Witajcie po tygodniowej przerwie… Nie mam czasu na pisanie 😦 Marysia chodzi całkiem nieźle i choć nie trzeba juz jej tak bardzo asekurować, to niestety trzeba asekurować mieszkanie przed jej łapkami. Dosięga prawie wszędzie, otwiera szafki i szuflady, robi mi porządki w ubraniach, papierach. Na razie zabezpieczyłam lodówke i zamrażalkę 🙂
Ale chciałam napisać o jedzeniu słów parę… Mam wrażenie że mojej życie od jakiegoś czasu kręci sie wokół właśnie jedzenia. Rano budzi mnie Marysia, bo chce jeść – dobrze że nie muszę wstawać i przygotowywać mleka, tylko mam wszystko przy sobie 😉 Kiedy się naje, wstajemy i szybko sie ubieramy. Kiedy Julka sie obudzi musze dać jej pić, potem szybko ja ubieram, bo zaraz trzeba podać śniadanie Marysi i sama musze cos przekąsić, żeby mieć siły. Karmienie Maryśki trwa tyle, że kiedy kończy Julka musi zjeść drugie śniadanie. Potem szykuję obiad dla wszystkich – papkę dla Julii, absolutnie NIE papkę dla Marysi, no i coś dla nas. Między jabłkiem, a chrupkiem małej Jula już wypatruje obiadu, potem młoda je obiad, później muszę zagrzać obiad bo tatuś wraca z pracy, a kiedy zje i zajmie sie dziećmi, ja mogę zjeść. Po sprzątnięciu kuchni jest pora podwieczorku – Jula, Marysia, tata i ja. Co drugi/trzeci dzień w ramach zmiany otoczenia wychodzę do sklepu, a w nim robię zakupy z myślą, co komu i na co do jedzenia kupić. Gdy wracam do domu jest czas kolacyjki. Tata karmi Julę, a ja Marysię – jak się uda to kaszką. Wieczorem dzieci idą spać, a ja przygotowuję jedzenie na nastepny dzień, albo gotuję zupę dla Julii na kilka dni, raz w tygodniu zakręcam ciasto na chleb, żeby go rano upiec. Gdy ogarne dom sama zasiadam do póóóóźnej kolacji (uprzedzając komentarze – nie zrezygnuję z nocnego jedzenia chociaż wiem że to niezdrowe!) Zapomniałam dodać, że kilka razy w ciągu dnia (i parę w nocy) Maryśka podchodzi do mnie z nastawieniem konsumpcyjnym – muszę wtedy się zatrzymać i nakarmić/napoić spragnione natury dziecko. I tak dzień za dniem…
I pewnie byłoby ze mną kiepsko, ale dzięki Bogu KOCHAM JEDZENIE. Uwielbiam gotować, a w szczególności konsumować to co mi wyjdzie… Dziś też cos za mną chodzi. Hmm… Jeszcze nie rozeznałam. Może naleśniki orzechowe z nutellą albo omlet z konfiturą?