Kilka godzin przed odlotem, kiedy piliśmy ostatnią kawkę i zjadaliśmy ostatnie mufinki, Krzychu zapytał nas co najbardziej podobało nam się podczas naszych wycieczek. Cały wyjazd był fascynujący, więc zaczęłam wymieniać i to i to i to… Nasz gospodarz stwierdził, że nie może mi się podobać najbardziej wszystko, więc postanowiłam to wytłumaczyć…
Najbardziej zaintrygował mnie kran moich przyjaciół (nie zrobiłam zdjęcia, ale poproszę Reni żeby mi przysłała) – do dziś rozmyślam jak z niego ergonomicznie korzystać 😉
Najbardziej odpoczęłam w Bolton Abbey – malownicze miejsce, cudowna zieleń, szum rzeki, przepiękne widoki z góry, kawałek historii w ruinach klasztoru z XII wieku.
Najbardziej smakowała mi ryba – "fish and chips" w Ilkley.
Najbardziej zaimponował mi angielski moich przyjaciół.
Najbardziej oniemiałam gdy zobaczyłam Galerię Handlową w Manchester:
Najbardziej zirytował mnie fakt, że trzeba zapłacić, aby obejrzeć York Minister – największą średniowieczną katedrę w Anglii – olbrzymią i fascynującą, zupełnie kontrastującą z wąskimi, urokliwymi uliczkami miasta.
Najbardziej zdziwiło mnie jak w "knajpie" pakistańskiej po posiłku dostaliśmy gorące ręczniki do wytarcia rąk i groszki z koprem włoskim na trawienie i świeży oddech.
Najbardziej zaskoczona byłam ilością polaków w sklepie PRIMARK w Leeds – czyżby wszyscy przyjechali po tańsze rajstopki i skarpetki? 😉
Było jeszcze:
– super śniadanie angielskie (fasolka, bekon, kiełbaski i tosty),
– zakupy gadżetów pod stadionem Manchester United,
– zawarte nowe znajomości 😉 ,
– karmienie łabędzi nad kanałem, który przepływa pod domem Reni i Krzycha,
– no i oczywiście jedno małe zachwycone i zachwycające dziecko:
Większość moich znajomych już była w UK, jedni krócej, inni dłużej, jeszcze inni osiedlili się na stałe. Dla nich to może chleb powszedni, ale dla mnie to nowe miejsce, inny świat. Mam nadzieję, że jeszcze zdążę tam pojechać zanim Reni i Krzychu wrócą do Polski. Mamy zaległą wycieczkę nad morze 😉