Wyspałaś się?

Po długim milczeniu będzie o spaniu, ale o tym zaraz…

Najpierw raport.

Jesteśmy cali i prawie zdrowi. Prawie, bo Marysia ma zapalenie oskrzeli – na szczęście na tyle łagodne, że leczymy się bez antybiotyku. Julia natomiast zdrowa, jedynie czasem z trawieniem ma problemy, co chyba wynika ze skoków temperatury, jak jest za gorąco (a były takie może 3-4 dni), to nasz grafik żywieniowy się wali całkowicie. Poza tym spokój… Nawet udało nam się parę razy posiedzieć w ogródku. Tylko parę razy, bo raz za duszno, a raz pada :/

A teraz tytułowe spanie… Tata wyjechał na dwie noce służbowo i jak to mamy w zwyczaju wprowadziła się ciocia. Rano Mary jak zwykle szybko wstała, ale ciocia się nią zajęła więc ja tylko wstawałam do Julki (jedzenie, odessanie) i tak przekimałam do 9 rano, po czym ciocia mnie pyta "I co wyspałaś się?"… Odpowiedziałam, że nigdy się nie wysypiam, ale tak naprawdę to chyba zawsze jestem wyspana – w znaczeniu zdolna do życia 🙂 Moment wstawania z łóżka jest dla mnie największa karą, no chyba, że wiem, że za chwilę do niego wrócę 😉 Chyba wolałabym wcale nie spać… Zwłaszcza od czasu Julinkowego incydentu (http://julinek.blox.pl/2009/08/Na-granicy.html), ale to już oddzielny temat – strach przed spaniem – może innym razem…
Gdy tak patrzę z perspektywy lat na to nasze/moje spanie, to zachwycam się coraz bardziej fenomenem człowieka. Niesamowite jak ludzki organizm przystosowuje się do różnych braków i jak potrafi się regenerować np. podczas kilkuminutowych drzemek. Nigdy nie podejrzewałabym siebie o taką wytrzymałość.
Oczywiście, gdy tylko nadarza się okazja (na wyjazdach moich) śpię jak suseł i z przyjemnością budzę się bez żadnej pomocy, po prostu dlatego, że już mi wystarczy (np. 12 godzin snu) – co zdarza się nie za często, bo jak wyjeżdżam z domu to najczęściej nie po to żeby się wyspać, ale żeby pobyć z ludźmi… To tyle wywodów na dziś.

Pożegnanie mamy Nulki

Wciąż z niedowierzaniem patrzę w ekran monitora, na którym wyświetla się blog mamy Nulki – Ewy, którą miałam okazję poznać osobiście i której losy śledziłam codziennie…


Na górze zdjęcie Ani (rówieśniczki naszej Julki) wśród przyjaciół ze Stumilowego Lasu, a niżej wiadomość:

"Wczoraj około południa odeszła moja ukochana żona, mama Nulki, autorka tego bloga."

Pozostając nadal w szoku modlę się za spokój duszy Ewy i o ukojenie bólu dla jej rodziny (Roberta, Ani i Adama)…

Wieczny odpoczynek racz Jej dać Panie, a Światłość Wiekuista niechaj Jej świeci. Niech odpoczywa w pokoju. Amen!


„Obraz wigilijny”

Janusz A. Kobierski

Malował mroczną betlejemską grotę
o nocnej porze
oczekiwanie przyrody
i melodię z góry
Maryję z Józefem w niebiańskiej poświacie
schylonych nad Dzieciątkiem
osiołka i wołu w oparach oddechu
Drżącą od wzruszenia dłonią
złocił nieba gwiazdę
co chwilę najważniejszą
światu oznajmiała

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy Wam
dużo radości i spokoju płynących ze żłóbka,
niech nowonarodzony Jezus błogosławi każdemu z Was!

Wyróżnienie

Nie pisałam chyba Wam wcześniej, że udzielam się troszkę w naszej parafialnej scholi dziecięcej. Podgrywam na gitarze i uczę dzieciaczki (od 6 do 12 lat) nowych piosenek. Śpiewamy w każdą niedzielę o 10:00 podczas mszy św. Z tygodnia na tydzień jest nas coraz więcej. Gdy wychodzę na próby Marysia mówi że "idę tańczyć z dziećmi" – to jedyne moje wyjście, którego nie opłakuje…

Dziś byliśmy na konkursie zespołów śpiewających, grających w dekanacie Pruszcz Gdański. Przybyło 6 zespołów, dwie duże schole (w tej drugiej śpiewały starsze dzieci) i 4 zespoły młodzieżowe. Było niesamowicie, a na koniec okazało się, że dostaliśmy wyróżnienie. Była 1 nagroda główna i dwa wyróżnienia. Byłyśmy (z panią prowadzącą scholę) mile zaskoczone, bo to pierwszy występ naszych szkrabów. Dzieciaki są strasznie podekscytowane, mam nadzieję, że ta nagroda jeszcze rozpali je do śpiewania 🙂

A w domu nieszczęsny wirus jesienny. Katar z nosów i stany podgorączkowe (poza tatusiem). Eh…

Wszystko „naj”

Kilka godzin przed odlotem, kiedy piliśmy ostatnią kawkę i zjadaliśmy ostatnie mufinki, Krzychu zapytał nas co najbardziej podobało nam się podczas naszych wycieczek. Cały wyjazd był fascynujący, więc zaczęłam wymieniać i to i to i to… Nasz gospodarz stwierdził, że nie może mi się podobać najbardziej wszystko, więc postanowiłam to wytłumaczyć…

Najbardziej zaintrygował mnie kran moich przyjaciół (nie zrobiłam zdjęcia, ale poproszę Reni żeby mi przysłała) – do dziś rozmyślam jak z niego ergonomicznie korzystać 😉

Najbardziej odpoczęłam w Bolton Abbey – malownicze miejsce, cudowna zieleń, szum rzeki, przepiękne widoki z góry, kawałek historii w ruinach klasztoru z XII wieku.

Najbardziej smakowała mi ryba – "fish and chips" w Ilkley.

Najbardziej zaimponował mi angielski moich przyjaciół.

Najbardziej oniemiałam gdy zobaczyłam Galerię Handlową w Manchester:

Najbardziej zirytował mnie fakt, że trzeba zapłacić, aby obejrzeć York Minister – największą średniowieczną katedrę w Anglii – olbrzymią i fascynującą, zupełnie kontrastującą z wąskimi, urokliwymi uliczkami miasta.

Najbardziej zdziwiło mnie jak w "knajpie" pakistańskiej po posiłku dostaliśmy gorące ręczniki do wytarcia rąk i groszki z koprem włoskim na trawienie i świeży oddech.

Najbardziej zaskoczona byłam ilością polaków w sklepie PRIMARK w Leeds – czyżby wszyscy przyjechali po tańsze rajstopki i skarpetki? 😉

Było jeszcze:
– super śniadanie angielskie (fasolka, bekon, kiełbaski i tosty),
– zakupy gadżetów pod stadionem Manchester United,
– zawarte nowe znajomości 😉 ,
– karmienie łabędzi nad kanałem, który przepływa pod domem Reni i Krzycha,
– no i oczywiście jedno małe zachwycone i zachwycające dziecko:

Większość moich znajomych już była w UK, jedni krócej, inni dłużej, jeszcze inni osiedlili się na stałe. Dla nich to może chleb powszedni, ale dla mnie to nowe miejsce, inny świat. Mam nadzieję, że jeszcze zdążę tam pojechać zanim Reni i Krzychu wrócą do Polski. Mamy zaległą wycieczkę nad morze 😉

Yorkshire, UK

Wczoraj w nocy wróciłam z Marysią z pięciodniowego "urlopu". Wybaczcie, że nic nie pisałam, ale był to mój/nasz pierwszy wypad samolotem i trochę się denerwowałam 😉

Byłyśmy u przyjaciół w Anglii, w mieście Shipley. Postaram się wieczorem napisać coś więcej i wrzucę kilka fotek. Teraz muszę oddać komputer Julii, bo już mi pokazuje że chce klikać…

Hej Przygodo!

Wróciłam cała i zdrowa wczoraj o 4 rano. Los zaserwował mi w prezencie jeden dodatkowy dzień urlopu, który spędziłam z moją rodzinką. Przyczyną naszego poślizgu był… hmm… alternator, a dokładnie zużyte w nim szczotki.

Zaczęło się w drodze z domu w Rheine (tam mieszka moja rodzinka) do Szensztat (tam powstała nasza wspólnota przed prawie stu laty). Udało nam się dojechać na Górę Syjon, gdzie uczestniczyliśmy w uroczystości obłóczyn naszych kleryków. Samochód już nie odpalał normalnie, ale z górki na pazurki. Chcąc oszczędzać prąd w akumulatorze postanowiliśmy pojechać z powrotem do Rheine za jasnego, przez co musieliśmy zrezygnować z części planów. Na szczęście przed uroczystością zdążyłam odwiedzić Prasanktuarium i Kościół Adoracji, w którym pochowany jest o. Józef Kentenich – założyciel Ruchu.

W drodze do babci, na autostradzie przy zjeździe na obrzeża Koloni nasze autko zgasło zupełnie. Telefony poszły w ruch. Jako, że miałam z językiem niemieckim swego czasu do czynienia, udało mi się ściągnąć policję, która podholowała nas na stację benzynową. Tymczasem w domu babci (180km od nas) powstała plan ratowania nas, w efekcie którego o 3 w nocy przyjechali wujkowie z przyczepą. Mimo że jechaliśmy ostrożnie 16 km od domu mieliśmy kolejną przygodę – opona w przyczepce (jedna z czterech) rozerwała się na strzępy. Auto musiało dokulać się do domu samo na nowym (pożyczonym) akumulatorze.

Niedzielę spędziliśmy na przymusowym siedzeniu w domu – co akurat postrzegam jako wielki pozytyw naszego pecha. Spotkanie z rodzinką było cudowne. Nie byłam u nich 8 lat, więc było co nadrabiać 🙂

W poniedziałek rano mechanik powiedział, że komputer nie pokazuje żadnych błędów i możemy jechać na nowym akumulatorze do Polski, tylko powinniśmy oszczędzać prąd.

Historia powtórzyła się pod Berlinem. Dzięki Bogu auto ześwirowało 200m do stacji benzynowej, na której wujek kupił nowy akumulator. Na tym akumulatorze dojechaliśmy do Gorzowa, gdzie akurat mieszka rodzina wujka. Oni znaleźli mechanika który mimo późnej pory (20:00) zajrzał do samochodu i odkrył te felerne szczotki. Po dwóch godzinach kombinowania dopasował coś zastępczego i mogliśmy kierować się na Gdańsk.

Przypomina mi się tekst, że z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu. To nie dotyczy naszych rodzin. Mojej niemieckiej i wujka gorzowskiej. Postawili wszystko na głowie, żebyśmy mogli bezpiecznie wrócić do domu. I dzięki im przeogromne za to!

1000 km od domu

Urwalam swoja smycz i wyjechalam na dlugi weekend za granice. 3000 km w 4 dni – jak za starych dobrych czasow 🙂

Jestem w Niemczech pod granica holenderska u mojej rodzinki ktorej nie widzialam 8 lat. Korzystam z komuptera kuzyna, wiec nie mam polskich znakow.

W sobote jedziemy do mojego ukochanego Szensztat. Bede pamietac takze o Was (moich czytelnikach) w Prasanktuarium MTA.

Odezwe sie jak wroce.

ps. Tatus z dziewczynkami maja wsparcie cioci i babc, a takze pelna lodowke, wiec jestem spokojna i mam zamiar sie odstresowac i zrelaksowac…

Niedysponowana

Przepraszam Was za nieobecność, ale po ostatnim moim wyjeździe nie mogę dojść do ładu ze sobą… Najpierw zatoki, antybiotyk, a teraz doszedł pęcherz… Istna masakra 😦 Ledwo mam siły zabawiać moje dzieci, więc mam nadzieję, że się uzbroicie w cierpliwość.

Dla umilania czasu oczekiwania coś co mi ostatnio bardzo zapadło w serce (przy okazji oglądania bajek razem z dziewczynkami):

http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=9WVs6YeA6lw&login=kamiira&width=450&bg=ffffff

Każdy tu jest gościem
To obyczaj nasz
Dobrze jest, gdy od siebie
Innym coś dasz
Wszystko wspólne jest
Radości, smutki też
Więc chodź!

I Ty możesz zostać z nami
Tu dla Ciebie miejsce mamy
Bo łatwiej cieszyć się światem
Gdy się czujesz bratem
Tu każdy pomoże

I Ty możesz zostać z nami
Tu dla Ciebie miejsce mamy
U nas każdego dnia
Dzielimy co się da
Tu wiecznie święto trwa

Tego co nas łączy nie pojmie chyba nikt
Ten prawdziwy życia smak i więzy bratniej krwi
Słowa ja i ty obróćmy w jedno słowo – MY
Więc chodź!

I Ty możesz zostać z nami
Tu dla Ciebie miejsce mamy
U nas każdego dnia
Dzielimy co się da
Tu wiecznie święto trwa

Wspominam tu tych co odeszli
Po nich ślad w sercu mam
Miłość też tutaj znajduję
I nie jeden układam tu plan
Tu najlepsze z tych chwil które znam

To miejsce jest takie piękne, że inne tracą blask przy jego blasku
Piękniejszych miejsc nie widział jeszcze nikt
Teraz widzę jaką drogę mam za sobą gdy patrzę na nich
Gdy ich śmiech słyszę w tle
W pamięci przeszłość budzi się
Więc chodź!

I Ty możesz zostać z nami
Tu dla Ciebie miejsce mamy
Bo łatwiej cieszyć się światem
Gdy się czujesz bratem
Tu każdy pomoże

I Ty możesz zostać z nami
Tu dla Ciebie miejsce mamy
U nas każdego dnia
Dzielimy co się da
Tu wiecznie święto – Tu wiecznie święto trwa!

Złączeni w bólu

Dziś trudno zebrać myśli, trudno cos napisać…

Modlimy się o życie wieczne dla tych co zginęli i o siłę w tym trudnym czasie dla ich rodzin.

„Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj im świeci na wieki wieków. Amen”

[*][*][*]