Po wojażach

Właśnie wróciliśmy ze Słupska. Tatuś wywiózł nas (mnie i dziewczynki) w środę do Oliwki i Dominika. Taka zmiana klimatu z nadmorskiego na nadmorski – bardzo fajna zmiana klimatu. Tatusiowie w pracy, a ja z ciocią z czwórką dzieci, z czego jedno ze starszych (Julia) przez pierwszą dobę klimatyzowało się w nowym miejscu w dość stresujący sposób, a dokładnie z temperaturą 37,8 i bardzo podwyższoną akcją serca. W piątek dzięki Bogu już było dobrze. Marysi natomiast wystarczyło pokazać pokój z zabawkami i już była zaklimatyzowana – ona wręcz uwielbia dzieci

Fizycznie jestem wykończona, ale psychicznie naładowana pozytywnie. I choć Julia nie za bardzo się integrowała z dziećmi (więcej czasu spędzała przy komputerze, bo przy nim była spokojniejsza), to były takie momenty, że kiedy Oliwka zadawała jej pytania odpowiadała mruganiem – wzruszały mnie takie chwile.

Marysia doskonaliła technikę chodzenia – idzie jej całkiem nieźle. Poza tym trenowała wrzucanie piłek do wiaderka i tego typu zabawy.

W sobotę przyjechał tatuś i zapakowaliśmy auta i ruszyliśmy na podbój Koszalina. Wylądowaliśmy na kręglach. Byliśmy w szoku jak nasze dzieci potrafią być grzeczne. Julia z Dominikiem z zadowoleniem obserwowali grę, Marysia siedziała grzecznie w wózku, machała nogą i jadła co jej się dało – frytki, chrupki, pizzę – samą zdrową żywność 😉 Oliwka jako najstarsza z ferajny bawiła się w pokoju zabaw i też była zadowolona. Po dwóch godzinach zabawy (nawet dobrze mi szło to trafianie w kręgle) pojechaliśmy na Górę Chełmską, do sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej – tam odmówiliśmy majowe nabożeństwo i wróciliśmy do domu na grilla, po którym wszyscy padliśmy jak kawki.

Niedziela minęła jak z bicza strzelił u jeszcze innych znajomych i tak się skończył nasz wyjazdowy czas, chociaż tak naprawdę moja głowa jeszcze ze Słupska nie wróciła. Teraz musimy na nowo wpaść w nasz rytm rehabilitacyjno-logopedyczny. W tym tygodniu wizyta w OWI.

Dodaj komentarz