokar i ruszyłam do Częstochowy razem z grupą szensztatowców z naszej diecezji.

W tym roku przewodnim tematem czuwania było kapłaństwo. Przed tronem Królowej Polski zebrało się ok. tysiąc ludzi związanych z naszą wspólnotą. Była to wspaniała okazja do spotkania, do modlitwy, do wysłuchania ciekawych wykładów, do wysłuchania świadectw, do śpiewu, który jest podwójna modlitwą. Kulminacyjnym punktem czuwania była Eucharystia pod przewodnictwem bp. Pawła Cieślika, który od zeszłego roku opiekuje się Ruchem Szensztackim. I choć były momenty, że zamykały mi się oczy, to dotrwałam do końca i nic nie przespałam 🙂

Czuję jak wypełnia mnie radość, której nic nie jest w stanie przyćmić. Chciałabym, żeby to uczucie trwało i trwało, przynajmniej do przyszłego weekendu, podczas którego jedziemy na nasze coroczne rekolekcje. Tam będziemy dalej napełniać się duchem wspólnoty, modlitwy i może w końcu wiosna zawita w nas na dobre…

Do przemyślenia

Zachęcam bardzo do zapoznania się z treścią ostatniego wpisu marzek2 (autorki bloga „Mały Rycerz”):

CZYJE SĄ DZIECI?

Słyszałam wcześniej o nowym projekcie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, ale nie sądziłam, że na dniach ma się rozstrzygać jej wprowadzenie. Nie będę się rozpisywać, bo uważam że marzek2 zrobiła to idealnie, uwzględniając również moje poglądy… Napiszę tylko, że czytając doniesienia prasowe na ten temat jestem coraz bardziej przerażona…

 

Nowy Rok bieży

Szykujemy się do pożegnania roku 2009.

Był jaki był. Dobry czy zły – nie wiem…

Przyniósł bardzo wiele doświadczeń, tyle samo miłych i słodkich co smutnych i gorzkich. Zasiał w naszych sercach dużo radości, ale też dużo nowych lęków. Był to rok budowania więzi, rok różnych działań i przemyśleń.

Czego życzymy Wam i sobie z okazji przychodzącego Nowego Roku?

Hmm… Chciałoby się tego więcej i owego mniej… Może po prostu:

 

Niech nie zabraknie nam sił do przeżywania każdego dnia,

do przyjmowania każdego nowego doświadczenia.

Niech będzie w nas więcej miłości do drugiego człowieka,

więcej wiary i jeszcze wiecej nadziei.

Kolejne Boże Narodzenie

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna obręcz uciskają ludzi w ich samotności, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”, tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego, moralnego i duchowego ubóstwa, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze, jak bardzo znikome są twoje możliwości i jak wielka jest twoja słabość, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg pokochał innych przez ciebie, zawsze wtedy, jest Boże Narodzenie.

Matka Teresa z Kalkuty

 

W Wigilię Narodzin Zbawiciela życzymy Wam wszystkim

pokoju i miłości płynących ze żłóbka.

Niech spływa na Was błogosławieństwo Bożej Rodziny.

 

Dziękujemy za Waszą obecność w naszym życiu!

Marysia, Julia, Darek i Ania

Wszystkich Świętych

1 listopada, Dzień Wszystkich Świętych – dobra okazja, żeby przyjrzeć się żywotom ludzi, którzy swoim życiem świadczyli o Chrystusie i zostawili nam przykład jak żyć w świętości, nie marnując czasu, który został nam dany tu na ziemi.

W szczególny sposób dziękuję Bogu za życie św. Jana Marii Vianney’a, św. Joanny Beretty Molla oraz Jana Pawła II i o. Józefa Kentenicha…

Dzisiaj też w szczególny sposób zwracam swe myśli w kierunku wszystkich dzieci, które za wcześnie opuściły nasze ziemskie życie. I choć nie do końca rozumiem zamysł Boży i trudno mi się z tym po ludzku pogodzić, to wierzę, że swoim krótkim życiem zasłużyły na miejsce blisko Tronu Pana. Dlatego też dziś zapalając świeczkę modlę się do nich

– do Natalki, Wiktorii, Emilka, Ewelinki, Michała, Poli, Oskarka, Kamila, Karolka, Laury, Tomcia, Mikołajka, Mateusza, Nikodema, Ani, Bartusia, Igorka, Oliwki, Danusi, Jonaszka, Jasia, Izy, i do nienarodzonych świętych dzieci,

prosząc je o wstawiennictwo u Boga, o opiekę nad moją rodziną, o wsparcie w trudnych chwilach, o wiarę w cuda, o nadzieję i o miłość.

Jutro w Dzień Zaduszny będę się modlić za tych którzy odeszli i potrzebują naszej modlitwy, aby przekroczyć bramy Raju, za moich dziadków, za wujków i ciocie…

Sen

Miałam dziś piękny sen. Byliśmy u przyjaciół w ich nowym mieszkaniu czteropokojowym (na które czekają w rzeczywistości). W pewnym momencie Jula wstała ze swojego siedziska i jak gdyby nigdy nic zaczęła gonić sie po pokoju z 3,5-letnim kolegą (synkiem przyjaciół). Stałam tam i nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Zaraz się obudziłam…

Czas pożegnania

W czwartek o 20:10 odszedł do Domu Ojca Michał – 14-letni przyjaciel naszej rodziny, a w szczególności wujka Karola. Prosimy Was o modlitwę za rodzinę Michała – o siłę i wiarę.

„Wieczny odpoczynek racz mu dać Pani, a Światłość Wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków.

Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen”

Dziś o mnie

Zostałam dziś ‚ustrzelona’ przez Anię – mamę Mateuszka i pozwolę sobie na wciągnięcie do zabawy 🙂

Zasady:

– podac linka do bloga osoby, ktora nas ‚ustrzelila’ – http://swiatmateusza.blox.pl

– zacytować u siebie ‚zasady’ zabawy – co też czynię

– napisać sześć rzeczy o sobie,

– ‚ustrzelic’ nastepnych szesc osob,

– uprzedzic wybrane osoby, zostawiajac komentarz na ich blogu.

Coś o sobie… Hmm…

1. Jestem wysokoreaktywną i wysokoperseweratywną choleryczko-sangwiniczką – tak mówią testy 🙂

2. Uwielbiam czytać książki, różne książki, ale najbardziej powieści sensacyjne-kryminalno-dokumentalne – im większa teoria spisku, tym lepsza książka – moi ulubieni autorzy to Follett, Forsyth, Patterson, Coben. Ostatnio brak mi na to czasu, ale staram się nie wypadać z obiegu i moja biblioteczka wciąż się powiększa (czeka na mnie już 7 książek na półce).

3. Od kiedy jestem w domu z Julią wciągnęło mnie rękodzieło – robienie kartek okolicznościowych i ostatnio decoupage. Chociaż mam mało czasu staram się cały czas coś robić – wycinać, wyklejać, lakierować… Mało to związane z moim wykształceniem (jestem biotechnologiem), ale muszę przyznać, że daje mi wiele satysfakcji.

4. Kuchnia to mój kolejny światek. Może nie jestem jakąś super kucharką, ale lubię gotować i lubię dobrze/smacznie zjeść. Od kiedy mam thermomixa codziennie piekę chleb, robię masło, serek topiony i waniliowy, dżemiki i co najbardziej mi się podoba – zupy krem w 8 minut 🙂

5. Jestem komputeromaniakiem. Kiedy już wszyscy śpią siadam do komputera i wciąż cos w nim robię – albo przeszukuję sieć (najczęściej allegro), albo bawię się grafiką, albo gram w gry, albo coś tam tworzę (w MSOffice).

6. Ostatnimi czasy mam obsesję na punkcie dr Housa. Właściwie nie rozumiem czemu – jako człowiek jest do kitu, nie umie rozmawiać z ludźmi tak żeby ich nie zranić, gdyby diagnozował Julkę chyba bym dostaa szału, mimo to serial mi się bardzo podoba. Może to dlatego, że bardzo medyczny i analityczny jest…

To tyle.

Do zabawy zapraszam:

Gofer – http://preclowastrona.blox.pl/

Ewelinę – http://adawnuk.pl/

Basik – http://anton2001.blog.onet.pl/

Zabadana – http://kulinarnefrustracje.blox.pl/

Megi – http://blondyniblondyna.blox.pl/

Wokół jedzenia

Witajcie po tygodniowej przerwie… Nie mam czasu na pisanie 😦 Marysia chodzi całkiem nieźle i choć nie trzeba juz jej tak bardzo asekurować, to niestety trzeba asekurować mieszkanie przed jej łapkami. Dosięga prawie wszędzie, otwiera szafki i szuflady, robi mi porządki w ubraniach, papierach. Na razie zabezpieczyłam lodówke i zamrażalkę 🙂

Ale chciałam napisać o jedzeniu słów parę… Mam wrażenie że mojej życie od jakiegoś czasu kręci sie wokół właśnie jedzenia. Rano budzi mnie Marysia, bo chce jeść – dobrze że nie muszę wstawać i przygotowywać mleka, tylko mam wszystko przy sobie 😉 Kiedy się naje, wstajemy i szybko sie ubieramy. Kiedy Julka sie obudzi musze dać jej pić, potem szybko ja ubieram, bo zaraz trzeba podać śniadanie Marysi i sama musze cos przekąsić, żeby mieć siły. Karmienie Maryśki trwa tyle, że kiedy kończy Julka musi zjeść drugie śniadanie. Potem szykuję obiad dla wszystkich – papkę dla Julii, absolutnie NIE papkę dla Marysi, no i coś dla nas. Między jabłkiem, a chrupkiem małej Jula już wypatruje obiadu, potem młoda je obiad, później muszę zagrzać obiad bo tatuś wraca z pracy, a kiedy zje i zajmie sie dziećmi, ja mogę zjeść. Po sprzątnięciu kuchni jest pora podwieczorku – Jula, Marysia, tata i ja. Co drugi/trzeci dzień w ramach zmiany otoczenia wychodzę do sklepu, a w nim robię zakupy z myślą, co komu i na co do jedzenia kupić. Gdy wracam do domu jest czas kolacyjki. Tata karmi Julę, a ja Marysię – jak się uda to kaszką. Wieczorem dzieci idą spać, a ja przygotowuję jedzenie na nastepny dzień, albo gotuję zupę dla Julii na kilka dni, raz w tygodniu zakręcam ciasto na chleb, żeby go rano upiec. Gdy ogarne dom sama zasiadam do póóóóźnej kolacji (uprzedzając komentarze – nie zrezygnuję z nocnego jedzenia chociaż wiem że to niezdrowe!) Zapomniałam dodać, że kilka razy w ciągu dnia (i parę w nocy) Maryśka podchodzi do mnie z nastawieniem konsumpcyjnym – muszę wtedy się zatrzymać i nakarmić/napoić spragnione natury dziecko. I tak dzień za dniem…

I pewnie byłoby ze mną kiepsko, ale dzięki Bogu KOCHAM JEDZENIE. Uwielbiam gotować, a w szczególności konsumować to co mi wyjdzie… Dziś też cos za mną chodzi. Hmm… Jeszcze nie rozeznałam. Może naleśniki orzechowe z nutellą albo omlet z konfiturą?

1 maja

Pan Bóg w różny sposób przekazuje nam różne rzeczy. Trzeci rok z rzędu wybieraliśmy się na naszą szensztacką pieszą pielgrzymkę do Matemblewa z Oliwy. W ubiegłych latach wystarczyła zmiana pogody i zostawaliśmy w domu. W tym roku pogoda jest piękna, ale ja mam 38 st gorączki (a jak na mnie to baaaardzo dużo) :/ Darek sam z obiema dziewczynami nie dałby rady pojechać, poza tym po dogłębnej analizie stwierdziliśmy, że dla Julii 5 godzin w wózku, z czego 3 po wertepach chyba nie jest za dobrym rozwiązaniem. Ostatecznie Darek z Marysią pojechali prosto do Matemblewa, a do mnie przyszła Weronika i zabrała Julię na dwór. Siedzą teraz w ogródku sobie, a ja próbuję trochę ogarniać swoje zdrowie – ciężko się leczyć nie mogąc przyjmować żadnych leków (bo karmię jeszcze Marysię)…