

Po prawie 11 latach z rdzeniowym zanikiem mięśni Julia biega po niebieskich polanach. Ten blog jest pamiątką dla tych, którzy nie chcą zapomnieć i świadectwem dla tych, którzy jej nie poznali…




Jeszcze… ale już w lepszej formie. Lekarze wprowadzili drugi antybiotyk, ale parametrów zapalnych nie ma, tylko rentgen się nie podobał (coś w oskrzelach cały czas siedzi). Nie ma już tlenu. Miało być wyjście dzisiaj, ale będzie najszybciej w czwartek pod warunkiem, że nic nie złapie nowego i w domu będą wszyscy zdrowi Eh…
Tymczasem Jula ogląda bajki na mp4 i słucha bajek i puszcza swoje radyjko ze zwierzątkami. Dziś byłam u niej przez chwilę, to cały czas kazała mi naciskać przycisk, żeby grało. A tatusiowi się ropłakała gdy rozładowała się bateria w mp4 i przerwało Kubusia Puchatka. Znak, że wraca do formy 🙂
Już jakiś czas temu zaplanowaliśmy rozpoczęcie w dniu dzisiejszym nowenny dziewięciodniowej za wstawinnictwem o. Józefa Kentenicha – założyciela Dzieła Szensztackiego. O dziele jego życia możecie poczytać tu:
http://www.trojmiasto.szensztat.pl/ruch.htm#OJCIEC
http://www.voxdomini.com.pl/vox_art/kent.html
http://www.voxdomini.com.pl/ruchy/schoenstatt.htm
Wybierając się w dziewięciodniową podróż razem z Sługą Bożym o. Józefem pragniemy modlić się o łaski potrzebne Julii, o zdrowie dla niej i o cud uzdrowienia jeśli jest zgodny z wolą Bożą.
Gdyby ktoś pragnął włączyć się w nasze wołanie do Nieba, codziennie przez kolejnych 9 dni będę umieszczać na blogu rozważania i modlitwy.
Jak to dobrze, że mamusia lubi nowości i zakupiła jakiś czas temu mp4-kę. I nie szkodzi, że ma mały ekranik – Kubusia Puchatka może odtwarzać i umilać czas spędzony w szpitalu. Julka coraz lepiej się czuje. Jest już przytomna, spokojniej śpi. Tatuś przy niej czuwa, czyta i puszcza bajki. Jeśli Julki stan się utrzyma (bez podawania tlenu), to lada dzień wróci do domku, na co z niecierpliwością czekamy.

Przed chwilą rozmawiałam z panią ordynator oddziału. Po wczorajszym kryzysie związanym z obturacją oskrzeli jest dużo lepiej. Wydzielina w oskrzelach była tak gęsta i lepka, że nie można było jej nawet drenować. Dziś po środkach rozluźniających powoli daje się usuwać. Pani doktor chce Julkę jak najszybciej odesłać do domu, ale trzeba ją jeszcze "podreperować", żeby nie był potrzebny tlen.
Już teraz dziękuję personelowi za fachową opiekę i serce oddane naszej Julce zwłaszcza pani doktor S. i naszej "babci-anestezjolog" za podtrzymanie duchu!!!
Nam rodzicom podczas choroby dzieci towarzyszy masa niepokoju. Tak naprawdę mamy do niego prawo, w końcu to nasze dzieci! Nie do końca rozumiemy działania lekarzy i pewnie nie zrozumiemy. I choć słyszy się czasem o różnych błędach w sztuce lekarskiej, to ja ufam lekarzom na OIOMie na Polankach. Już nie raz pokazali, że są cudotwórcami… I cieszę się, że Julia jest właśnie w ich rękach.
Leczenie Marysi jest o tyle utrudnione, że ona sama stawia opór, zarówno podczas inhalacji (tu na zdjęciu akurat grzeczna była), jak i aplikowania antybiotyku (dokładnie umie nabrać wody w usta). Resztę leków rozpuszczam w mleku i herbatce i udaje się je przemycić…


Wieści ze szpitala sa następujące:
Niby stan zapalny niewielki, z rentgena widać tylko trochę zmian w oskrzelach, gorączki brak, wyniki krwi dobre, a Julka wygląda jakby miała potworne zapalenie płuc. Zapewne za sprawą tlenu, który podbija nie tylko saturację ale poziom dwutlenku węgla we krwi, przec co jest półprzytomna. Przerzucili ją na sprzęt szpitalny. Zmienili antybiotyk na dożylny, bo saturacja spada i zalegania są duże. Jak mają być mniejsze skoro od wczoraj nie dotarł do niej żaden fizjoterapeuta od oddechówki i nie zrobił drenażu? Jak ma się usunąć wydzielina z oskrzeli?
Czuję się jakbym cofnęła się w czasie o dwa lata… Jestem wściekła i zdruzgotana.
Na dodatek Marysia jeszcze gorzej kaszle i nie mogę jej zostawić za bardzo w domu. Pediatra mówiła że dopiero po trzeciej dobie można liczyc na poprawę. Byle do jutra…
Dopisek z wieczora:
Julia podobno spokojniejsza (zmalała akcja serca i wzrosła saturacja). Dostaje coś na uspokojenie dlatego jest taka nie za bardzo kontaktowa. Dali jej też dożylnie mucosolwan bo była nieźle przysuszona. CRP (parametr zapalny) zaczął również spadać, także antybiotyk zaczął działać. Nasza pani doktor uważa, że to bardziej wirus poczynił takie spustoszenie i, że za kilka dni Julia będzie zdrowa, pod warunkiem, że się nie zatruje tlenem
Nie mniej jednak, szpital działa na ludzi dość depresyjnie…
Dziękuję za modlitwę i miłe słowa 🙂
Jeszcze jedno:
Jednak zostawili na naszym respiratorze, tylko zmienili ustawienia.
Ostatnia wiadomość
Poprawa jest spowodowana między innymi włączeniem na stałe hydrokortyzonu…
Ksiądz Twardowski napisał:
Nie płacz w liście
nie pisz, że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno
odetchnij, popatrz
spadają z obloków
wielkie małe nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz
Ten wiersz towarzyszy mi od lat, a od rana znów brzmi w mojej głowie, bo Julka jest znowu w szpitalu. Całą noc strasznie się zatykała, nie mogliśmy jej odessać, spadała jej saturacja, nie mogła porządnie zasnąć. Rano miała spuchnięte, sine oczka. Po rozmowie z panią doktor postanowiliśmy pojechać na Polanki, żeby zrobili komplet badań (głównie rentgen). Tata pojechał z Julią, a ja zostałam w domu z Marysią, która również miała ciężką noc przez zatkany nos. Miałam nadzieję, że Julę osłuchają, porządnie odessają i odeślą do domu. Niestety osłuchowo było tak kiepsko, że przyjęli ją na oddział. Antybiotyk zaczęliśmy dawać wczoraj wieczorem, więc pewnie trzeba poczekać jeszcze dzień, dwa zanim zacznie działać… Mam nadzieję, że będzie działał i nie będą jej trzymać w szpitalu.
Ile jeszcze wielkich małych nieszczęść jest nam potrzebnych do szczęścia?